Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

#303. Białe kwiaty - żel pod prysznic

          Dziś krótka recenzja naprawdę rewelacyjnego żelu pod prysznic. Produkty Tołpy były mi znane, jedne bywały lepsze, drugie nieco gorsze, ale ten kosmetyk totalnie mnie oczarował!


          Delikatny żel pod prysznic z serii białe kwiaty łagodnie oczyszcza ciało, nawilża i przywraca komfort, jak zapewnia producent. Na opakowaniu znajdziemy też inne informacje, jak np. że jest to kosmetyk hypoalergiczny, przeznaczony do każdego rodzaju skóry, nawet tej wrażliwej. 


         A jakie to są te białe kwiaty? Róża stulistna, jaśmin, stokrotka, a na dodatek pszenica. Wszystkie te rośliny można odnaleźć w składzie. Warto zaznaczyć że nie ma w nim parabenów i SLSów, a jedynie delikatne substancje myjące. Duży plus! :) Poniżej jeszcze parę informacji od producenta:



          Kolejnym plusem jest jego otwarcie ;-) Wystarczy nacisnąć i już śmiało można korzystać z kosmetyku pod prysznicem.


           Nic się nie zacina, nie potrzeba użyć zbyt wiele siły do otwarcia, nawet mokrymi dłońmi pod prysznicem. Można zauważyć także, że mechanizm ten ma wyprofilowane kółeczko akurat na palec ;-)

           Ale przejdźmy do najważniejszego! Żel ma dość gęstą konsystencję koloru... bez koloru! :) Nie ma żadnych zbędnych barwników! 


          Pachnie... Pudrowo, delikatnie, przyjemnie, i mogłabym tak jeszcze długo. Naprawdę przyjemny zapach, a dzięki konsystencji żel otula całe ciało, cudownie umilając kąpiel. Nie przesusza skóry, nie podrażnia jej, jest dla mnie idealny! :) 

         Żel można znaleźć chyba w każdej drogerii, opakowanie, które mieści 200 ml kosztuje około 15 zł. :) 



          Znacie żele Tołpy? Też się z nimi lubicie? ;-)






          Na zakończenie chcę Was uprzedzić.... Niedługo pojawi się rozdanie na moim blogu z okazji 2 urodzin! ♥ 




          Pozdrawiam :* ♥

#298. Ulubieńcy maja

         Witajcie Kochani po mojej dość długiej nieobecności. Nie było mnie tu aż 2 tygodnie. Były to dni szalenie zakręcone, które zlały się w jedną całość i wydawało mi się jakbym pisała tu ostatni raz 3-4 dni temu. ;-) 
         Część z Was, która śledzi mnie na facebooku, doskonale zna powód mojej nieobecności. Przed resztą także chcę się usprawiedliwić - 2 czerwca z powodzeniem zakończyłam sesję na egzaminie z zagadnień technologii chemicznej, oraz zielonej chemii. To do niego namiętnie uczyłam się przez prawie tydzień. Po drodze byłam także na dwóch rozmowach o pracę i... udało się - od 3 czerwca pracuję w Inglocie :) Posty nie pojawiały się, ponieważ nie sądziłam że tak ciężko będzie mi przejść z luźnego trybu studiowania do mobilizacji i pracy ;-) Ale przyzwyczajam się i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej :)

         To tak słowem wstępu, a teraz czas na kosmetyczne podsumowanie ulubionych kosmetyków w maju :) Selekcja była dość trudna, tym bardziej że końcówka maja, oraz początek czerwca zlał mi się w jedną całość. W ostateczności wygrała ta gromadka:


         Po pierwsze suchy szampon Salon Selectives, o którym pisałam już w TYM poście. Ratuje moją grzywkę ale nie tylko, bo także i całą czuprynkę w kryzysowych sytuacjach ;-) 
         Kolejnymi faworytami są dwa produkty marki Miss Sporty - czarny lakier piaskowy ze srebrnym pyłkiem, oraz Turbo Dry Top Coat. Emalia przepięknie wygląda na paznokciach zarówno solo, jak i w połączeniu z innymi lakierami o różnych wykończeniach, a top... Znalazłam kolejny (uwaga! trzeci...) preparat nawierzchniowy, który nie pęka na moich paznokciach już drugiego dnia. Porównywalny do ulubionego topu z FM Group, z tym że jeszcze tańszy :)
         Znalazł się w tej grupie także podkład, który zapewne jest już Wam bardzo dobrze znany, jednak dla mnie to zupełna nowość - Revlon Colorstay w odcieniu 180 Sand Beige. Skusiłam się na niego dopiero na ostatniej promocji w Rossmannie. Spisuje się świetnie, nie roluje się, nie waży, nie zbiera się w załamaniu powiek, wszystkie inne kosmetyki trzymają się na nim rewelacyjnie ;-) Polubiliśmy się, chociaż jeszcze nie jestem pewna na 100% czy po zużyciu tej buteleczki zostaniemy ze sobą na dłużej.



         Wśród szczęśliwców znalazł się także szampon odświeżający Schaumy, który cudownie pachnie, świetnie oczyszcza, współgra ze wszystkimi moimi odżywkami i maskami ;-) Innym produktem, który wybrałam i również stosuję do mycia włosów to emulsja do włosów Gloria. W końcu ją dopadłam i z wielką przyjemnością używam. Bardzo delikatna, a mimo to całkiem nieźle radzi sobie z myciem włosów, nie obciąża ich oraz nie wzmaga przetłuszczania się włosów. Za niecałe 3,50 zł naprawdę warto ;-) 
         Innym myjącym produktem, jest delikatny żel pod prysznic Tołpy z serii białe kwiaty. Nie spotkałam się jeszcze z taką formą żelu - ma lejącą się, delikatną i jakby... aksamitną konsystencję, rewelacyjnie się pieni, jest naprawdę wydajny i przyjemnie pachnie. Nie sądziłam, że będzie to aż tak dobry produkt! ;-) 





          A jak Wasi ulubieńcy? Znacie moich? Też przypadli Wam do gustu? ;-)



          Postaram się na dniach nadrobić zaległe denka z kwietnia i maja ;-) Obiecuję też że popracuję nad tym, żeby pojawiać się tu znacznie częściej! :) 





           Pozdrawiam! ♥

#244. Joanna, Żel pod prysznic z aloesem i limonką

Mówią, że dopiero w wigilię zwierzęta zaczynają mówić ludzkim głosem, u nas jednak wigilia nastała wcześniej i w ramach przedświątecznego prezentu pojawiam się tutaj z recenzją żelu pod prysznic firmy Joanna z serii Naturia.



Zaczynamy! Na sam początek chcę odnieść się do opakowania tego produktu. Jako człowiek, który o kosmetykach wie tyle samo co o wpływie zorzy polarnej na rozmnażanie się pingwinów, denerwuje mnie jedna rzecz. Mianowicie, nie ważne czy to szampon, odżywka do włosów czy żel pod prysznic, pakują to wszystko w identyczne pudełeczka. Nawet szata graficzna jest taka sama! I co ja biedny mam począć? Stoję pod prysznicem, woda leje się na głowę, stoi dziesięć takich samych buteleczek, a ja mrużąc oczy (bo średnio widzę) z lupą w ręce szukam właściwej, żeby przypadkiem nie wykąpać się w odżywce, bo nawet po kolorze nie idzie tego ogarnąć… No gdzie sens i logika? To tak tytułem wstępu.
Jeżeli idzie o sam specyfik, był on całkiem przyjemny. Producent twierdzi, że jest on typu „unisex” z czym całkowicie się zgodzę, bo wcale jak kobieta nie pachniałem. Dało się wyczuć wyraźnie zapachy, które wyczuwalne być powinny, czyli limonka i aloes. Oczyszczająco działa bardzo dobrze, szczerze mówiąc nawet z usunięciem oleju silnikowego spod paznokci nie miał problemów, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Nawilża dobrze, po kąpieli skóra jest miękka, nie przypomina papieru ściernego czy czegoś w tym stylu. Jedna rzecz jest troszkę słaba w tym produkcie, mianowicie jego wydajność. Skończył się bardzo szybko, bo żeby uzyskać jego skuteczność trzeba używać go w dużych ilościach.
Podsumowując, z produktu jestem zadowolony, chciałbym jednak żeby firma pokusiła się o jakiś nowy pomysł graficzny na opakowanie tego specyfiku.
                                                                                              

Pozdrawiam ciepło z zasypanego śniegiem Lublina :)
                                                                                                                             Krzysiek.




PS. Czy ktokolwiek jest mi w stanie wytłumaczyć co znaczy słowo „energizujący” które znalazłem na etykiecie żelu? Totalnie nie wiem o co z tym chodzi, więc nie mogę się wypowiedzieć czy taki właśnie on jest ;)
                

#219. Kąpiel z Joanną, oraz krótkie podsumowanie współpracy

       Dziś trzeci i post dotyczący ostatniej współpracy z Laboratorium Kosmetyczne Joanna



        W tym poście na tapetę bierzemy produkty typowo kąpielowe - żel pod prysznic oraz żel do higieny intymnej. ;-)

       
        Na początek odświeżający żel pod prysznic z mango i papają:




        Żel zamknięty jest w standardowej przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml, opatrzonej w dość prostą i przejrzystą grafikę (biel, owoce, pani biorąca prysznic.. :D). Zamknięcie charakterystyczne, podobnie jak inne - solidne, nie otwiera się pod wpływem nacisku. 



        Na odwrocie znajdują się informacje od producenta dotyczące kosmetyku:



        Producent zapewnia o ekstraktach owoców znajdujących się w składzie, nawilżeniu, odświeżeniu, przyjemnym zapachu... Jak to jest w rzeczywistości? 

        W składzie faktycznie znajdziemy ekstrakty z papai i mango za substancjami myjącymi. Dalej substancje koserwujące, zapach, barwniki:



        Sam żel jest koloru pomarańczowego, a jego konsystencja jest lekka i dość rzadka. Często pod prysznicem zdarza się, że ucieknie między paluszkami, przez co dużo traci na wydajności. Polecam go w duecie z gąbką - wystarczy wtedy niewielka ilość produktu do umycia całego ciała. 


     
        Warto wspomnieć o zapachu - spodziewałam się bomby owocowej, jak w przypadku peelingu. Po otwarciu poczułam bardzo słodką, aż mdłą woń żelu. 

        Po małym rozczarowaniu z zapachem, czas na efekty. Żel naprawdę dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, nie jest konieczne użycie balsamu po kąpieli. Skóra jest miła w dotyku i dobrze nawilżona. Zapach nie utrzymuje się na skórze po wyjściu spod prysznica, co w moim przypadku bardzo mnie cieszy :) 
        Raz zrobiłam mały eksperyment, żeby sprawdzić poziom wysuszenia/nawilżenia skóry po kąpieli... Jedną nogę posmarowałam balsamem, drugą po prostu wytarłam i poszłam spać. Następnego dnia rano poczułam naprawdę niewielką różnicę w nawilżeniu i gładkości. ;-)




        Drugim kosmetykiem, który używam podczas kąpieli to łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego:



          Podobnie jak inne kosmetyki z serii Naturia, które otrzymałam do testów, żel zamknięty jest w przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml. Zamknięcie i tu mnie nie rozczarowało, jest identyczne i równie wytrzymałe.



          Na odwrocie znajdują się informacje od producenta:



    
        Faktycznie nagietek, ma właściwości łagodzące i przeciwzapalne, a kwas mlekowy jest odpowiedzialny za prawidłowy odczyn pH. Ale jak przedstawia się cały skład kosmetyku? 


         Zaczyna się typowo - od substancji myjących. Dopiero w połowie znajdujemy ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego, dalej pantenol, alantoinę, kwas mlekowy. Za tymi dobrociami znajdziemy zapach, sól, substancje konserwujące.
        Producent na froncie opakowania zapewniał o braku parabenów i potwierdzam to :)


        Żel jest koloru mlecznobiałego, dość gęsty w porównaniu z moimi ulubieńcami (kremowe płyny do higieny intymnej Ziai). Jest też bardzo wydajny.



        Zapach jest przyjemny, chociaż bardziej przypomina mi połączenie rumianku z cytryną :) A jak żel sprawdza się w swojej roli? Prawidłowo - nie miałam problemów z żadnymi infekcjami, więc nie wiem jak z działaniem łagodzącym, ale na tyle, ile go używam, jestem z niego bardzo zadowolona. Dodatkowo nie sprawia większych problemów, jak podrażnienia, czy swędzenie. 


       Podsumowując są to bardzo dobre kosmetyki do codziennej pielęgnacji ciała pod prysznicem. Żel do kąpieli nie skradł mojego serca zapachem, ale za to żel do higieny intymnej spełnił się w swojej roli bardzo dobrze. 
       Produkty te możecie dostać w cenie około 4-5 zł. ;) Skusicie się? 





       A na koniec jakże długiego posta małe podsumowanie współpracy: 



      Do testów otrzymałam 5 produktów z serii Naturia w buteleczkach po 100 ml. Podzieliłam je sobie na trzy grupy - kosmetyki do pielęgnacji ciała pod prysznicem, produkty do włosów, oraz solo peeling do ciała.

       Moim ulubieńcem z tej piątki okazał się peeling z czarną porzeczką - mimo lekkiego ścierania przepadłam przez jego cudowny, owocowy zapach. Bardo przyjemnie wygładza skórę. Jego pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

       Na drugim miejscu znalazł się szampon do włosów z miodem i cytryną - bardzo dobrze oczyszcza włosy, jest wydajny, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza dodatkowo włosów. Pełna recenzja TUTAJ.

       Na ostatnim miejscu podium nie umiem umieścić jednego produktu - są to dwa kosmetyki. Odżywka bez spłukiwania, oraz żel do higieny intymnej. Mimo, że odzywkę bardzo lubię, i towarzyszy mi zawsze w łazience, nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Jest poprawna, dobrze działa na włosy, nie obciąża, nie przetłuszcza ich dodatkowo, fajnie spisuje się przy zabezpieczaniu końcówek i utrzymywaniu odpowiedniego nawilżenia włosów. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ.
       Żel do higieny intymnej spisał się tak, jak powinien w swojej roli. Myje, nie powoduje podrażnień, ma fajny skład i kilka naprawdę dobrych substancji, które zapewniają mu miano łagodzącego. 

        Na samym końcu znajduje się żel pod prysznic z mango i papają, głównie przez swój zapach - zbyt słodki, aż mdły. Poza tym jest to dobry produkt myjący, który nie wysusza skóry i nie podrażnia jej.



        Chciałabym na koniec bardzo podziękować za możliwość przetestowania tych produktów pani Paulinie oraz Laboratoirum Kosmetycznemu Joanna.

KLIK




         Fakt, że kosmetyki dostałam w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię o nich. 





       Serdecznie pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli :*

#136. Biały Jeleń, Żel & szampon dla mężczyzn - recenzja w męskim stylu!


     Dziś na moim blogu recenzja męskiego kosmetyku. I to nie moja! Na styczniowym spotkaniu dostałam kilka próbek w tym żelu i szamponu do włosów Biały Jeleń. Od razu oddałam je Ukochanemu. Wczoraj zaskoczył mnie totalnie, kiedy oznajmił, że... napisze recenzję na bloga! 
     Miłej lektury moje drogie ;-) Może i Wasi Mężczyźni skuszą się na ten produkt? ;-)


źródło



Witam wszystkich stałych jak i przypadkowych czytelników, a w zasadzie czytelniczki! 
Szczerze mówiąc, recenzowanie kosmetyków to chyba ostatnia rzecz o jaką byłbym w stanie się podejrzewać, a tu o, proszę, właśnie to robię! Jako człowiek, który jest totalnym ignorantem jeśli chodzi o te dziedzinę nie będzie łatwo, jednak nie ma co marudzić, do dzieła! 
W udziale do sprawdzenia ze stosu próbek dostałem specyfik opatrzony dobrze znaną nazwą "Biały Jeleń", żel pod prysznic, etykieta nawet odważnie głosi, że nadaje się również do mycia włosów. Pierwsza myśl? O matko, powrót do czasów PRL-u, gdzie to szare najpopularniejsze mydło nosiło tę właśnie nazwę. Bałem się, że zapach będzie przypominać ten rodem z pewex'u, jednak, ku mojemu zdziwieniu, tak nie było. Po 5 minutach prób rozerwania saszetki z próbką (to wcale nie było łatwe) dogrzebałem się do zawartości. Myślę, zginę tam jak się tym umyje, no ale dobra, do odważnych świat należy. Kolejna pomyłka, szczypać nie szczypie, fajnie pachnie, aż upewniałem się czy to aby na pewno ta próbka! Wybaczcie, że nie próbuję opisać zapachu tego magicznego wytworu, po prostu nie mam bladego pojęcia jak to zrobić ani tym bardziej do czego porównać :( Okej, ale gdzie jest haczyk? Co w nim takiego fajnego, że aż postanowiłem się na ten temat wypowiedzieć? Otóż, woda w moim kochanym Lublinie (do którego serdecznie zapraszam) jest tak cholernie twarda, że po prysznicu śmiało można iść do lekarza, żeby wystawił obdukcję taką jak z pobicia. Kamienia w niej tyle, że aż chrupie w zębach jak kawę się pije. Wniosek prosty, po każdej kąpieli skóra przypomina coś w stylu papieru ściernego. Do czasu. Ot pojawia się taki Jelonek i jak świętą ręką odjął. Miękko, delikatnie niczym pupcia niemowlaczka. Uwierzcie, jeżeli taki ślepota kosmetyczny to zauważył, to Wy jako fachowcy w tej dziedzinie na pewno go docenicie. Kolejna zaleta, jest hipoalergiczny, czego tłumaczyć chyba nie trzeba ;) 
Krótko mówiąc, plusów dużo, minus jeden. Człowiek który zaprojektował te saszetki z próbkami powinien zostać wykopany z roboty ;) 
Pozdrawiam!

 PS. Kupując Jelenia, wspierasz polski przemysł! :D






     Niestety mój mężczyzna nie pomyślał i nie zachował próbek do zdjęć. Co Wy na taką męską recenzję? ;-)




     Pozdrawiam Was gorąco! :)

#123. Styczniowe denko

      Korzystając z ostatniego dnia stycznia robię podsumowanie zużyć tego miesiąca! :) Z przerażeniem zauważałam, że pustych opakowań przybywa i przybywa, jednak na koniec nie wyszło tego zbyt dużo :) Zobaczcie sami! 


Twarz:



     Safira, BISER, Oczyszczający krem do twarzy - przyjemny produkt do codziennego użytku, delikatnie zmywa makijaż, nie podrażnia, pachnie dość specyficznie ale i przyjemnie. Idealny w połączeniu z peelingami naturalnymi :) Niestety raczej nie spotkamy się ponownie, obecnie po kilku użyciach żel do mycia i demakijażu Be Beauty zawładnął moim sercem. :)

     Bielenda, Dwufazowy płyn do demakijażu - moje drugie opakowanie, trzecim jest wersja z awokado. Lubię je, chociaż przy dłuższym stosowaniu Więcej o nim TUTAJ. Wielkiego wpływu na rzęsy nie zauważyłam. Lubię go za to że jest bezpieczny dla osób noszących soczewki, przyzwoicie usuwa makijaż, nie podrażnia. 

     Kosmetyki DLA, Krem na noc, Niszcz Pryszcz - recenzja TUTAJ.

     Nantes, Witaminowy tonik z ekstraktem z zielonej herbaty - drogi przyjemniaczek. Bardzo dobry na co dzień, chociaż po zastosowaniu toniku trzeba troszkę dłużej poczekać z użyciem kremu do buzi. Fajnie orzeźwia, nie podrażnia, odpowiedni dla każdego rodzaju cery. :)



Włosy:


      Mrs. Potters, Odżywka do spłukiwania z aloesem i jedwabiem - moja ulubiona odżywka do mycia włosów. Lepszej jeszcze nie używałam! Świetnie wygładza włosy, nie powoduje szybszego przetłuszczania, nie podrażnia, nie obciąża, pięknie pachnie, jest tania i dość wydajna.

      Alterra, Olejek z oliwką i limonką - na początku bardzo się nie polubiliśmy, bardzo przeszkadzał mi jego zapach. Z czasem przyzwyczaiłam się, a ostatnimi dniami przed każdym myciem obowiązkowo lądował na włosach. Co jak co, jednak szału nie robi, więcej się nie spotkamy.

      Joanna, Szampon nawilżająco-regenerujący - fajny, dobrze oczyszczający szampon, nie podrażnia, ładnie pachnie, jest wydajny. Mimo wszystko chciałam się już go pozbyć ;-) Troszkę mi się znudził w łazience.



Kąpiel:



     Safira, Kokosowy żel pod prysznic - recenzja i porównanie z żelem OS TU.

     Joanna Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic - ludzie, co za zapach! Kąpiel w tym cudeńku to idealne rozwiązanie po męczącym dniu. Pięknie pachnie, na gąbeczce lub myjce pięknie się pieni, chociaż jest mało wydajny. Mimo wszystko chcę wypróbować inne zapachy :)

      Perfecta, Cukrowy peeling do ciała, Czekolada i olejek kokosowy - kolejny pachniuszek! Obłędny zapach, że aż chciałoby się go zjeść (i są to nie tylko moje odczucia!). Dobrze zdziera martwy naskórek, za to słabo się go wyciąga - masa drobinek zostaje pod paznokciami. Zawiera parafinę w składzie, przez co zostawia film na skórze, co osobiście mi nie przeszkadzało. Nie spotkamy się ponownie, chcę wypróbować inne peelingi. 



Dłonie:


      Green Pharmacy, Krem do rąk i paznokci z rumiankiem - przyjemny, kupiony na promocji. Niezły dla skóry normalnej, przy przesuszonej wypada dość marnie. 

       Isana, krem do rąk z mocznikiem - jeden z lepszych kremów jakie miałam okazję używać - świetnie nawilża, gęsty i treściwy, ładnie nawilża, ma specyficzny zapach, do którego trzeba się przyzwyczaić. ;-) Na pewno spotkamy się jeszcze nie raz, chociaż na razie szukam innego ratunku dla moich dłoni. 



Reszta:



        Masa świeczek i podgrzewaczy, które umilały mi nie jeden wieczór spędzony w książkach ;-) Oraz dwie próbki - maska drożdżowa Bandi, którą ciężko mi jakkolwiek ocenić po jednym użyciu, oraz krem Corine de Frame, o którym pisałam już parę słów TUTAJ ;-)


       A jak Wasze denka? ;-)




      Pozdrawiam! :)

#89. Porównanie żeli pod prysznic - OS i Safira

     Przerwa w nauce - czas na posta! :) Nie wiem, jakoś tamten rok studiów przeleciał mi o wiele spokojniej, teraz mało zajęć ale duuużo nauki. No nic, przejdźmy do konkretów! Dzisiaj porównanie żeli pod prysznic - Orginal Source i Safira.



#83. Zainspiruj się naturą tydzień 2 + projekt denko

     Tydzień drugi z obsuwą - totalny brak czasu mnie dopadł, ale powoli nadrabiam, postaram się do końca tygodnia wstawić trzecią inspirację.

     Tu tematem przewodnim były owoce. Ja dopadłam myślą, lakierami i pędzelkami truskaweczki, mimo że te przypominają mi nieco pomidorki :D
      Zobaczcie sami (same? :) )




#36. Zbieram wyprawkę do Lublina + moje bejbiki! :)

     Szykuję sobie już powoli ,,wyprawkę'' na studia! :) Chociaż do studiów jeszcze ponad miesiąc :) Cieszę się że Lublin już za tydzień. Dzisiaj kupiłam na przecenie dwa żele pod prysznic Orginal Source, wokół których chodziłam od dawna a tu okazja - dwa w cenie 11,99 zł.
     Wybrałam te:




#17. Isana, Letni żel pod prysznic marakuja i kokos

     Żel Isany w tej wersji zapachowej jest to wersja limitowana na lato. Kupując ten produkt skusiła mnie cena i to, co oczywiste - zapach. Zapłaciłam za 300 ml około 4 zł. 


     Zapach jest owocowy, da się wyczuć i marakuję i kokos z przewagą chyba tego pierwszego, typowy na wakacje. Bardzo przyjemny dla nosa i nie tylko! ;-)