#240. Olejek Sesa - po miesiącu stosowania ;)

         Dziś parę słów na temat mojego ostatniego miesiąca, który minął pod hasłem: olejowanie skóry głowy. ;-) Na początku niesamowicie ciężko było mi się przestawić na ten sposób pielęgnacji po bardzo długiej przerwie w olejowaniu. Wcześniej było to jedynie mycie i zastosowanie odżywki d/s i b/s. 

         Zaczęłam od olejowania raz w tygodniu na noc, potem było to dwa razy w tygodniu, obecnie jest to niemal co każde mycie, zazwyczaj co drugi dzień ;) A jak stosuję ten kosmetyk? Dokładnie wsmarowuję go opuszkami palców w skórę głowy, a po takim masażu skalpu resztę olejku wcieram we włosy na długości.

         Czy zauważyłam efekty? Owszem. Ale najpierw zdjęcie włosów z poprzedniego miesiąca:



        Włosy na zdjęciu z października są świeżo po umyciu, wywijające się na wszystkie strony, co niestety zaburza dokładną ocenę porostu. Wczoraj włosy specjalnie podprostowałam. Mimo, że na zdjęciach tego aż tak nie widać, to na mokro, po umyciu, zauważyłam znaczną różnicę w długości. 



           Ponadto zauważyłam większy blask, brak obciążenia, brak wzmożonego przetłuszczania się włosów. Co tyczy się wypadania - po pierwszych użyciach po przeczesaniu ich szczotką czy palcami, wyciągałam ogromne ilości włosów, teraz się to unormowało. W porównaniu do połowy października jest już nieco lepiej. 

           Miałam po miesiącu z Sesą zacząć kurację innym preparatem, ale postanowiłam zużyć olejek do końca. ;-)

          W skrócie po pierwszym miesiącu zauważyłam na plus:
+ dużą wydajność olejku
+ szybszy porost włosów
+ po miesiącu nieco nieco mniejsza ilość wypadających włosów
+ brak obciążenia włosów
+ brak przetłuszczania się włosów
+ blask
+ nawilżenie skóry głowy i włosów
+ przyjemny zapach

          Myślę, że mogłabym jeszcze więcej plusów wymienić, dlatego po zakończonej kuracji na pewno pojawi się pełna recenzja tego cuda. ;-)



           Jak na razie z czystym sumieniem polecam, a sama chętnie będę kontynuować kurację przez kolejny miesiąc. ;-)



          Jesteście ciekawi moich dalszych zmagań? :)





          Pozdrawiam! :*

#239. Arganowe serum + NIESPODZIANKA :)

       Witajcie!

       Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją arganowego serum do włosów i... małą niespodzianką dla Was :) Na tapecie dziś Bioelixire Argan Oil Serum:


         


       Serum otrzymujemy w skromnym, białym tekturowym opakowaniu zawierającym wszystkie informacje o produkcie. Sam kosmetyk zamknięty jest w przezroczystej buteleczce o pojemności 20 ml z czarną matową zakrętką. Serum jest koloru bursztynowego, więc wyraźnie widać jego zużycie. 

       Producent zapewnia o działaniu nawilżającym, ochronnym i regeneracyjnym, zapobiega rozdwajaniu końcówek, oraz o zawartości dodatkowych olejków w składzie:



          Skład produktu jest typowo silikonowy, dalej zauważamy zapachy, za nimi olejek arganowy, olej jojoba i dalej - olejek słonecznikowy. 




          Serum jest dość rzadkie koloru bursztynowego, o cudownym zapachu - delikatnym i słodkim. :) Mimo konsystencji czuć, że produkt jest lepki - jak tradycyjne silikonowe kosmetyki do włosów. 
          Po odkręceniu buteleczki ukazuje nam się duży otwór, przez który wydobywa się kosmetyk. Niestety jest to dość uciążliwe przez jego konsystencję. Nie raz w pośpiechu udało mi się wylać zbyt dużą ilość serum. Dobrze, że nadmiar można zlać ponownie do buteleczki. :) Mimo to uważam, że jest to bardzo wydajny produkt - w ciągu 1,5 miesiąca zużyłam 1/3 pojemności. 



          A teraz część najważniejsza... efekty i działanie! Serum nakładałam po każdym myciu na mokre lub wilgotne włosy solo lub w połączeniu z odżywką bez spłukiwania. Za każdym razem włosy były miękkie, wygładzone, z lekkim połyskiem, o który walczyłam bardzo długo! Nie zdarzyło się, żeby włosy były obciążone po nałożeniu zbyt dużej ilości produktu. Czasami serum aplikowałam też na suche włosy, gdy zauważyłam po nocy jakieś nieprzyjemne w dotyku kosmyki. W trakcie stosowania tego serum częściej też sięgałam po prostownicę - tu także wielkie zaskoczenie. Zauważyłam o wiele mniej zniszczeń i rozdwojonych kocówek niż przy rzadszym prostowaniu i stosowaniu produktów ,,termoochronnych''.

          Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że arganowe serum do włosów okaże się tak dobrym kosmetykiem. Już wiem, że pozostanę mu wierna, a pozostałe produkty pseudo-zabezpieczające pójdą w zapomnienie! :) Jest to tani, wydajny, pięknie pachnący kosmetyk, o świetnym działaniu! :) Obecnie jego cena w sklepie internetowym Ambasada Piękna wynosi 5,99 zł! 
          Jedynym minusem dla mnie jest zbyt duży otwór, przez który zdarza się wylać zbyt dużą ilość kosmetyku, poza tym jest to mój ideał! :)



Fakt, że dostałam kosmetyk w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię.






           Ode mnie same ochy i achy, więc teraz czas na coś dla Was! :) KONKURS, w którym wygrywa aż 5 osób! 



           Do wygrania jest: 1x Bioelixire Argan Oil Serum 50 ml, 1x Bioelixire Argan Oil Serum 20 ml, 3x kody rabatowe -20% na zakupy w sklepie Ambasada Piękna, w którym znajdziecie ogrom kosmetyków (i nie tylko!) marek takich jak: CHI, czy Biosilk. 

           Aby móc zawalczyć o nagrody musicie być publicznym obserwatorem mojego bloga, polubić Jedwabe Kosmetyki na facebooku, oraz odpowiedzieć na pytanie - Jakie są według Was najciekawsze zastosowania olejku arganowego w pielęgnacji? 

           Żeby zwiększyć swoje szanse możecie dodatkowo polubić moją stronę na facebooku KLIK (+1), oraz udostępnić informację o konkursie (+1) pełna dowolność czy będzie to facebook, twitter, baner w pasku bocznym, informacja w poście.. 

          Osoby, które prowadzą blogi na potrzeby konkursów, nie będą brane pod uwagę! Tu drobna uwaga: jeśli nie masz bloga - nic straconego, wystarczy być aktywnym w internetowo-kosmetycznym życiu :)



          Poniżej mam gotowy wzór zgłoszenia dla Was:

Obserwuję bloga jako:
e-mail:
Lubię Jedwabne Kosmetyki na facebooku jako: (imię + pierwsza litera nazwiska)
Odpowiedź na pytanie:
Lubię Kosmetyczne Rewolucje na facebooku jako: TAK/NIE (imię + pierwsza litera nazwiska)
Udostępniłam informację o konkursie: TAK/NIE (link)




             Jeśli nie będzie zbyt wielu chętnych wyłonię 2 zwycięzców, którzy zgarną serum i kod rabatowy, oraz jedną osobę, która wygra -20% na zakupy w Ambasadzie. 




            Zgłaszać możecie się do 13 grudnia do godziny 23:59! 


           Powodzenia! 

#238. Rossmann -40% - moje łupy :)

        Jak już chyba wszyscy wiedzą, dzisiaj zaczęła się promocja w Rossmannie -40% na kosmetyki do makijażu. :) Oczywiście musiałam polecieć pierwszego dnia, z samego rana, żeby na świeżo upolować co trzeba. 

        Dostałam także polecenie od mamy, żeby kupić jej odpowiedni podkład :) Pojechałam, kupiłam co chciałam i..... tym miłym akcentem kończę tydzień roboczy :) 

        Ciekawi co wpadło do mojego koszyka?



         Zacznijmy od Wibo - dwa brokaty WOW Glitter Manicure: czarny (4) i niebieski (3), oraz ukochany tusz Growing Lashes. Już dawno mi się skończył, ale miałam kilka innych w zapasie, ale teraz skusiłam się, zwłaszcza że kosztował mniej niż 6 zł :)

         Lakier Max Factor - Fatasy Fire. To jest to, na co czekałam od dawna. FF to moje małe marzenie, które w regularnej cenie było dla mnie ciut za drogie. Dzisiaj to idealna okazja do zakupu tego cuda! :)

         Produkty do ust marki Rimmel - lakier do ust Apocalips, oraz pomadka z kolekcji Kate. Apocalips są już tak znane i polecane, że sama chciałam się przekonać czy faktycznie są takie świetne. Wybrałam kolor oznaczony jako Nova.
         Kolejnym planowanym zakupem była wcześniej wspomniana pomadka. Wybitnie spodobała mi się ta z numerkiem 16, którą możecie zobaczyć poniżej:



          Zakupy uważam za bardzo udane, kupiłam tylko to, co chciałam, nie poszalałam i nie ładowałam wszystkiego do koszyka w napadzie ,,szału kosmetykowego'' :) 

          Co sądzicie o moich zakupach? Jak wyglądały Wasze polowania? ;-) A może to jeszcze przed Wami?




          Pozdrawiam! :*