Po raz kolejny przychodzę z aktualizacją włosową ;-) Jak już wiecie w lutym pozbyłam się sporej ilości zniszczonych końcówek, resztek mojego blondu, w pewnym stopniu też grzywki... Włosy odwdzięczyły się niesamowitą gładkością i miękkością, a przy tym też fajnym, lekkim skrętem:
A tak wygląda porównanie włosów ze stycznia i lutego:
Jak widać, cięcie to było głównie mocne cieniowanie, dzięki czemu pozbyłam się najbardziej zniszczonych, jeszcze przez rozjaśnianie, końcówek. Obecnie źle się czuję w prostych, w marcu stawiam zdecydowanie na loki ;-)
Można zauważyć też, że dużo straciłam z długości, ale liczę że dość szybko to odrobię :)
Macie jakieś plany w kwestii pielęgnacji na najbliższy miesiąc? Może chcecie wypróbować jakieś konkretne kosmetyki? Ja obecnie stawiam na kompleksową pielęgnację: zapuszczanie, miękkość, gładkość, skręt. :)
Pozdrawiam! :*
#269. When Stars Collide
Ostatnio znów opętała mnie mania - mogłabym codziennie zmieniać kolor na paznokciach. ;-) Dlatego przypędziłam do Was ponownie z kolejnym lakierem w roli głównej. Oczywiście jest to kolejny fiolet, jakby inaczej? :) Obecnie mogłabym tylko zmieniać odcienie fioletu na pazurkach :D
Jest to lakier pochodzący z holograficznej serii China Glaze, o nazwie When Stars Collide. Znajduje się w charakterystycznej buteleczce dla tego typu lakierów, o pojemności 14 ml. Pędzelek określiłabym jako klasyczny, normalny, dobrze operuje się nim na płytce.
Jeśli chodzi o kwestię malowania - tu pojawia się mały problem. Lakier jest dość upierdliwy, jeśli można to tak ująć :) Najlepszą metodą na niego jest nałożenie jednej grubej warstwy, przy jak najmniejszej liczbie pociągnięć pędzelka. To w zupełności wystarcza. Dwie cienkie warstwy nie spisały się tak dobrze, pojawiały się smugi i prześwity na częściowo zaschniętym już lakierze.
Sam kolor w buteleczce nie zachwyca, dopiero po nałożeniu na paznokcie dużo zyskuje. Jednak jeśli jesteście wielbicielkami mocnego holo, to równie mocne może być Wasze rozczarowanie. Lakier dopiero przy mocnym świetle słonecznym lub sztucznym dopiero pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Na pierwszym zdjęciu widać lekki przebłysk holograficzny.
Pierwsze zdjęcie ukazuje najbardziej zbliżony kolor lakieru w świetle dziennym, drugie natomiast zrobione zostało w sztucznym świetle, bez użycia flesza. ;-) Przyznam szczerze, że jestem nim zachwycona, chociaż początkowo nie miałam do niego przekonania i zwlekałam prawie miesiąc z malowaniem. Problemy przy aplikacji nie są dla mnie na tyle uciążliwe żeby się zniechęcić do niego :)
Co sądzicie o tym lakierze? Podoba Wam się? Lubicie lakiery holograficzne? ;-)
Pozdrawiam! :*
Jest to lakier pochodzący z holograficznej serii China Glaze, o nazwie When Stars Collide. Znajduje się w charakterystycznej buteleczce dla tego typu lakierów, o pojemności 14 ml. Pędzelek określiłabym jako klasyczny, normalny, dobrze operuje się nim na płytce.
Jeśli chodzi o kwestię malowania - tu pojawia się mały problem. Lakier jest dość upierdliwy, jeśli można to tak ująć :) Najlepszą metodą na niego jest nałożenie jednej grubej warstwy, przy jak najmniejszej liczbie pociągnięć pędzelka. To w zupełności wystarcza. Dwie cienkie warstwy nie spisały się tak dobrze, pojawiały się smugi i prześwity na częściowo zaschniętym już lakierze.
Sam kolor w buteleczce nie zachwyca, dopiero po nałożeniu na paznokcie dużo zyskuje. Jednak jeśli jesteście wielbicielkami mocnego holo, to równie mocne może być Wasze rozczarowanie. Lakier dopiero przy mocnym świetle słonecznym lub sztucznym dopiero pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Na pierwszym zdjęciu widać lekki przebłysk holograficzny.
Pierwsze zdjęcie ukazuje najbardziej zbliżony kolor lakieru w świetle dziennym, drugie natomiast zrobione zostało w sztucznym świetle, bez użycia flesza. ;-) Przyznam szczerze, że jestem nim zachwycona, chociaż początkowo nie miałam do niego przekonania i zwlekałam prawie miesiąc z malowaniem. Problemy przy aplikacji nie są dla mnie na tyle uciążliwe żeby się zniechęcić do niego :)
Co sądzicie o tym lakierze? Podoba Wam się? Lubicie lakiery holograficzne? ;-)
Pozdrawiam! :*
#268. Ulubieńcy stycznia i lutego
W styczniu zeszło mi dość długo z zebraniem ulubionych kosmetyków do comiesięcznego zestawienia, dlatego teraz pojawiają się ulubieńcy ostatnich dwóch miesięcy. :)
W tej szczęśliwej gromadce znalazło się 6 kosmetyków, głównie pielęgnacyjnych, oczywiście nie mogło zabraknąć także lakieru do paznokci! :D
Pierwsza i chyba najważniejsza z tego grona to maseczka drożdżowa Babci Agafii, o której pisałam już dużo dobrego TUTAJ. Niesamowicie wpłynęła na przyrost włosów (odsyłam do linka!), dodatkowo ograniczyła moje wypadanie, była bardzo przyjemna w użyciu i pięknie pachniała ;) Nie mogę się doczekać kiedy zużyję inne kosmetyki przeznaczone do walki z zapuszczaniem i ponownie ją kupię! :)
Oczywiście - lakier Morgan Taylor To Rule Or Not To Rule, który skradł moje serce do tego stopnia że malowałabym nim paznokcie raz po raz! :) Swatche znajdziecie TUTAJ.
Błyszczyki Eveline Lovers Ultra Shine z olejem arganowym to dla mnie nowość, ale za to jaka! Co najmniej jedną sztukę zawsze mam w torebce. Mają gęstą i treściwą konsystencję, dodatkowo nabłyszczenie i delikatny kolor utrzymuje się dość długo, nie sklejając ust. Nie są problematyczne także w nakładaniu - wystarczą dwa pociągnięcia aplikatorem. :) Na pewno niedługo będzie o nich osobny post ;-)
Nie mogło także zabraknąć kosmetyku od Sorai z serii So Pretty! Tym razem jest to peeling orzechowo-morelowy, o którym także ostatnio pisałam troszkę więcej. Bardzo dobry i przyjemny kosmetyk, bardzo wydajny. Obecnie ubolewam nad jego końcówką ;-) Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.
Nowością dla mnie jest także krem do twarzy na dzień Bioluxe Organic Green Tea. Jest to kosmetyk, który ma działać tonizująco, ściągać pory, poprawę kolorytu i sprężystości skóry. Głównie patrzę na niego jako krem nawilżający i ściągający pory. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona i mam nadzieję, że to się nie zmieni.
A na koniec kremy do rąk marki Kamill. Wersja Intensiv jest ulubioną z ulubionych ;-) Uwielbiam miniaturki kremów, które mieszczą się w każdej torebce, czy w fartuchu na pracowni ;) Świetne nawilżenie, brak tłustej warstwy na skórze, szybkie wchłanianie, dobra cena, dostępność i wydajność, czego chcieć więcej? :)
Znacie te kosmetyki? Może też znajdują się w gronie Waszych ulubionych produktów?
Pozdrawiam!
W tej szczęśliwej gromadce znalazło się 6 kosmetyków, głównie pielęgnacyjnych, oczywiście nie mogło zabraknąć także lakieru do paznokci! :D
Pierwsza i chyba najważniejsza z tego grona to maseczka drożdżowa Babci Agafii, o której pisałam już dużo dobrego TUTAJ. Niesamowicie wpłynęła na przyrost włosów (odsyłam do linka!), dodatkowo ograniczyła moje wypadanie, była bardzo przyjemna w użyciu i pięknie pachniała ;) Nie mogę się doczekać kiedy zużyję inne kosmetyki przeznaczone do walki z zapuszczaniem i ponownie ją kupię! :)
Oczywiście - lakier Morgan Taylor To Rule Or Not To Rule, który skradł moje serce do tego stopnia że malowałabym nim paznokcie raz po raz! :) Swatche znajdziecie TUTAJ.
Błyszczyki Eveline Lovers Ultra Shine z olejem arganowym to dla mnie nowość, ale za to jaka! Co najmniej jedną sztukę zawsze mam w torebce. Mają gęstą i treściwą konsystencję, dodatkowo nabłyszczenie i delikatny kolor utrzymuje się dość długo, nie sklejając ust. Nie są problematyczne także w nakładaniu - wystarczą dwa pociągnięcia aplikatorem. :) Na pewno niedługo będzie o nich osobny post ;-)
Nie mogło także zabraknąć kosmetyku od Sorai z serii So Pretty! Tym razem jest to peeling orzechowo-morelowy, o którym także ostatnio pisałam troszkę więcej. Bardzo dobry i przyjemny kosmetyk, bardzo wydajny. Obecnie ubolewam nad jego końcówką ;-) Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.
Nowością dla mnie jest także krem do twarzy na dzień Bioluxe Organic Green Tea. Jest to kosmetyk, który ma działać tonizująco, ściągać pory, poprawę kolorytu i sprężystości skóry. Głównie patrzę na niego jako krem nawilżający i ściągający pory. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona i mam nadzieję, że to się nie zmieni.
A na koniec kremy do rąk marki Kamill. Wersja Intensiv jest ulubioną z ulubionych ;-) Uwielbiam miniaturki kremów, które mieszczą się w każdej torebce, czy w fartuchu na pracowni ;) Świetne nawilżenie, brak tłustej warstwy na skórze, szybkie wchłanianie, dobra cena, dostępność i wydajność, czego chcieć więcej? :)
Znacie te kosmetyki? Może też znajdują się w gronie Waszych ulubionych produktów?
Pozdrawiam!







