Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty

#309. Ulubieni w lipcu :)

        Witajcie! Dzisiaj przychodzę jak co miesiąc z podsumowaniem ulubionych kosmetyków minionego miesiąca :) Zapraszam na mały przegląd wybrańców!




Sleek, Paletka cieni Oh So Special - już dość mocno wysłużona, co widać po zużyciu kilku cieni. ;-) Od niej zaczynałam przygodę z makijażem, niedawno do niej wróciłam i od nowa się zaprzyjaźniłyśmy :) Świetna do wykonania makijażu, jak i jego urozmaicenia. Można nią stworzyć coś delikatnego, dziennego, a także mocniejszego, wieczorowego. Razem z Inglotem tworzy duet, który jako chyba jedyny nie roluje mi się w załamaniu powieki.
Inglot, kasetka 10 cieni - wspomniana już w lipcu kasetka z wybranymi przeze mnie cieniami do powiek w systemie Freedom. Nie rolują się, utrzymują się bardzo długo na powiece nawet bez bazy. Polecam je z czystym sumieniem. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że kasetkę uzupełniamy według swoich upodobań, nikt nie narzuca nam konkretnych kolorów. :) Niedługo zapewne będę chciała napisać Wam co nieco o tych cieniach.. ♥



Inglot, Płyn do czyszczenia pędzli - zbawienie przy wykonywaniu codziennego makijażu. Jako że nienawidzę mycia pędzli, ten płyn jest dla mnie jak zbawienie! Psik, wytrzeć pędzel w chusteczkę higieniczną i można malować się dalej. ;-) Oczywiście płyn nie zastąpi tradycyjnego mycia, które trzeba wykonać, to na co dzień jest niezastąpiony - pędzel po czarnym cieniu jest czysty i gotowy do ponownego użycia w mniej niż minutę! 


She Foot, Krem na pękające pięty - bardzo dobry krem, o którym możecie przeczytać TUTAJ. W skrócie: przy regularnym stosowaniu 1-2x dziennie naprawdę poprawia kondycję pięt a także całych stóp. Produkt hypoalergiczny, który dodatkowo zawiera olejek z drzewa herbacianego, który działa przeciwgrzybiczo. :) 



Schwarzkopf, Gliss Kur, Ultimate Volume, Ekspresowa odżywka regenerująca - odżywka z przeznaczeniem do włosów cienkich, płaskich i zniszczonych. Spisuje się rewelacyjnie jako mgiełka przed suszeniem, lub wyjściem w słoneczne dni. Zwiększonej objętości nie zauważyłam, jednak w roli ochronnej odżywki w spray'u spisuje się bardzo przyjemnie :) 



Loton, Oil Therapy, Argan Oil - bardzo przyjemny olejek do pielęgnacji ciała i włosów. Rewelacyjnie spisuje się jako zamiennik balsamu po kąpieli, a także jako produkt do olejowania włosów. Duży plus za skład - nie ma w nim silikonów, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, alergenów, czy parabenów. Doskonale nawilża suchą skórę i włosy, często dodaję olejek do odżywek oraz serum silikonowego ;) Chętnie skuszę się kiedyś na pozostałe dwie wersje (olej makadamia i kokosowy). 




        A jak Wasi ulubieńcy? Znacie coś z tych produktów? A może chcecie o czymś w szczególności przeczytać? ;-) 




        Pozdrawiam ♥

#283. Różowa pielęgnacja z Lee (1)

           Pewnie wiele z Was zastanawia się kim jest tajemniczy Lee. Zagadka rozwiązana - Lee Stafford to brytyjski fryzjer i stylista fryzur, który wyprodukował i wprowadził do sprzedaży produkty do pielęgnacji i stylizacji włosów. A oto i on:

źródło

           W mojej łazience goszczą dwa produkty sygnowane nazwiskiem Lee Stafford, ale dzisiaj chciałam przedstawić Wam tylko jeden z nich. A jest to odżywka do włosów farbowanych CoLOUR LOvE:


           Odżywka ta zamknięta jest w różowej buteleczce, która mieści 250 ml kosmetyku. Bez problemu możemy kontrolować poziom zużycia produktu. Grafika jest ograniczona do kolorowego kodu kreskowego, oraz fantazyjnych napisów. 
           Na froncie zawarte są informacje w języku angielskim, jak np. dla jakich włosów przeznaczona jest odżywka i co uzyskamy po jej stosowaniu. Na odwrocie znajduje się między innymi skład i sposób użycia. Specjalnie od polskiego dystrybutora znajdziemy także naklejkę z paroma informacjami o produkcie w języku polskim.



           Jak to bywa z takimi naklejkami - pod wpływem wody przestaje ona wyglądać estetycznie, ale jesteśmy w stanie z niej odczytać informacje na temat produktu. Obecnie niestety naklejki już nie ma na buteleczce.. :) 

           Skład jak dla mnie nie powala - dużo silikonów, zapach, a za nim dopiero pantenol (prowitamina B5). Dalej nie widzę nic, co mogłoby być składnikiem aktywnym. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że odżywka przeznaczona jest do suchych włosów, po zabiegu koloryzacji. 
          Wydaje mi się że do tego typu włosów jej skład jest całkiem OK. Takie włosy powinny zachować kolor na dłużej, a zniszczeń nie naprawimy choćby nie wiem co, jednak silikony przez ,,oblepienie'' struktury włosa dadzą w efekcie złudzenie zdrowych włosów, a kolor nie wypłucze się zbyt szybko. 

           Nie mogę się powstrzymać żeby nie napisać paru słów na temat wydobywania kosmetyku z buteleczki. Uwielbiam rozwiązania tego typu - klik i gotowe:) 



           Jednymi z najważniejszych cech organoleptycznych produktu do pielęgnacji włosów jest wygląd, konsystencja i zapach. I tu sprawa zaczyna się komplikować...


           Kolor odżywki jest zwyczajny - biały, a konsystencja gęsta, ale łatwa do rozprowadzenia na włosach. O ile poprzednie ,,parametry'' są w normie, to z zapachem już nie jest tak kolorowo.. Ten ciężko mi określić, ale muszę przyznać, że jest to chemiczny smrodek. Można porównać go do zapachu chemii gospodarczej, fuj!
           Jednak nawet smrodek nie przeszkadza mi w użytkowaniu, bo odżywka broni się efektami, jakie daje na włosach. 

           Zaczęłam używać tego produktu jeszcze kiedy miałam resztki rozjaśnianych włosów - tu odżywka spisywała się dobrze, choć czasami kapryśnie i potrafiłam uzyskać efekt szorstkich i lekko spuszonych włosów. Najczęściej jednak były lekkie, miękkie i wygładzone. 

           Obecnie, kiedy już pozbyłam się blondu, odżywka spisuje się jeszcze lepiej! :) Nie robi mi niemiłych niespodzianek w postaci szorstkich lub lekko spuszonych włosów. Za to otrzymuję po jej zastosowaniu dociążone, wygładzone, miękkie, błyszczące, sypkie włosy. Odżywka nie obciąża ich i nie przyspiesza przetłuszczania. Spisuje się nawet kiedy spieszę się i czas jaki spędza na głowie to zaledwie minuta. :) Warto wspomnieć, że podobny efekt uzyskuję także po użyciu suszarki. :) 




           Odżywkę Lee Stafford bardzo polubiłam, ładnie wygląda na półce w łazience,  mimo niewielkiego nawilżenia i odżywienia daje zadowalający mnie efekt na głowie. Myślę, że dobrze spisałaby się u osób, które farbują włosy lub oczekują wygładzenia na suchych i zniszczonych włosach, chociaż to nie jest warunek konieczny! :) Koszt takiej buteleczki to około 30 zł/250 ml




           Co sądzicie o tej odżywce? Skusiłybyście się na nią? Może zniechęcił Was skład? Uważacie że warto wydać takie pieniążki na produkt sygnowany nazwiskiem Lee? :) 





           Pozdrawiam! :*

#273. Pielęgnacja włosów z SENS.US

            Zanim przystąpię do sedna sprawy, czyli mojej opinii na temat produktów do pielęgnacji włosów firmy SENS.US, chcę powiedzieć parę słów na temat samej firmy, która przedstawia swoje kosmetyki jako profesjonalne. 
            Skoro kosmetyki profesjonalne, to i podejście powinno być takie samo, prawda? 

            Kilka dni przed styczniowym spotkaniem blogerek w Lublinie dostałam telefon. Dzwonił nieznany mi numer. Niefortunnie wchodziłam wtedy do autobusu i już miałam nie odbierać, ale jednak coś mnie podkusiło :) Okazało się, że dzwoniła przedstawicielka firmy, która bardzo szczegółowo wypytała mnie o stan moich włosów - długość, kolor (naturalne czy farbowane), czy są proste czy kręcone, jakie problemy mi sprawiają, czy się puszą, czego oczekuję od kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów... *_* Żałuję, że rozmowa toczyła się w autobusie i była dość ograniczona, ale mimo wszystko, wywarło to na mnie rewelacyjne wrażenie. Wiedziałam, że nie będzie to byle co wrzucone do torebeczki i przekazane dalej. Wcale się nie przeliczyłam :) Kosmetyki trafiły do mnie w papierowej torebeczce ze specjalnym imiennym liścikiem:



             Wielkie brawa za tak profesjonalne i indywidualne podejście do każdej osoby. :) A co znalazłam w swojej torebeczce? Szampon oraz odżywkę, nazywaną maską :) 
             Do moich dość szybko przetłuszczających się, falujących i podatnych na przeróżne czynniki włosów dopasowany został szampon do częstego użytku (Shampoo Frequent Use), oraz maska dyscyplinująca, ułatwiająca układanie (Mask So Smooth). 


              Po pierwsze szampon:


              Jest to regenerujący szampon do częstego użytku. Znajduje się w białej, nieprzezroczystej butelce o pojemności 250 ml, opatrzonej skromną grafiką. Przyznam, że uwielbiam takie rozwiązania - prosto, ale z klasą :) Dodatkowo opakowanie zawiera fajne, bezpieczne i umożliwiające wydobycie szamponu do ostatniej kropli zamknięcie:



            Parę słów od producenta:
,,Odpowiedni do każdego rodzaju włosów. Wzbogacony ekstraktami z rumianku, szałwii i tymianku odżywia i nawilża włosy, sprawiając, że stają się błyszczące, miękkie i pełne życia. Delikatna formuła umożliwia codzienne stosowanie.
Nie zawiera SLS/SLES''

             No cóż... Czy to każdego rodzaju włosów, to tego nie wiem, ale z pewnością moim służył. Nie wierzę w bajeczki o szamponach regenerujących. Ten mimo, że nie zawiera SLS, ani SLES, bardzo dobrze oczyszczał włosy, czyli spełniał swoją podstawową funkcję. Niewielkie ilości nabierania kosmetyku nie spisywały się u mnie, ponieważ miałam wrażenie niedomytych włosów. 
             Przy odpowiedniej (dla mnie) ilości kosmetyku, bardzo dobrze się pienił, dzięki zawartym w składzie Ammonium Lauryl Sulfate oraz Sodium Myreth Sulfate - są to substancje łagodniejsza od SLS, spełniające podobne funkcje. 
             Co do zawartości ekstraktów roślinnych - wszystko się zgadza. Przed nimi jednak znajdziecie substancję o nazwie Sodium Chloride, co oznacza zwykłą sól kuchenną, która ma za zadanie ,,wypełnić'' lub zagęścić kosmetyk. Przy zbyt dużym stężeniu może powodować podrażnienia skóry, więc sądzę że jego ilość w kosmetyku nie jest zbyt duża, a co za tym idzie, ekstraktów jest jeszcze mniej.
             Nie zawiera silikonów, PEG-ów, ani parabenów. 


              Sam szampon pachnie przyjemnie ziołowo, jest dość wydajny, po dwukrotnym umyciu dobrze domywa oleje. Nie podrażnia, dobrze się pieni, ma lekką konsystencję. Dobrze spisuje się w połączeniu z odżywką tej samej firmy, a także z innymi odżywkami lub maskami. Jak dla mnie dobry szampon, z dość przyjemnym składem, aczkolwiek jego zadaniem jest mycie, więc nie wymagam od niego zbyt wiele. ;-)



             Po drugie maska-odżywka:


           Opakowanie identyczne jak w przypadku szamponu, podobnie jak w przypadku objętości i zamknięcia, przez które łatwo wydobyć kosmetyk:


             Parę słów od producenta:

             Producent zaleca trzymać produkt na włosach przez 3-5 min, więc dalej będę nazywać tę maskę odżywką. ;)
            Jak przedstawia się skład? Dość wysoko znajduje się olej kokosowym, ekstrakt z kwiatów gardenii oraz rumianku, a także proteiny mleczne, olej z nasion bawełny, olej z nasion kakaowca. Dalej wpadło mi w oko parę silikonów i PEG-ów.


            Odżywka ma fajną, lekką konsystencję, przez co łatwo nakłada się ją na włosy.  Ma lekko pomarańczowe zabarwienie i przyjemny zapach,  w którym wyczuwam słodko-ziołowe nuty... :) Włosy nie piją jej w nadmiernych ilościach, a mimo to uzyskuję odpowiedni efekt, więc można powiedzieć, że jej wydajność jest bardzo dobra. :) 


            A jak spisuje się na włosach? Używam odżywki niemal do każdego mycia, i najlepsze efekty zauważyłam po ich wysuszeniu - włosy są wygładzone, miękkie, nawilżone, oraz odpowiednio dociążone. Łatwo można je rozczesać i nie puszą się, nawet przy zmiennych warunkach pogodowych. 
           Kiedy pozostawiam włosy do samodzielnego wyschnięcia początkowo wydają się być nieco szorstkie, jednak później pojawia się efekt miękkości, gładkości i porządnego nawilżenia włosów. Spisuje się dobrze kiedy pozostawiam włosy ot tak, a także kiedy mam chęć na stylizację i fale. 
           Polecam nakładać ją od ucha w dół - im bliżej skóry głowy, tym szybciej włosy się przetłuszczają. 
           Trzymana dłużej, około 30 minut, nie dawała aż tak dobrych efektów, więc polecam stosować zgodnie z zaleceniami producenta. :) 



           O ile szampon spisał się poprawnie, tak z odżywką polubiłam się i przez nią odpuściłam stosowanie maseczek pobudzających porost włosów ;-) Szybko i przyjemnie uzyskuję satysfakcjonujący mnie efekt na włosach - wystarczy szybkie mycie, parę minut z odżywką na włosach, suszenie i... gotowe! :) 


         
           Miałyście do czynienia z tymi kosmetykami? Może chciałybyście je wypróbować? ;) Co sądzicie o indywidualnym podejściu firmy? 





           Serdecznie pozdrawiam! :*

#257. CHI, Keratin leave-in conditioner

      Jako, że zbliża się sesja, teraz trwa gorący okres zaliczeń na uczelni, czas na blogowanie! :) Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją odżywki CHI, którą mogliście zobaczyć ostatnio przy okazji posta o ulubieńcach grudnia
      Pisałam tam, że już niemal straciłam do niej cierpliwość i miałam pisać posta o bubelku, ale przy ostatnim użyciu, które miało być jak wyrok dla niej, niesamowicie mnie zaskoczyła! 




        Keratynowa odżywka znanej marki CHI zamknięta jest w miękkiej, plastikowej, nieprzezroczystej buteleczce w kolorze stali. Ile o grafice nie można tu wiele mówić, tak samo opakowanie ozdobione jedynie informacjami od producenta jest (według mnie!) niesamowicie eleganckie i wykonane z klasą. 
       Buteleczka z atomizerem mieści 177 ml produktu - dość nietypowa objętość, prawda? :) 

       Generalnie lubię wiedzieć ile produktu zużyłam, tak tutaj zupełnie nie przeszkadza mi nieprzezroczyste opakowanie, ponieważ podnosząc buteleczkę w stronę światła można ujrzeć ile odżywki jeszcze zostało. 




       Na odwrocie znajduje się szereg informacji od producenta, takich jak: sposób użycia w wielu różnych językach, skład, czy produkcja. Próbowałam wielokrotnie uchwycić jak najlepiej skład odżywki, ale niestety na okrągłej buteleczce jest to niezłe wyzwanie.. Jedyne co mogłam wyczarować to to: 




       Jak widać (albo i nie?) w składzie znajdują się: aminokwasy keratynowe, pantenol, olejek arganowy, olejek jojoba, gliceryna, ekstrakt z nasion chleba świętojańskiego (znalazłam informację, że jest on bogaty w peptydy i aminokwasy), nieco dalej za silikonami znalazł się także jedwab. 
       

        Jest to odżywka bez spłukiwania do stosowania zarówno na mokre jak i suche włosy. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam konsystencję tego produktu - zazwyczaj mgiełki i odżywki tego typu w buteleczkach z atomizerem mają płynną i lekką formułę. Ta wygląda jak... balsam do włosów lub klasyczna odżywka bez spłukiwania! :D 


        Atomizer radzi sobie z taką formą odżywki bardzo dobrze. Przy zdecydowanym naciśnięciu z odległości około 10 cm rozpyla ją w postaci mgiełki na spory obszar włosów, pozostawiając przez chwilę specyficzny i dość chemiczny zapach.




        No i tu zacznijmy mówić o efektach... Jak już wiecie, na samym początku byłam nieziemsko rozczarowana - po każdym użyciu moje włosy były suche, szorstkie, spuszone, a to wszystko do tego stopnia że mogłam zapomnieć o wyjściu z domu w rozpuszczonych włosach. 
        Sytuacja powtarzała się notorycznie, a ja ciągle miałam nadzieję na cud. Po kilku tygodniach odżywka poszła w odstawkę, a ja zdecydowałam się że przy okazji długiej przerwy świątecznej napiszę o niej parę niemiłych słów. Wtedy też postanowiłam przypomnieć sobie dokładnie efekt jaki dawała na włosach, tym bardziej, że miałam wtedy dzień dla siebie, bez żadnych wyjść. No i tu sytuacja odmieniła się o 180 stopni...!

         W grudniu po małej przerwie zaczęła mi służyć - włosy stały się milsze w dotyku, nie były spuszone, ale wygładzone i mięciutkie. Świetnie spisała się jako mgiełka ochronna przed prostowaniem włosów. Obecnie stosuję ją jako produkt wielofunkcyjny - czasami jest to odżywka bez spłukiwania, czasami stosuję ją pod prostownicę lub jako zabezpieczenie końcówek, innym razem ujarzmiam nią niesforne, lekko spuszone włosy. 

         Nie wiem skąd taka zmiana - włosy po niej prezentują się naprawdę dobrze! Włosy są zabezpieczone, nie odnotowałam większych zniszczeń. Świetnie wygładza, często używam jej w duecie z szamponem silikonwym, co daje efekt naturalnie prostych włosów. Kiedy widzę, że końce wyglądają na suche i/lub są nieprzyjemne w dotyku również sięgam po tę odżywkę, a włosy odwdzięczają się miękkością. 

        Obecnie jest to jedna z moich ulubionych odżywek do włosów. Świetnie spisuje się zarówno na długości, gdzie mam swoje naturalne włosy, jak i na rozjaśnianych końcówkach. :) Mimo częstego używania, zwłaszcza w ostatnim czasie, nie jestem pewna, czy udało mi się zużyć choćby 1/4 opakowania. Sądzę, że wystarczy mi jeszcze a dłuuuuugi czas :) 



        Trzeba przyznać, że warto mieć w łazience taki produkt. :) Buteleczka w sklepie Ambasada Piękna kosztuje obecnie na promocji 35 zł - sądzę, że jak na tak przyjemny i wydajny produkt jest to całkiem niezła cena.






        Co sądzicie o kosmetykach CHI? Lubicie je? Może miałyście przyjemność używać tej odżywki? Znacie, a może zastanawiacie się nad zakupem? ;-)




        Fakt, że produkt dostałam w ramach współpracy z Ambasadą Piękna, nie wpłynął na moją opinię. 






        Serdecznie pozdrawiam, a ja znikam do nauki! :*





PS. Ale się rozpisałam! :O Gratuluję wszystkim, którzy wytrwali do końca! :D <3 

#247. Odżywka do włosów z rozmarynem i czarną porzeczką

                Witajcie! Dzisiaj przybywam z włosowym postem ;) A dokładniej z recenzją kolejnego produktu pochodzącego z mojej współpracy z Anią z bloga kosmetyczny biznes. Jest odżywka do włosów cienkich z rozmarynem i czarną porzeczką Oriflame z serii Nature Secrets ;)
                Z produktami do włosów tej firmy nigdy jeszcze nie miałam do czynienia, dlatego bardzo chętnie zabrałam się za testowanie tej odżywki. 




                Odżywka zamknięta jest w przezroczystym opakowaniu o pojemności 250 ml. Oprawa graficzna jest dość skromna – buteleczkę zdobi sam kolor odżywki, kolorowa zatyczka, oraz kolorowe naklejki z informacjami od producenta.
                Wydobycie produktu nie stanowi problemu, dzięki wyprofilowanemu zamknięciu oraz stojącej na nim butelce.




                Różowo-fioletowy kolor odżywki jest specyficzny, z takim jeszcze się nie spotkałam. Ma przyjemny zapach, w którym można wyczuć zarówno nutę owocową, jak i ziołową. Bardzo przyjemna opcja na aromatyczny prysznic ;-)



                W składzie ekstrakt z czarnej porzeczki i olejek z rozmarynu znajdują się na samym końcu. Na plus działa brak silikonów, których wypatrywałam bardzo dokładnie ;))



                A jak efekty? Liczyłam na wygładzenie, puszystość i miękkość włosów. Ogromna była moja radość, kiedy po umyciu poczułam, że włosy mają potencjał na niesamowitą miękkość. Moje rozczarowanie było tym większe, kiedy okazało się, że włosy są po prostu szorstkie i lekko spuszone. Co mycie historia się powtarzała, myślałam, że coś mi tu nie gra, ale… Wpadłam na pomysł. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i przedłużyć czas stosowania – producent informuje o 3 minutach, ja ten czas przedłużyłam 10x.
                Po około 30 minutach spłukałam odżywkę i nie licząc na cuda dałam im wyschnąć. Okazało się że to był strzał w dziesiątkę! Włosy były miękkie, nawilżone, puszyste, ale w końcu nie spuszone. Teraz odżywka stoi w łazience do stosowania jako maseczka, gdzie spisuje się o wiele lepiej ;)


Odżywki z serii Nature Secrets możecie dostać w cenie promocyjnej około 9-10 zł, zamawiając u konsultantek Oriflame. A jeśli jesteście zainteresowani zakupem w niższej cenie niż katalogowa, możecie także zarejestrować się do klubu Oriflame TUTAJ.




 Fakt, że produkt otrzymałam w ramach współpracy nie wpłynął na moją ocenę produktu.





                Miałyście kiedykolwiek do czynienia z tymi odżywkami do czynienia? Może jakąś konkretną wersję mogłybyście mi polecić? Jakie są Wasze ulubione odżywki do włosów? :)

#225. Nowości w pielęgnacji włosów

        Dobry wieczór! 


        Wybaczcie przerwy w blogowaniu, ale choroba mnie wykańcza - ciągłe gorączki, kaszel, katar, faszerowanie się lekami, a od wczoraj nawet antybiotykiem.. Mam nadzieję, że to już pomoże i na dniach poczuję się lepiej.

        Chwilę temu zapytałam na moim fanpejdżu czy chcecie zobaczyć jaką paczuszkę dzisiaj odebrałam. Swoją drogą jest to idealny umilacz okresu chorobowego! :) Wasza reakcja była natychmiastowa, za co dziękuję, a w szczególności za miłe słowa i życzenia powrotu do zdrowia. Dziękuję!:****



        Ale teraz przejdźmy do sedna - w paczuszce znalazłam kosmetyki pielęgnacyjne do włosów: 



         Tutaj zoom na oba produkty:


        Po pierwsze serum Bioelixire Argan Oil - jest to głownie serum zabezpieczające i chroniące końcówki. W składzie zawiera silikony, a poza nimi olejek arganowy, olej jojoba, a nieco dalej ekstrakt z nasion słonecznika ;) 



        A po drugie - CHI Keratin leave-in conditioner. Jest to terapia regenerująca włosy, która zawiera w swoim składzie keratynę w postaci mieszaniny aminokwasów, które bardzo łatwo wnikają w strukturę włosa, olejek arganowy, olej jojoba, pantenol, jedwab...! 
        Odżywka znajduje się w buteleczce o pojemności 177 ml z atomizerem, co gwarantuje łatwe rozprowadzenie jej na włosach. Producent zamieścił także informację, że nie jest testowana na zwierzętach :) 


       

        Tak miły koniec dnia pana Grzegorza z Ambasady Piękna! Dziękuję za konkretną wymianę maili oraz tak szybką przesyłkę, której dzisiaj totalnie się nie spodziewałam :) 




         A już jutro czeka mnie mycie włosów, więc odkładam obecne kosmetyki i zabieram się za testowanie! :)))


         Co sądzicie o tych kosmetykach? Może któregoś jesteście szczególnie ciekawi? 




        Serdecznie pozdrawiam! :**

#219. Kąpiel z Joanną, oraz krótkie podsumowanie współpracy

       Dziś trzeci i post dotyczący ostatniej współpracy z Laboratorium Kosmetyczne Joanna



        W tym poście na tapetę bierzemy produkty typowo kąpielowe - żel pod prysznic oraz żel do higieny intymnej. ;-)

       
        Na początek odświeżający żel pod prysznic z mango i papają:




        Żel zamknięty jest w standardowej przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml, opatrzonej w dość prostą i przejrzystą grafikę (biel, owoce, pani biorąca prysznic.. :D). Zamknięcie charakterystyczne, podobnie jak inne - solidne, nie otwiera się pod wpływem nacisku. 



        Na odwrocie znajdują się informacje od producenta dotyczące kosmetyku:



        Producent zapewnia o ekstraktach owoców znajdujących się w składzie, nawilżeniu, odświeżeniu, przyjemnym zapachu... Jak to jest w rzeczywistości? 

        W składzie faktycznie znajdziemy ekstrakty z papai i mango za substancjami myjącymi. Dalej substancje koserwujące, zapach, barwniki:



        Sam żel jest koloru pomarańczowego, a jego konsystencja jest lekka i dość rzadka. Często pod prysznicem zdarza się, że ucieknie między paluszkami, przez co dużo traci na wydajności. Polecam go w duecie z gąbką - wystarczy wtedy niewielka ilość produktu do umycia całego ciała. 


     
        Warto wspomnieć o zapachu - spodziewałam się bomby owocowej, jak w przypadku peelingu. Po otwarciu poczułam bardzo słodką, aż mdłą woń żelu. 

        Po małym rozczarowaniu z zapachem, czas na efekty. Żel naprawdę dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, nie jest konieczne użycie balsamu po kąpieli. Skóra jest miła w dotyku i dobrze nawilżona. Zapach nie utrzymuje się na skórze po wyjściu spod prysznica, co w moim przypadku bardzo mnie cieszy :) 
        Raz zrobiłam mały eksperyment, żeby sprawdzić poziom wysuszenia/nawilżenia skóry po kąpieli... Jedną nogę posmarowałam balsamem, drugą po prostu wytarłam i poszłam spać. Następnego dnia rano poczułam naprawdę niewielką różnicę w nawilżeniu i gładkości. ;-)




        Drugim kosmetykiem, który używam podczas kąpieli to łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego:



          Podobnie jak inne kosmetyki z serii Naturia, które otrzymałam do testów, żel zamknięty jest w przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml. Zamknięcie i tu mnie nie rozczarowało, jest identyczne i równie wytrzymałe.



          Na odwrocie znajdują się informacje od producenta:



    
        Faktycznie nagietek, ma właściwości łagodzące i przeciwzapalne, a kwas mlekowy jest odpowiedzialny za prawidłowy odczyn pH. Ale jak przedstawia się cały skład kosmetyku? 


         Zaczyna się typowo - od substancji myjących. Dopiero w połowie znajdujemy ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego, dalej pantenol, alantoinę, kwas mlekowy. Za tymi dobrociami znajdziemy zapach, sól, substancje konserwujące.
        Producent na froncie opakowania zapewniał o braku parabenów i potwierdzam to :)


        Żel jest koloru mlecznobiałego, dość gęsty w porównaniu z moimi ulubieńcami (kremowe płyny do higieny intymnej Ziai). Jest też bardzo wydajny.



        Zapach jest przyjemny, chociaż bardziej przypomina mi połączenie rumianku z cytryną :) A jak żel sprawdza się w swojej roli? Prawidłowo - nie miałam problemów z żadnymi infekcjami, więc nie wiem jak z działaniem łagodzącym, ale na tyle, ile go używam, jestem z niego bardzo zadowolona. Dodatkowo nie sprawia większych problemów, jak podrażnienia, czy swędzenie. 


       Podsumowując są to bardzo dobre kosmetyki do codziennej pielęgnacji ciała pod prysznicem. Żel do kąpieli nie skradł mojego serca zapachem, ale za to żel do higieny intymnej spełnił się w swojej roli bardzo dobrze. 
       Produkty te możecie dostać w cenie około 4-5 zł. ;) Skusicie się? 





       A na koniec jakże długiego posta małe podsumowanie współpracy: 



      Do testów otrzymałam 5 produktów z serii Naturia w buteleczkach po 100 ml. Podzieliłam je sobie na trzy grupy - kosmetyki do pielęgnacji ciała pod prysznicem, produkty do włosów, oraz solo peeling do ciała.

       Moim ulubieńcem z tej piątki okazał się peeling z czarną porzeczką - mimo lekkiego ścierania przepadłam przez jego cudowny, owocowy zapach. Bardo przyjemnie wygładza skórę. Jego pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

       Na drugim miejscu znalazł się szampon do włosów z miodem i cytryną - bardzo dobrze oczyszcza włosy, jest wydajny, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza dodatkowo włosów. Pełna recenzja TUTAJ.

       Na ostatnim miejscu podium nie umiem umieścić jednego produktu - są to dwa kosmetyki. Odżywka bez spłukiwania, oraz żel do higieny intymnej. Mimo, że odzywkę bardzo lubię, i towarzyszy mi zawsze w łazience, nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Jest poprawna, dobrze działa na włosy, nie obciąża, nie przetłuszcza ich dodatkowo, fajnie spisuje się przy zabezpieczaniu końcówek i utrzymywaniu odpowiedniego nawilżenia włosów. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ.
       Żel do higieny intymnej spisał się tak, jak powinien w swojej roli. Myje, nie powoduje podrażnień, ma fajny skład i kilka naprawdę dobrych substancji, które zapewniają mu miano łagodzącego. 

        Na samym końcu znajduje się żel pod prysznic z mango i papają, głównie przez swój zapach - zbyt słodki, aż mdły. Poza tym jest to dobry produkt myjący, który nie wysusza skóry i nie podrażnia jej.



        Chciałabym na koniec bardzo podziękować za możliwość przetestowania tych produktów pani Paulinie oraz Laboratoirum Kosmetycznemu Joanna.

KLIK




         Fakt, że kosmetyki dostałam w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię o nich. 





       Serdecznie pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli :*