#244. Joanna, Żel pod prysznic z aloesem i limonką

Mówią, że dopiero w wigilię zwierzęta zaczynają mówić ludzkim głosem, u nas jednak wigilia nastała wcześniej i w ramach przedświątecznego prezentu pojawiam się tutaj z recenzją żelu pod prysznic firmy Joanna z serii Naturia.



Zaczynamy! Na sam początek chcę odnieść się do opakowania tego produktu. Jako człowiek, który o kosmetykach wie tyle samo co o wpływie zorzy polarnej na rozmnażanie się pingwinów, denerwuje mnie jedna rzecz. Mianowicie, nie ważne czy to szampon, odżywka do włosów czy żel pod prysznic, pakują to wszystko w identyczne pudełeczka. Nawet szata graficzna jest taka sama! I co ja biedny mam począć? Stoję pod prysznicem, woda leje się na głowę, stoi dziesięć takich samych buteleczek, a ja mrużąc oczy (bo średnio widzę) z lupą w ręce szukam właściwej, żeby przypadkiem nie wykąpać się w odżywce, bo nawet po kolorze nie idzie tego ogarnąć… No gdzie sens i logika? To tak tytułem wstępu.
Jeżeli idzie o sam specyfik, był on całkiem przyjemny. Producent twierdzi, że jest on typu „unisex” z czym całkowicie się zgodzę, bo wcale jak kobieta nie pachniałem. Dało się wyczuć wyraźnie zapachy, które wyczuwalne być powinny, czyli limonka i aloes. Oczyszczająco działa bardzo dobrze, szczerze mówiąc nawet z usunięciem oleju silnikowego spod paznokci nie miał problemów, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Nawilża dobrze, po kąpieli skóra jest miękka, nie przypomina papieru ściernego czy czegoś w tym stylu. Jedna rzecz jest troszkę słaba w tym produkcie, mianowicie jego wydajność. Skończył się bardzo szybko, bo żeby uzyskać jego skuteczność trzeba używać go w dużych ilościach.
Podsumowując, z produktu jestem zadowolony, chciałbym jednak żeby firma pokusiła się o jakiś nowy pomysł graficzny na opakowanie tego specyfiku.
                                                                                              

Pozdrawiam ciepło z zasypanego śniegiem Lublina :)
                                                                                                                             Krzysiek.




PS. Czy ktokolwiek jest mi w stanie wytłumaczyć co znaczy słowo „energizujący” które znalazłem na etykiecie żelu? Totalnie nie wiem o co z tym chodzi, więc nie mogę się wypowiedzieć czy taki właśnie on jest ;)
                

12 komentarzy:

  1. hah, fakt z tymi opakowaniami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bogata recenzja jak na faceta :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. a co do wypadu do sklepu jestem za! tylko co powiesz na ten tydzień po 15? najlepiej w czwartek mi pasuje ;) ale może uda mi się innego dnia, pisz kiedy możesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisana recenzja. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Krzysiu, energizujący to pewnie pobudzający do działania :)
    Natalka, konkurencja rośnie :]

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja lubię ich opakowania. Ale faktycznie to może być mylące, gdy różnego rodzaju kosmetyki są w takich samych opakowaniach.

    OdpowiedzUsuń
  7. eee mój Andrzej nie patrzy czy to peeling, czy żel, czy szampon - co weźmie to tym się umyje:P
    Poza tym -Krzysiek sporo tego napisał jak na faceta:D
    Pozdrawiamy:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajna recenzja męskim okiem :P Mój chłopak zapewne ograniczyłby się do słów "ładnie pachnie i dobrze myje" :D

    OdpowiedzUsuń