Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szampon do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szampon do włosów. Pokaż wszystkie posty

#298. Ulubieńcy maja

         Witajcie Kochani po mojej dość długiej nieobecności. Nie było mnie tu aż 2 tygodnie. Były to dni szalenie zakręcone, które zlały się w jedną całość i wydawało mi się jakbym pisała tu ostatni raz 3-4 dni temu. ;-) 
         Część z Was, która śledzi mnie na facebooku, doskonale zna powód mojej nieobecności. Przed resztą także chcę się usprawiedliwić - 2 czerwca z powodzeniem zakończyłam sesję na egzaminie z zagadnień technologii chemicznej, oraz zielonej chemii. To do niego namiętnie uczyłam się przez prawie tydzień. Po drodze byłam także na dwóch rozmowach o pracę i... udało się - od 3 czerwca pracuję w Inglocie :) Posty nie pojawiały się, ponieważ nie sądziłam że tak ciężko będzie mi przejść z luźnego trybu studiowania do mobilizacji i pracy ;-) Ale przyzwyczajam się i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej :)

         To tak słowem wstępu, a teraz czas na kosmetyczne podsumowanie ulubionych kosmetyków w maju :) Selekcja była dość trudna, tym bardziej że końcówka maja, oraz początek czerwca zlał mi się w jedną całość. W ostateczności wygrała ta gromadka:


         Po pierwsze suchy szampon Salon Selectives, o którym pisałam już w TYM poście. Ratuje moją grzywkę ale nie tylko, bo także i całą czuprynkę w kryzysowych sytuacjach ;-) 
         Kolejnymi faworytami są dwa produkty marki Miss Sporty - czarny lakier piaskowy ze srebrnym pyłkiem, oraz Turbo Dry Top Coat. Emalia przepięknie wygląda na paznokciach zarówno solo, jak i w połączeniu z innymi lakierami o różnych wykończeniach, a top... Znalazłam kolejny (uwaga! trzeci...) preparat nawierzchniowy, który nie pęka na moich paznokciach już drugiego dnia. Porównywalny do ulubionego topu z FM Group, z tym że jeszcze tańszy :)
         Znalazł się w tej grupie także podkład, który zapewne jest już Wam bardzo dobrze znany, jednak dla mnie to zupełna nowość - Revlon Colorstay w odcieniu 180 Sand Beige. Skusiłam się na niego dopiero na ostatniej promocji w Rossmannie. Spisuje się świetnie, nie roluje się, nie waży, nie zbiera się w załamaniu powiek, wszystkie inne kosmetyki trzymają się na nim rewelacyjnie ;-) Polubiliśmy się, chociaż jeszcze nie jestem pewna na 100% czy po zużyciu tej buteleczki zostaniemy ze sobą na dłużej.



         Wśród szczęśliwców znalazł się także szampon odświeżający Schaumy, który cudownie pachnie, świetnie oczyszcza, współgra ze wszystkimi moimi odżywkami i maskami ;-) Innym produktem, który wybrałam i również stosuję do mycia włosów to emulsja do włosów Gloria. W końcu ją dopadłam i z wielką przyjemnością używam. Bardzo delikatna, a mimo to całkiem nieźle radzi sobie z myciem włosów, nie obciąża ich oraz nie wzmaga przetłuszczania się włosów. Za niecałe 3,50 zł naprawdę warto ;-) 
         Innym myjącym produktem, jest delikatny żel pod prysznic Tołpy z serii białe kwiaty. Nie spotkałam się jeszcze z taką formą żelu - ma lejącą się, delikatną i jakby... aksamitną konsystencję, rewelacyjnie się pieni, jest naprawdę wydajny i przyjemnie pachnie. Nie sądziłam, że będzie to aż tak dobry produkt! ;-) 





          A jak Wasi ulubieńcy? Znacie moich? Też przypadli Wam do gustu? ;-)



          Postaram się na dniach nadrobić zaległe denka z kwietnia i maja ;-) Obiecuję też że popracuję nad tym, żeby pojawiać się tu znacznie częściej! :) 





           Pozdrawiam! ♥

#273. Pielęgnacja włosów z SENS.US

            Zanim przystąpię do sedna sprawy, czyli mojej opinii na temat produktów do pielęgnacji włosów firmy SENS.US, chcę powiedzieć parę słów na temat samej firmy, która przedstawia swoje kosmetyki jako profesjonalne. 
            Skoro kosmetyki profesjonalne, to i podejście powinno być takie samo, prawda? 

            Kilka dni przed styczniowym spotkaniem blogerek w Lublinie dostałam telefon. Dzwonił nieznany mi numer. Niefortunnie wchodziłam wtedy do autobusu i już miałam nie odbierać, ale jednak coś mnie podkusiło :) Okazało się, że dzwoniła przedstawicielka firmy, która bardzo szczegółowo wypytała mnie o stan moich włosów - długość, kolor (naturalne czy farbowane), czy są proste czy kręcone, jakie problemy mi sprawiają, czy się puszą, czego oczekuję od kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów... *_* Żałuję, że rozmowa toczyła się w autobusie i była dość ograniczona, ale mimo wszystko, wywarło to na mnie rewelacyjne wrażenie. Wiedziałam, że nie będzie to byle co wrzucone do torebeczki i przekazane dalej. Wcale się nie przeliczyłam :) Kosmetyki trafiły do mnie w papierowej torebeczce ze specjalnym imiennym liścikiem:



             Wielkie brawa za tak profesjonalne i indywidualne podejście do każdej osoby. :) A co znalazłam w swojej torebeczce? Szampon oraz odżywkę, nazywaną maską :) 
             Do moich dość szybko przetłuszczających się, falujących i podatnych na przeróżne czynniki włosów dopasowany został szampon do częstego użytku (Shampoo Frequent Use), oraz maska dyscyplinująca, ułatwiająca układanie (Mask So Smooth). 


              Po pierwsze szampon:


              Jest to regenerujący szampon do częstego użytku. Znajduje się w białej, nieprzezroczystej butelce o pojemności 250 ml, opatrzonej skromną grafiką. Przyznam, że uwielbiam takie rozwiązania - prosto, ale z klasą :) Dodatkowo opakowanie zawiera fajne, bezpieczne i umożliwiające wydobycie szamponu do ostatniej kropli zamknięcie:



            Parę słów od producenta:
,,Odpowiedni do każdego rodzaju włosów. Wzbogacony ekstraktami z rumianku, szałwii i tymianku odżywia i nawilża włosy, sprawiając, że stają się błyszczące, miękkie i pełne życia. Delikatna formuła umożliwia codzienne stosowanie.
Nie zawiera SLS/SLES''

             No cóż... Czy to każdego rodzaju włosów, to tego nie wiem, ale z pewnością moim służył. Nie wierzę w bajeczki o szamponach regenerujących. Ten mimo, że nie zawiera SLS, ani SLES, bardzo dobrze oczyszczał włosy, czyli spełniał swoją podstawową funkcję. Niewielkie ilości nabierania kosmetyku nie spisywały się u mnie, ponieważ miałam wrażenie niedomytych włosów. 
             Przy odpowiedniej (dla mnie) ilości kosmetyku, bardzo dobrze się pienił, dzięki zawartym w składzie Ammonium Lauryl Sulfate oraz Sodium Myreth Sulfate - są to substancje łagodniejsza od SLS, spełniające podobne funkcje. 
             Co do zawartości ekstraktów roślinnych - wszystko się zgadza. Przed nimi jednak znajdziecie substancję o nazwie Sodium Chloride, co oznacza zwykłą sól kuchenną, która ma za zadanie ,,wypełnić'' lub zagęścić kosmetyk. Przy zbyt dużym stężeniu może powodować podrażnienia skóry, więc sądzę że jego ilość w kosmetyku nie jest zbyt duża, a co za tym idzie, ekstraktów jest jeszcze mniej.
             Nie zawiera silikonów, PEG-ów, ani parabenów. 


              Sam szampon pachnie przyjemnie ziołowo, jest dość wydajny, po dwukrotnym umyciu dobrze domywa oleje. Nie podrażnia, dobrze się pieni, ma lekką konsystencję. Dobrze spisuje się w połączeniu z odżywką tej samej firmy, a także z innymi odżywkami lub maskami. Jak dla mnie dobry szampon, z dość przyjemnym składem, aczkolwiek jego zadaniem jest mycie, więc nie wymagam od niego zbyt wiele. ;-)



             Po drugie maska-odżywka:


           Opakowanie identyczne jak w przypadku szamponu, podobnie jak w przypadku objętości i zamknięcia, przez które łatwo wydobyć kosmetyk:


             Parę słów od producenta:

             Producent zaleca trzymać produkt na włosach przez 3-5 min, więc dalej będę nazywać tę maskę odżywką. ;)
            Jak przedstawia się skład? Dość wysoko znajduje się olej kokosowym, ekstrakt z kwiatów gardenii oraz rumianku, a także proteiny mleczne, olej z nasion bawełny, olej z nasion kakaowca. Dalej wpadło mi w oko parę silikonów i PEG-ów.


            Odżywka ma fajną, lekką konsystencję, przez co łatwo nakłada się ją na włosy.  Ma lekko pomarańczowe zabarwienie i przyjemny zapach,  w którym wyczuwam słodko-ziołowe nuty... :) Włosy nie piją jej w nadmiernych ilościach, a mimo to uzyskuję odpowiedni efekt, więc można powiedzieć, że jej wydajność jest bardzo dobra. :) 


            A jak spisuje się na włosach? Używam odżywki niemal do każdego mycia, i najlepsze efekty zauważyłam po ich wysuszeniu - włosy są wygładzone, miękkie, nawilżone, oraz odpowiednio dociążone. Łatwo można je rozczesać i nie puszą się, nawet przy zmiennych warunkach pogodowych. 
           Kiedy pozostawiam włosy do samodzielnego wyschnięcia początkowo wydają się być nieco szorstkie, jednak później pojawia się efekt miękkości, gładkości i porządnego nawilżenia włosów. Spisuje się dobrze kiedy pozostawiam włosy ot tak, a także kiedy mam chęć na stylizację i fale. 
           Polecam nakładać ją od ucha w dół - im bliżej skóry głowy, tym szybciej włosy się przetłuszczają. 
           Trzymana dłużej, około 30 minut, nie dawała aż tak dobrych efektów, więc polecam stosować zgodnie z zaleceniami producenta. :) 



           O ile szampon spisał się poprawnie, tak z odżywką polubiłam się i przez nią odpuściłam stosowanie maseczek pobudzających porost włosów ;-) Szybko i przyjemnie uzyskuję satysfakcjonujący mnie efekt na włosach - wystarczy szybkie mycie, parę minut z odżywką na włosach, suszenie i... gotowe! :) 


         
           Miałyście do czynienia z tymi kosmetykami? Może chciałybyście je wypróbować? ;) Co sądzicie o indywidualnym podejściu firmy? 





           Serdecznie pozdrawiam! :*

#235. Szampon silikonowy? Dove - Nourishing Oil Care

       Od początku mojej historii z włosomaniactwem odstawiłam szampony silikonowe. Trwało to prawie półtorej roku. Aż do niedawna :) Skończył się w domu mój szampon, więc po długiej walce ze sobą skusiłam się na szampon mamy - Dove z superlekkimi olejkami i olejkiem arganowym. 

        Brzmi cudownie, ale jak wiadomo - w składzie znajdują się silikony oraz konserwanty, barwniki, zapachy... Trochę bałam się użyć go po raz pierwszy, ale ponoć do odważnych świat należy :)




        Producent obiecuje, że uzyskamy jedwabiście gładkie, sprężyste i odżywione włosy. Wszystko brzmi cudownie, ale szampon silikonowy..? Serio?



        Popatrzmy na skład... 



        Jest dość długi, na początku standardowo: woda, substancje myjące w tym SLS, ale dalej... na 4 miejscu widzę olej kokosowy, dalej olej ze słodkich migdałów, olejek arganowy, glicerynę i dopiero silikon. Dalej to już ,,sama chemia'' :) Wielkim zaskoczeniem dla mnie jest tak wysoko w składzie zawartość olejków. 

       Konsystencja szamponu jest bardzo gęsta, co przekłada się na jego rewelacyjną wydajność - już jego odrobina pieni się rewelacyjnie. Przy tym zapach jest bardzo przyjemny, chociaż ja zawsze uwielbiałam kompozycje zapachowe szamponów Dove. Kolor jest lekko złotawy z błyszczącymi maleńkimi drobinkami, przyjemnie komponuje się z grafiką na opakowaniu. 



       A teraz czas na konkrety... Efekty! Po spłukaniu, bez użycia żadnej odżywki, włosy były lekko splątane. I tu pożałowałam mojej decyzji... No ale cóż zrobić? Poczekałam aż wyschną, a tam... Wielkie zaskoczenie! :) 
      Włosy po przeczesaniu palcami są gładkie, miękkie, puszyste, ale nie spuszone, dociążone, ani odrobinę splątane. Moje włosy z natury dość matowe nagle zaczęły się błyszczeć i to w taki sposób że nie mogłam wyjść z podziwu! Dodatkowo nie przyspiesza przetłuszczania się włosów, nie podrażnia i nie powoduje łupieżu. 

       Od teraz, kiedy tylko jestem w domu podbieram mamie Dove, a w ramach zazdrości, na sytuacje awaryjne w Lublinie zakupiłam szampon silikonowy Timotei (szampon i odżywka 2w1, czego nigdy wcześniej nie praktykowałam).. Ale o tym za jakiś czas ;-) 


       Szampon Dove mogę Wam gorąco polecić na większe wyjścia, kiedy oczekujecie, że włosy będą wyglądać nienagannie przez długi czas :) Dostaniecie go niemal w każdym sklepie i drogerii w cenie około 14 zł za 350 ml



        Używacie czasem szamponów silikonowych? Pilnujecie każdego składnika w produktach myjących, czy raczej nie zwracacie na to uwagi? :) Jakie jest Wasze podejście do pielęgnacji włosów?



        Pozdrawiam :*

#219. Kąpiel z Joanną, oraz krótkie podsumowanie współpracy

       Dziś trzeci i post dotyczący ostatniej współpracy z Laboratorium Kosmetyczne Joanna



        W tym poście na tapetę bierzemy produkty typowo kąpielowe - żel pod prysznic oraz żel do higieny intymnej. ;-)

       
        Na początek odświeżający żel pod prysznic z mango i papają:




        Żel zamknięty jest w standardowej przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml, opatrzonej w dość prostą i przejrzystą grafikę (biel, owoce, pani biorąca prysznic.. :D). Zamknięcie charakterystyczne, podobnie jak inne - solidne, nie otwiera się pod wpływem nacisku. 



        Na odwrocie znajdują się informacje od producenta dotyczące kosmetyku:



        Producent zapewnia o ekstraktach owoców znajdujących się w składzie, nawilżeniu, odświeżeniu, przyjemnym zapachu... Jak to jest w rzeczywistości? 

        W składzie faktycznie znajdziemy ekstrakty z papai i mango za substancjami myjącymi. Dalej substancje koserwujące, zapach, barwniki:



        Sam żel jest koloru pomarańczowego, a jego konsystencja jest lekka i dość rzadka. Często pod prysznicem zdarza się, że ucieknie między paluszkami, przez co dużo traci na wydajności. Polecam go w duecie z gąbką - wystarczy wtedy niewielka ilość produktu do umycia całego ciała. 


     
        Warto wspomnieć o zapachu - spodziewałam się bomby owocowej, jak w przypadku peelingu. Po otwarciu poczułam bardzo słodką, aż mdłą woń żelu. 

        Po małym rozczarowaniu z zapachem, czas na efekty. Żel naprawdę dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, nie jest konieczne użycie balsamu po kąpieli. Skóra jest miła w dotyku i dobrze nawilżona. Zapach nie utrzymuje się na skórze po wyjściu spod prysznica, co w moim przypadku bardzo mnie cieszy :) 
        Raz zrobiłam mały eksperyment, żeby sprawdzić poziom wysuszenia/nawilżenia skóry po kąpieli... Jedną nogę posmarowałam balsamem, drugą po prostu wytarłam i poszłam spać. Następnego dnia rano poczułam naprawdę niewielką różnicę w nawilżeniu i gładkości. ;-)




        Drugim kosmetykiem, który używam podczas kąpieli to łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego:



          Podobnie jak inne kosmetyki z serii Naturia, które otrzymałam do testów, żel zamknięty jest w przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml. Zamknięcie i tu mnie nie rozczarowało, jest identyczne i równie wytrzymałe.



          Na odwrocie znajdują się informacje od producenta:



    
        Faktycznie nagietek, ma właściwości łagodzące i przeciwzapalne, a kwas mlekowy jest odpowiedzialny za prawidłowy odczyn pH. Ale jak przedstawia się cały skład kosmetyku? 


         Zaczyna się typowo - od substancji myjących. Dopiero w połowie znajdujemy ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego, dalej pantenol, alantoinę, kwas mlekowy. Za tymi dobrociami znajdziemy zapach, sól, substancje konserwujące.
        Producent na froncie opakowania zapewniał o braku parabenów i potwierdzam to :)


        Żel jest koloru mlecznobiałego, dość gęsty w porównaniu z moimi ulubieńcami (kremowe płyny do higieny intymnej Ziai). Jest też bardzo wydajny.



        Zapach jest przyjemny, chociaż bardziej przypomina mi połączenie rumianku z cytryną :) A jak żel sprawdza się w swojej roli? Prawidłowo - nie miałam problemów z żadnymi infekcjami, więc nie wiem jak z działaniem łagodzącym, ale na tyle, ile go używam, jestem z niego bardzo zadowolona. Dodatkowo nie sprawia większych problemów, jak podrażnienia, czy swędzenie. 


       Podsumowując są to bardzo dobre kosmetyki do codziennej pielęgnacji ciała pod prysznicem. Żel do kąpieli nie skradł mojego serca zapachem, ale za to żel do higieny intymnej spełnił się w swojej roli bardzo dobrze. 
       Produkty te możecie dostać w cenie około 4-5 zł. ;) Skusicie się? 





       A na koniec jakże długiego posta małe podsumowanie współpracy: 



      Do testów otrzymałam 5 produktów z serii Naturia w buteleczkach po 100 ml. Podzieliłam je sobie na trzy grupy - kosmetyki do pielęgnacji ciała pod prysznicem, produkty do włosów, oraz solo peeling do ciała.

       Moim ulubieńcem z tej piątki okazał się peeling z czarną porzeczką - mimo lekkiego ścierania przepadłam przez jego cudowny, owocowy zapach. Bardo przyjemnie wygładza skórę. Jego pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

       Na drugim miejscu znalazł się szampon do włosów z miodem i cytryną - bardzo dobrze oczyszcza włosy, jest wydajny, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza dodatkowo włosów. Pełna recenzja TUTAJ.

       Na ostatnim miejscu podium nie umiem umieścić jednego produktu - są to dwa kosmetyki. Odżywka bez spłukiwania, oraz żel do higieny intymnej. Mimo, że odzywkę bardzo lubię, i towarzyszy mi zawsze w łazience, nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Jest poprawna, dobrze działa na włosy, nie obciąża, nie przetłuszcza ich dodatkowo, fajnie spisuje się przy zabezpieczaniu końcówek i utrzymywaniu odpowiedniego nawilżenia włosów. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ.
       Żel do higieny intymnej spisał się tak, jak powinien w swojej roli. Myje, nie powoduje podrażnień, ma fajny skład i kilka naprawdę dobrych substancji, które zapewniają mu miano łagodzącego. 

        Na samym końcu znajduje się żel pod prysznic z mango i papają, głównie przez swój zapach - zbyt słodki, aż mdły. Poza tym jest to dobry produkt myjący, który nie wysusza skóry i nie podrażnia jej.



        Chciałabym na koniec bardzo podziękować za możliwość przetestowania tych produktów pani Paulinie oraz Laboratoirum Kosmetycznemu Joanna.

KLIK




         Fakt, że kosmetyki dostałam w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię o nich. 





       Serdecznie pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli :*

#218. Pielęgnacja włosów z Joanną

       Dzisiejszy post, to pierwszy post na nowym mieszkanku! Mam nadzieję, że będzie mi się tu bardzo dobrze blogowało! :) A przychodzę do Was z kosmetykami pielęgnacyjnymi do włosów od Joanny i są to: szampon i odżywka bez spłukiwania do włosów suchych i zniszczonych :)



        Myślę, że są to znane Wam kosmetyki chociażby ze sklepowych półek. ;-) Odżywka bez spłukiwania Joanny to absolutny must have w łazience, a szampon... kusił od dawna, ale jakoś nigdy nie wpadł w moje ręce ;) Do teraz!


        Na początek - szampon z miodem i cytryną. 



        Szampon zamknięty jest w przezroczystym opakowaniu, które mieści 100 ml produktu. Oprawa graficzna jest prosta - zawiera główne informacje o produkcie, do jakiego typu włosów się nadaje. Zamknięcie jest solidne, nie spowoduje przykrej niespodzianki w podróży ;-)



       Na odwrocie znajdziemy parę słów od producenta o produkcie, składnikach aktywnych, sposobie użycia, a także o efektach, jakie może nam zapewnić kosmetyk. 



       W szamponie do włosów ważny jest dla mnie skład - staram się unikać silikonów w produktach myjących. Tu znajdziemy substancje myjące, pochodną miodu (brzmi niezbyt dobrze, ale przenika ona w głąb włosa, dzięki czemu utrzymuje jego wilgotność - zgodność z informacją na zdjęciu powyżej :) ), ekstrakt z owoców cytryny. Dalej zapach, konserwanty, barwniki. 



       Jak widać silikonów brak! :) Dla zapalonych włosomaniaczek może nie być idealny, ale mnie zadowala w 100%. 

       Konsystencja szamponu jest lekka, dość rzadka. Kolorem i zapachem przypomina miód ;-) Bardzo ucieszył mnie fakt, że zapach utrzymuje się na włosach po umyciu. Niewielka ilość dobrze się pieni, więc wydajność jest bardzo dobra. 




       Włosy po umyciu są odświeżone, dobrze oczyszczone, sypkie. Nie oczekuję nawilżenia po produkcie myjącym, dlatego też bałam się plątania włosów. Nic takiego nie miało miejsca. Szampon jest jak najbardziej poprawy i godny polecenia. 



      
       Drugim kosmetykiem jest chyba już legendarna odżywka bez spłukiwania.


        Podobnie jak szampon, odżywka zamknięta jest w opakowaniu mieszczącym 100 ml produktu. Oprawa graficzna jest niemal identyczna, z tą różnicą, że buteleczka jest utrzymana w odcieniach bieli. Zamknięcie równie solidne, jak w innych produktach Joanny:



       Na odwrocie, tradycyjnie już, umieszczone są informacje od producenta:



        Składem nigdy się nie interesowałam - kupiłam kosmetyk z polecenia i tak już zostało ;-) A co tam się znajduje? Z ciekawszych i przyjemnych dla włosów składników - pantenol, pochodna miodu, ekstrakt z owoców cytryny. 



       Konsystencja odżywki jest lekka, choć gęsta i treściwa, nie spływa z dłoni. Zapach już nie jest tak przyjemny, lekko chemiczny, ale nie drażniący. Wystarczy niewielka ilość aby wmasować ją we włosy. Jest bardzo wydajna, pełnowymiarowe opakowanie wystarcza mi na kilka miesięcy. ;) 
       


        Włosy po zastosowaniu odżywki nie są obciążone, ani posklejane. Często do niej dodaję kropelkę silikonowego serum, w celu lepszego zabezpieczenia końcówek i w tej roli spisuje się idealnie.



       Ostatnio odważyłam się po raz pierwszy od dawna odstawić odżywkę do spłukiwania i po umyciu włosów szamponem Joanny, zastosowałam tylko tę odżywkę. Z przerażeniem oczekiwałam kołtunów, suchej szopy na głowie. A co zobaczyłam? Gładkie, nawilżone z lekkim połyskiem włosy. Byłam pod wrażeniem, głównie szamponu, bo to jego się najbardziej obawiałam. ;-) 

       Przyznam też, że próbowałam odżywką umyć włosy - w tej roli spisała się równie dobrze, chociaż wtedy bardzo traci na wydajności. Osobiście wolę ją w tradycyjnym wydaniu. ;)


       Zostanę wierna odżywce, a szampon będzie częściej gościł w mojej łazience. Z chęcią wypróbuję jeszcze inne wersje. ;)



       Te produkty dostaniecie niemal wszędzie w cenie około 4-5 zł za opakowanie o pojemności 200 ml. Niska cena, świetne zapachy, dobre działanie, czego chcieć więcej? :) Gorąco polecam oba produkty, są warte wypróbowania! 



       Pozdrawiam! :*

#190. Ulubieni w czerwcu

      Miałam już końcem czerwca w planach denko czerwcowe wrzucić, jednak w związku z sesją i przeprowadzkami wszystkie opakowania od razu lądowały w koszu. :( Za to przychodzę dzisiaj z ulubionymi produktami minionego miesiąca :)


      Po pierwsze - oliwki do skórek i paznokci!


       Ostatnio jest to mój must have w pielęgnacji dłoni i paznokci! Co najmniej raz dziennie wcieram oliwkę w skórki, dzięki czemu ich kondycja poprawiła się niesamowicie :) 


       Po drugie - preparat do usuwania skórek:


      Magiczny preparat, który wręcz rozpuszcza skórki.. Wystarczy tylko buteleczka i drewniany patyczek. Czary mary - i po skórkach! :) 


       Po trzecie - kosmetyki pielęgnacyjne:


     Lekki krem Tołpy, który wchłania się błyskawicznie, nie powoduje nadmiernego błyszczenia skóry, a na dodatek zawiera filtr SPF 15 ;-) Idealny na obecną pogodę!



      Peeling antycellulitowy od Eveline - może i nie zwalcza cellulitu, ale w połączeniu z balsamami, ćwiczeniami i zdrowym odżywianiem jest nieźle. Najważniejsze, że umila peeling pod prysznicem :) 



       Szampon Nivea Diamond Gloss - kosmetyki Nivea, do których nigdy nie mogłam się przekonać, a tu taka niespodzianka! Świetnie oczyszcza, pięknie pachnie, dobrze się pieni, moja skóra głowy i włosy bardzo go lubią. Zawiera SLS, jednak mi to totalnie nie przeszkadza i... z chęcią do niego wrócę po zużyciu innych produktów do mycia włosów :) 




        Znacie moich ulubieńców? Jakie są Wasze opinie na ich temat? Może i dla Was są to ulubione kosmetyki? ;-) 



      Serdecznie pozdrawiam!

#188. Oczyszczamy się :)

     Na ostatni dzień czerwca przygotowałam dla Was coś oczyszczającego! ;-) Nie, nie są to żadne cudowne herbatki oczyszczające ciało i/lub umysł, a oczyszczający szampon do włosów.


     Ukochany nakazuje mi zacząć, że każdy szampon ma dwa końce... Nie pytajcie mnie o co chodzi, ja nie wiem :) Która z Was zrozumie faceta? ;-) 
     Ja chcę Wam przedstawić produkt marki BingoSpa do pielęgnacji włosów normalnych z tendencją do przetłuszczania. Moje włosy co prawda nie należą do tej grupy, ale szampon sprawdza się na nich bardzo dobrze. 



      Parę słów o szamponie ze strony producenta:
,,Aktywne składniki szamponu to kompleks alg morskich i kilkunastu ekstraktów roślinnych zawiera kilkadziesiąt aktywnych składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania komórek włosa i skóry głowy.
Algi morskie – cenne źródło witamin i minerałów o działaniu nawilżającym,  zapewnia optymalne nawilżenie i piękny wygląd włosów, a składniki kondycjonujące ułatwiają rozczesywanie i przywracają włosom naturalny połysk.
Efekt:
- zmniejszona podatność na przetłuszczanie się,
- puszystość i sprężystość,
- zdrowe, mocne włosy,''



     Ja zacznę od początku - szampon dostaniemy w 300 ml butelce z charakterystyczną dla Bingo nakrętką, która i przy tym kosmetyku mnie nie zawiodła. Zawodzi jednak pod prysznicem, kiedy mokrymi rękami próbuje się dostać do produktu ;-) Przezroczysta butelka umożliwia kontrolowanie pozostałej ilości szamponu. Opatrzona jest etykietką, która nie rozmaka pod wpływem wody (w końcu! :))).
    Oprawa graficzna jest prosta i przejrzysta, a produkt, który otrzymałam początkowo ozdobiony był także uroczą kokardką, co naprawdę mnie urzekło. ;)

     Po odkręceniu zakrętki można wywąchać nienachalny, ale przyjemny zapach szamponu. Po wylaniu go z buteleczki można zobaczyć jaka z niego zielona gęściocha! :) Bez obaw - nie brudzi ani łazienki, ani nie zostawia barwników na włosach ;) 



     Producent zapewnia o kilkunastu ekstraktach roślinnych, co może bardzo kusić, przy wyborze szamponu. 


     Skład jest dość długi, ciężko go rozczytać miejscami, jednak nie znalazłam w nim parabenów, całą listę ekstraktów: z alg, rozmarynu, rumianku, arniki, bluszczu, czy szałwii. Na samym początku siarczany i substancje myjące, na końcu zapach i barwniki. 


      Jednak na pewno jesteście ciekawe jego działania.. ;-) Działa jak przystało na szampon oczyszczający - bardzo dobrze zmywa wszelkie oleje, a nawet naftę (dla pewności myję 2x). Jest to typowy ,,rypacz'', włosy po jego użyciu aż skrzypią! Obowiązkowe zastosowanie odżywki. Mimo wszystko nie zdarza mu się raczej plątać włosów, co dla mnie jest bardzo ważne. 
      Jest też bardzo wydajny - niewielka jego ilość wystarcza na pokrycie ogromną ilością piany całej skóry głowy, a nawet długości włosów (z moją długością to nie wyzwanie ;-)). 

       Używam go dość rzadko ze względu na jego działanie oczyszczające, jednak na pewno nie odważyłabym się myć nim codziennie włosów i nie zastosować po nim jakiejkolwiek odżywki ;-)

        Producent obiecuje zmniejszone przetłuszczanie, puszyste, zdrowe i mocne włosy po umyciu. Co do przetłuszczania nie zauważyłam tego efektu, ponieważ moje włosy nie mają wielkiej tendencji do przetłuszczania się. Włosy po zastosowaniu szampony są puszyste, nie spuszone, a co do reszty - to już kwestia pielęgnacji włosów każdej z nas :)


       Jeśli chciałybyście skusić się i wypróbować dobre myjadło do włosków, to możecie kupić ten szampon w sklepie Bingo za 8 zł, lub w sklepach, gdzie stacjonarnie dostępne są produkty tej firmy ;-)




       Osobiście polecam - warto spróbować :) 





        A na koniec nieco prywaty i przemyśleń:

       Myślę, czy nie nadrobić postępów w pielęgnacji włosów... Jesteście ciekawe jak włosy zmieniły się od kwietnia? Co postanowiłam z ich pielęgnacją i jak ona obecnie wygląda? ;-) 

       Teraz mam nadzieję, że od środy posty będą pojawiać się częściej, ponieważ w piątek rozpoczęłam wakacje, wczoraj zakończyłam przeprowadzkę, więc... Może macie jakieś propozycje na posty dla mnie? ;-)



        I mam nadzieję, że Obserwatorzy zostaną na Bloggerze, ponieważ (wstyd się przyznać) średnio ogarniam Bloglovin. Możecie mnie zamiast tego odnaleźć na facebooku (KLIK), Twitterze (KLIK) i Instagramie (KLIK). 
     


      
      Pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnej niedzieli! :*