Zazwyczaj rzucam posty na temat ulubieńców danego miesiąca, jednak w przypadku marca nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać także o kosmetyku, który okazał się nie lada kitem...
A oto cała gromadka:
Ale zacznijmy najpierw od tej pozytywnej strony i paru pochwał ;-) Domyślacie się, co okazało się kitem?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peeling. Pokaż wszystkie posty
#268. Ulubieńcy stycznia i lutego
W styczniu zeszło mi dość długo z zebraniem ulubionych kosmetyków do comiesięcznego zestawienia, dlatego teraz pojawiają się ulubieńcy ostatnich dwóch miesięcy. :)
W tej szczęśliwej gromadce znalazło się 6 kosmetyków, głównie pielęgnacyjnych, oczywiście nie mogło zabraknąć także lakieru do paznokci! :D
Pierwsza i chyba najważniejsza z tego grona to maseczka drożdżowa Babci Agafii, o której pisałam już dużo dobrego TUTAJ. Niesamowicie wpłynęła na przyrost włosów (odsyłam do linka!), dodatkowo ograniczyła moje wypadanie, była bardzo przyjemna w użyciu i pięknie pachniała ;) Nie mogę się doczekać kiedy zużyję inne kosmetyki przeznaczone do walki z zapuszczaniem i ponownie ją kupię! :)
Oczywiście - lakier Morgan Taylor To Rule Or Not To Rule, który skradł moje serce do tego stopnia że malowałabym nim paznokcie raz po raz! :) Swatche znajdziecie TUTAJ.
Błyszczyki Eveline Lovers Ultra Shine z olejem arganowym to dla mnie nowość, ale za to jaka! Co najmniej jedną sztukę zawsze mam w torebce. Mają gęstą i treściwą konsystencję, dodatkowo nabłyszczenie i delikatny kolor utrzymuje się dość długo, nie sklejając ust. Nie są problematyczne także w nakładaniu - wystarczą dwa pociągnięcia aplikatorem. :) Na pewno niedługo będzie o nich osobny post ;-)
Nie mogło także zabraknąć kosmetyku od Sorai z serii So Pretty! Tym razem jest to peeling orzechowo-morelowy, o którym także ostatnio pisałam troszkę więcej. Bardzo dobry i przyjemny kosmetyk, bardzo wydajny. Obecnie ubolewam nad jego końcówką ;-) Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.
Nowością dla mnie jest także krem do twarzy na dzień Bioluxe Organic Green Tea. Jest to kosmetyk, który ma działać tonizująco, ściągać pory, poprawę kolorytu i sprężystości skóry. Głównie patrzę na niego jako krem nawilżający i ściągający pory. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona i mam nadzieję, że to się nie zmieni.
A na koniec kremy do rąk marki Kamill. Wersja Intensiv jest ulubioną z ulubionych ;-) Uwielbiam miniaturki kremów, które mieszczą się w każdej torebce, czy w fartuchu na pracowni ;) Świetne nawilżenie, brak tłustej warstwy na skórze, szybkie wchłanianie, dobra cena, dostępność i wydajność, czego chcieć więcej? :)
Znacie te kosmetyki? Może też znajdują się w gronie Waszych ulubionych produktów?
Pozdrawiam!
W tej szczęśliwej gromadce znalazło się 6 kosmetyków, głównie pielęgnacyjnych, oczywiście nie mogło zabraknąć także lakieru do paznokci! :D
Pierwsza i chyba najważniejsza z tego grona to maseczka drożdżowa Babci Agafii, o której pisałam już dużo dobrego TUTAJ. Niesamowicie wpłynęła na przyrost włosów (odsyłam do linka!), dodatkowo ograniczyła moje wypadanie, była bardzo przyjemna w użyciu i pięknie pachniała ;) Nie mogę się doczekać kiedy zużyję inne kosmetyki przeznaczone do walki z zapuszczaniem i ponownie ją kupię! :)
Oczywiście - lakier Morgan Taylor To Rule Or Not To Rule, który skradł moje serce do tego stopnia że malowałabym nim paznokcie raz po raz! :) Swatche znajdziecie TUTAJ.
Błyszczyki Eveline Lovers Ultra Shine z olejem arganowym to dla mnie nowość, ale za to jaka! Co najmniej jedną sztukę zawsze mam w torebce. Mają gęstą i treściwą konsystencję, dodatkowo nabłyszczenie i delikatny kolor utrzymuje się dość długo, nie sklejając ust. Nie są problematyczne także w nakładaniu - wystarczą dwa pociągnięcia aplikatorem. :) Na pewno niedługo będzie o nich osobny post ;-)
Nie mogło także zabraknąć kosmetyku od Sorai z serii So Pretty! Tym razem jest to peeling orzechowo-morelowy, o którym także ostatnio pisałam troszkę więcej. Bardzo dobry i przyjemny kosmetyk, bardzo wydajny. Obecnie ubolewam nad jego końcówką ;-) Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.
Nowością dla mnie jest także krem do twarzy na dzień Bioluxe Organic Green Tea. Jest to kosmetyk, który ma działać tonizująco, ściągać pory, poprawę kolorytu i sprężystości skóry. Głównie patrzę na niego jako krem nawilżający i ściągający pory. Póki co jestem z niego bardzo zadowolona i mam nadzieję, że to się nie zmieni.
A na koniec kremy do rąk marki Kamill. Wersja Intensiv jest ulubioną z ulubionych ;-) Uwielbiam miniaturki kremów, które mieszczą się w każdej torebce, czy w fartuchu na pracowni ;) Świetne nawilżenie, brak tłustej warstwy na skórze, szybkie wchłanianie, dobra cena, dostępność i wydajność, czego chcieć więcej? :)
Znacie te kosmetyki? Może też znajdują się w gronie Waszych ulubionych produktów?
Pozdrawiam!
#266. Aksamitnie gładka cera?
Wydaje mi się, że każda kobieta marzy o aksamitnie gładkiej cerze. Dlatego też stosujemy wszystkie te kosmetyki - krem, peeling, serum...
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jeden z peelingów, dzięki któremu można cieszyć się gładką, miękką i jednocześnie dobrze oczyszczoną buzią.
Seria kosmetyków So Pretty! Sorai jest chyba znana już wszystkim - jeśli nie bezpośrednio, to na pewno gdzieś mignęły Wam przed oczami ich urocze opakowania, lub recenzje na blogach ;-)
Seria So pretty! jest opatrzona w słodką i niesamowicie dziewczęcą szatę graficzną. Same opakowania przykuwają wzrok ;) Peeling także znajduje się w uroczej tubce, która mieści 75 ml produktu. Na przodzie opakowania nie znajdziemy wielu informacji o produkcie, jedynie zapewnienia producenta o aksamitnie gładkiej cerze. Za to na odwrocie tubki jest ogrom informacji o kosmetyku, oraz jego skład:
Peeling po wyciśnięciu z tubki ma zbitą konsystencję, o barwie lekko pomarańczowej, z ciemniejszymi drobinkami - łupinkami orzechów. Pachnie przyjemnie i słodko, choć odrobinę chemicznie.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam jeden z peelingów, dzięki któremu można cieszyć się gładką, miękką i jednocześnie dobrze oczyszczoną buzią.
Seria kosmetyków So Pretty! Sorai jest chyba znana już wszystkim - jeśli nie bezpośrednio, to na pewno gdzieś mignęły Wam przed oczami ich urocze opakowania, lub recenzje na blogach ;-)
Seria So pretty! jest opatrzona w słodką i niesamowicie dziewczęcą szatę graficzną. Same opakowania przykuwają wzrok ;) Peeling także znajduje się w uroczej tubce, która mieści 75 ml produktu. Na przodzie opakowania nie znajdziemy wielu informacji o produkcie, jedynie zapewnienia producenta o aksamitnie gładkiej cerze. Za to na odwrocie tubki jest ogrom informacji o kosmetyku, oraz jego skład:
Peeling po wyciśnięciu z tubki ma zbitą konsystencję, o barwie lekko pomarańczowej, z ciemniejszymi drobinkami - łupinkami orzechów. Pachnie przyjemnie i słodko, choć odrobinę chemicznie.
Początkowo obawiałam się, że peeling będzie dla mnie za mocny, albo nieodpowiedni dla mojej cery. Byłam w ogromnym błędzie, bo bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy. Jego moc ścierania sama sobie reguluję, co najbardziej mi się podoba ;) Kiedy chcę mocny efekt stosuję produkt na lekko zwilżoną buzię. Jeśli natomiast potrzebuję delikatnego złuszczenia naskórka stosuję go pod prysznicem na mocno zwilżoną buzię.
A jakie są efekty? Na pewno cera jest odświeżona, delikatna i niesamowicie gładka. W połączeniu z odpowiednią pielęgnacją faktycznie może wpływać na zmniejszenie porów i oczyszczenie buzi z problemami skórnymi. Jest idealny do codziennej pielęgnacji, nawet codzienne stosowanie nie podrażnia buzi. Przyznam, że jest to produkt, który pokochałam i bardzo ubolewam nad faktem, że powoli zaczyna się kończyć. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę.
Jeśli oczekujecie porządnego złuszczenia, gładkości i miękkości w pielęgnacji twarzy, to gorąco Wam polecam ten kosmetyk! Przy okazji jest niesamowicie wydajny, stosuję go od końcówki października, nie żałując sobie ilości nakładanego peelingu na buzię. ;)
Znacie ten peeling? Może macie innych ulubieńców? Czego oczekujecie po peelingu idealnym? ;-)
Pozdrawiam! :*
#249. Po przedświątecznych pracach czas na coś dla rąk ;-)
Witajcie ;-) Każdy z nas ma swoje obowiązki przedświąteczne. Może być ich mniej lub więcej, ale zawsze one są. Sprzątanie, gotowanie, pieczenie, ubieranie choinki... W każdej czynności udział biorą dłonie. Co ja robię po takich czynnościach, kiedy widzę, że skóra moich rąk jest wysuszona i wygląda okropnie? Sięgam po peeling Eveline! :)
Eveline, w moim odczuciu, ma produkty rewelacyjne i beznadziejne, pośrednich nie znam. Ten zalicza się do pierwszej grupy ;-)
Peeling zamknięty jest w tubce typowej dla kremów do rąk, o pojemności 75 ml. Opatrzony jest ogromem informacji - stworzony we współpracy z dermatologiem, formuła 8w1, receptura szwajcarska i wiele innych.. Na odwrocie część dalsza tego, co chciał przekazać nam producent.
W skrócie jest to peeling nawilżający do dłoni, który ma za zadanie skutecznie zwalczać naskórek, niwelować suchość skóry, wygładzać, odżywiać, regenerować, odmładzać, rozjaśniać przebarwienia oraz łagodzić podrażnienia. Ma zawierać witaminy A, E, F, masło shea, olejek ze słodkich migdałów, olejek sojowy, ekstrakty z cytryny, miodu wanilii, kakao, dzikiej róży, lukrecji, aloesu... Generalnie kosmetyk idealny.
A jak jest w rzeczywistości? Kiedy przyjrzałam się dokładniej składowi zauważyłam wszystkie wyżej wymienione składniki a ponadto: mocznik, kwas hialuronowy, betainę, zmielone skorupki orzecha włoskiego. Wszystkie dobroczynne składniki są ustawione w składzie niemal jeden po drugim, zaczynając od 6 pozycji.
Znalazłam także informację, że produkt nie był testowany na zwierzętach, co bardzo się chwali ;-)
Po wyciśnięciu peelingu z tubki ukazuje nam się gęsty i treściwy kosmetyk, zawierający niewiele ciemniejszych drobinek peelingujących. Mimo, że nie ma ich zbyt dużo, są na tyle mocne, że nie ma co narzekać na ich ilość. Produkt ma przyjemny, jak dla mnie zupełnie niechemiczny zapach. Użytkowanie jest przyjemne i proste. Idę do łazienki, wyciskam z tubki odpowiednią ilość, zwilżam dłonie i masuję je, jak przy myciu rąk. Po dłuższej chwili spłukuję i cieszę się efektami :)
Efektem na pewno są wygładzone i przyjemne w dotyku dłonie. Znika szorstkość, a pojawia się miękkość i nawilżenie. Często po takim zabiegu używam dodatkowo kremu do rąk, jednak nie jest to konieczne, sam peeling naprawdę daje radę. ;-)
Czy działa tak jak wymienił to producent nie mogę sprawdzić w 100%, ponieważ nie mam przebarwień, czy podrażnień na skórze, ale to, co mogłam sprawdziłam i przyznaję - jest to bardzo dobry produkt, który śmiało mogę Wam polecić!
A teraz czas na taki właśnie zabieg po godzinach spędzonych w kuchni ;-)
Używacie peelingów do dłoni? Macie swoich ulubieńców? Znacie ten produkt? :)))
Serdecznie pozdrawiam! :*
Eveline, w moim odczuciu, ma produkty rewelacyjne i beznadziejne, pośrednich nie znam. Ten zalicza się do pierwszej grupy ;-)
Peeling zamknięty jest w tubce typowej dla kremów do rąk, o pojemności 75 ml. Opatrzony jest ogromem informacji - stworzony we współpracy z dermatologiem, formuła 8w1, receptura szwajcarska i wiele innych.. Na odwrocie część dalsza tego, co chciał przekazać nam producent.
W skrócie jest to peeling nawilżający do dłoni, który ma za zadanie skutecznie zwalczać naskórek, niwelować suchość skóry, wygładzać, odżywiać, regenerować, odmładzać, rozjaśniać przebarwienia oraz łagodzić podrażnienia. Ma zawierać witaminy A, E, F, masło shea, olejek ze słodkich migdałów, olejek sojowy, ekstrakty z cytryny, miodu wanilii, kakao, dzikiej róży, lukrecji, aloesu... Generalnie kosmetyk idealny.
A jak jest w rzeczywistości? Kiedy przyjrzałam się dokładniej składowi zauważyłam wszystkie wyżej wymienione składniki a ponadto: mocznik, kwas hialuronowy, betainę, zmielone skorupki orzecha włoskiego. Wszystkie dobroczynne składniki są ustawione w składzie niemal jeden po drugim, zaczynając od 6 pozycji.
Znalazłam także informację, że produkt nie był testowany na zwierzętach, co bardzo się chwali ;-)
Po wyciśnięciu peelingu z tubki ukazuje nam się gęsty i treściwy kosmetyk, zawierający niewiele ciemniejszych drobinek peelingujących. Mimo, że nie ma ich zbyt dużo, są na tyle mocne, że nie ma co narzekać na ich ilość. Produkt ma przyjemny, jak dla mnie zupełnie niechemiczny zapach. Użytkowanie jest przyjemne i proste. Idę do łazienki, wyciskam z tubki odpowiednią ilość, zwilżam dłonie i masuję je, jak przy myciu rąk. Po dłuższej chwili spłukuję i cieszę się efektami :)
Efektem na pewno są wygładzone i przyjemne w dotyku dłonie. Znika szorstkość, a pojawia się miękkość i nawilżenie. Często po takim zabiegu używam dodatkowo kremu do rąk, jednak nie jest to konieczne, sam peeling naprawdę daje radę. ;-)
Czy działa tak jak wymienił to producent nie mogę sprawdzić w 100%, ponieważ nie mam przebarwień, czy podrażnień na skórze, ale to, co mogłam sprawdziłam i przyznaję - jest to bardzo dobry produkt, który śmiało mogę Wam polecić!
A teraz czas na taki właśnie zabieg po godzinach spędzonych w kuchni ;-)
Używacie peelingów do dłoni? Macie swoich ulubieńców? Znacie ten produkt? :)))
Serdecznie pozdrawiam! :*
#219. Kąpiel z Joanną, oraz krótkie podsumowanie współpracy
Dziś trzeci i post dotyczący ostatniej współpracy z Laboratorium Kosmetyczne Joanna.
W tym poście na tapetę bierzemy produkty typowo kąpielowe - żel pod prysznic oraz żel do higieny intymnej. ;-)
Na początek odświeżający żel pod prysznic z mango i papają:
W tym poście na tapetę bierzemy produkty typowo kąpielowe - żel pod prysznic oraz żel do higieny intymnej. ;-)
Na początek odświeżający żel pod prysznic z mango i papają:
Żel zamknięty jest w standardowej przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml, opatrzonej w dość prostą i przejrzystą grafikę (biel, owoce, pani biorąca prysznic.. :D). Zamknięcie charakterystyczne, podobnie jak inne - solidne, nie otwiera się pod wpływem nacisku.
Na odwrocie znajdują się informacje od producenta dotyczące kosmetyku:
Producent zapewnia o ekstraktach owoców znajdujących się w składzie, nawilżeniu, odświeżeniu, przyjemnym zapachu... Jak to jest w rzeczywistości?
W składzie faktycznie znajdziemy ekstrakty z papai i mango za substancjami myjącymi. Dalej substancje koserwujące, zapach, barwniki:
Sam żel jest koloru pomarańczowego, a jego konsystencja jest lekka i dość rzadka. Często pod prysznicem zdarza się, że ucieknie między paluszkami, przez co dużo traci na wydajności. Polecam go w duecie z gąbką - wystarczy wtedy niewielka ilość produktu do umycia całego ciała.
Warto wspomnieć o zapachu - spodziewałam się bomby owocowej, jak w przypadku peelingu. Po otwarciu poczułam bardzo słodką, aż mdłą woń żelu.
Po małym rozczarowaniu z zapachem, czas na efekty. Żel naprawdę dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, nie jest konieczne użycie balsamu po kąpieli. Skóra jest miła w dotyku i dobrze nawilżona. Zapach nie utrzymuje się na skórze po wyjściu spod prysznica, co w moim przypadku bardzo mnie cieszy :)
Raz zrobiłam mały eksperyment, żeby sprawdzić poziom wysuszenia/nawilżenia skóry po kąpieli... Jedną nogę posmarowałam balsamem, drugą po prostu wytarłam i poszłam spać. Następnego dnia rano poczułam naprawdę niewielką różnicę w nawilżeniu i gładkości. ;-)
Drugim kosmetykiem, który używam podczas kąpieli to łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego:
Podobnie jak inne kosmetyki z serii Naturia, które otrzymałam do testów, żel zamknięty jest w przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml. Zamknięcie i tu mnie nie rozczarowało, jest identyczne i równie wytrzymałe.
Na odwrocie znajdują się informacje od producenta:
Faktycznie nagietek, ma właściwości łagodzące i przeciwzapalne, a kwas mlekowy jest odpowiedzialny za prawidłowy odczyn pH. Ale jak przedstawia się cały skład kosmetyku?
Zaczyna się typowo - od substancji myjących. Dopiero w połowie znajdujemy ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego, dalej pantenol, alantoinę, kwas mlekowy. Za tymi dobrociami znajdziemy zapach, sól, substancje konserwujące.
Producent na froncie opakowania zapewniał o braku parabenów i potwierdzam to :)
Żel jest koloru mlecznobiałego, dość gęsty w porównaniu z moimi ulubieńcami (kremowe płyny do higieny intymnej Ziai). Jest też bardzo wydajny.
Zapach jest przyjemny, chociaż bardziej przypomina mi połączenie rumianku z cytryną :) A jak żel sprawdza się w swojej roli? Prawidłowo - nie miałam problemów z żadnymi infekcjami, więc nie wiem jak z działaniem łagodzącym, ale na tyle, ile go używam, jestem z niego bardzo zadowolona. Dodatkowo nie sprawia większych problemów, jak podrażnienia, czy swędzenie.
Podsumowując są to bardzo dobre kosmetyki do codziennej pielęgnacji ciała pod prysznicem. Żel do kąpieli nie skradł mojego serca zapachem, ale za to żel do higieny intymnej spełnił się w swojej roli bardzo dobrze.
Produkty te możecie dostać w cenie około 4-5 zł. ;) Skusicie się?
A na koniec jakże długiego posta małe podsumowanie współpracy:
Do testów otrzymałam 5 produktów z serii Naturia w buteleczkach po 100 ml. Podzieliłam je sobie na trzy grupy - kosmetyki do pielęgnacji ciała pod prysznicem, produkty do włosów, oraz solo peeling do ciała.
Moim ulubieńcem z tej piątki okazał się peeling z czarną porzeczką - mimo lekkiego ścierania przepadłam przez jego cudowny, owocowy zapach. Bardo przyjemnie wygładza skórę. Jego pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.
Na drugim miejscu znalazł się szampon do włosów z miodem i cytryną - bardzo dobrze oczyszcza włosy, jest wydajny, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza dodatkowo włosów. Pełna recenzja TUTAJ.
Na ostatnim miejscu podium nie umiem umieścić jednego produktu - są to dwa kosmetyki. Odżywka bez spłukiwania, oraz żel do higieny intymnej. Mimo, że odzywkę bardzo lubię, i towarzyszy mi zawsze w łazience, nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Jest poprawna, dobrze działa na włosy, nie obciąża, nie przetłuszcza ich dodatkowo, fajnie spisuje się przy zabezpieczaniu końcówek i utrzymywaniu odpowiedniego nawilżenia włosów. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ.
Żel do higieny intymnej spisał się tak, jak powinien w swojej roli. Myje, nie powoduje podrażnień, ma fajny skład i kilka naprawdę dobrych substancji, które zapewniają mu miano łagodzącego.
Na samym końcu znajduje się żel pod prysznic z mango i papają, głównie przez swój zapach - zbyt słodki, aż mdły. Poza tym jest to dobry produkt myjący, który nie wysusza skóry i nie podrażnia jej.
Chciałabym na koniec bardzo podziękować za możliwość przetestowania tych produktów pani Paulinie oraz Laboratoirum Kosmetycznemu Joanna.
![]() |
| KLIK |
Fakt, że kosmetyki dostałam w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię o nich.
Serdecznie pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli :*
#217. Peelingująca czarna porzeczka od Joanny ;-)
Całkiem niedawno po krótkiej, ale konkretnej wymianie maili z Panią Pauliną nawiązałam nową współpracę z Laboratorium Kosmetycznym Joanna.
Przyznam szczerze, że ucieszył mnie ten fakt, bo firmę znam i lubię za dobre produkty w cenach na każdy portfel! :) W przesyłce otrzymałam 5 produktów po 100 ml z serii Naturia:
Znalazłam tam łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego, odświeżający żel pod prysznic z mango i papają, wygładzający peeling myjący z czarną porzeczką, szampon oraz odżywkę bez spłukiwania z miodem i cytryną do włosów suchych i zniszczonych.
W ciągu najbliższych dni możecie spodziewać się recenzji każdego z powyższych produktów, a na koniec post podsumowujący produkty wraz z ich rankingiem! :)
Na dobry początek chciałam napisać parę słów na temat cudownie pachnącego peelingu :)
Moje pierwsze skojarzenie z peelingami Joanny to cudowny, soczysty zapach! Ten nie różni się od pozostałych, z którymi miałam styczność w przeszłości.. Ale od początku :)
Produkt zamknięty jest w przezroczystej buteleczce, która mieści 100 g produktu. Opakowanie jest wygodne, nie wyślizguje się z dłoni pod prysznicem dzięki wyprofilowaniom. Grafika jest prosta, przejrzysta, utrzymana głównie w bieli. Na froncie znajduje się smakowicie wyglądająca czarna porzeczka ;-)
Peeling jest barwy fioletowej z widocznymi ciemnymi drobinkami i pęcherzykami powietrza.
Buteleczka jest zamykana z charakterystycznym kliknięciem, co gwarantuje bezpieczne przechowywanie. Przyznam, że robiłam tym produktom mały test: ściskałam z całych sił opakowania i... żadnych niemiłych niespodzianek ;)
Obietnice producenta są niezwykle kuszące ;-) Czy są zgodne z prawdą opowiem pod koniec posta ;)
Poniżej zoom na skład produktu oraz sposób użycia:
Na początku składu znajdziemy substancje myjące i glicerynę. Za połową znajduje się ekstrakt z owoców czarnej porzeczki, zapach, barwniki... Niewiele dobrego, ale sama nie wiem jak powinien wyglądać idealny skład peelingu. Ważniejsze w tym momencie jest dla mnie działanie, o czym już za chwilę. ;-)
Konsystencja produktu jest gęsta, nie lejąca, nie ma opcji żeby peeling przeciekał między palcami pod prysznicem. Jak wcześniej wspomniałam - zawiera drobinki ścierające, oraz coś jakby pęcherzyki powietrza ;)
Warto wspomnieć też o oszałamiającym zapachu.. Rewelacja! Słodki i soczysty, ale nie mdły. Aż chciałoby się spróbować....! :)
A teraz część najważniejsza! Efekty, działanie, wrażenia... :) Pachnidełko faktycznie może służyć za produkt myjący - podczas masażu tworzy się delikatna piana, która zapewnia efekt czystej skóry, chociaż ja osobiście wolę zastosować peeling dopiero po żelu pod prysznic. Mimo delikatnego ścierania skóra jest gładka i nawilżona, nie ma większej potrzeby stosowania balsamu do ciała po kąpieli. Byłabym zachwycona, gdyby peeling miał mocniejsze drobinki, do ciała lubię typowe drapacze - najchętniej szorstka strona gąbki :) Z tego powodu wydajność produktu spada, jednak w takiej cenie jestem w stanie przymknąć na to oko. Szkoda, że zapach po kąpieli nie pozostaje na skórze..
Peeling dostaniemy niemal w każdej drogerii w cenie około 4 zł. Gorąco polecam szczególnie dla fanek (i może fanów? są tu mężczyźni?! :D) słodkich zapachów. Za takie pieniążki aż szkoda nie wypróbować, uwierzcie! :)
Pozdrawiam! :)
![]() |
| KLIK |
Przyznam szczerze, że ucieszył mnie ten fakt, bo firmę znam i lubię za dobre produkty w cenach na każdy portfel! :) W przesyłce otrzymałam 5 produktów po 100 ml z serii Naturia:
Znalazłam tam łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego, odświeżający żel pod prysznic z mango i papają, wygładzający peeling myjący z czarną porzeczką, szampon oraz odżywkę bez spłukiwania z miodem i cytryną do włosów suchych i zniszczonych.
W ciągu najbliższych dni możecie spodziewać się recenzji każdego z powyższych produktów, a na koniec post podsumowujący produkty wraz z ich rankingiem! :)
Na dobry początek chciałam napisać parę słów na temat cudownie pachnącego peelingu :)
Moje pierwsze skojarzenie z peelingami Joanny to cudowny, soczysty zapach! Ten nie różni się od pozostałych, z którymi miałam styczność w przeszłości.. Ale od początku :)
Produkt zamknięty jest w przezroczystej buteleczce, która mieści 100 g produktu. Opakowanie jest wygodne, nie wyślizguje się z dłoni pod prysznicem dzięki wyprofilowaniom. Grafika jest prosta, przejrzysta, utrzymana głównie w bieli. Na froncie znajduje się smakowicie wyglądająca czarna porzeczka ;-)
Peeling jest barwy fioletowej z widocznymi ciemnymi drobinkami i pęcherzykami powietrza.
Buteleczka jest zamykana z charakterystycznym kliknięciem, co gwarantuje bezpieczne przechowywanie. Przyznam, że robiłam tym produktom mały test: ściskałam z całych sił opakowania i... żadnych niemiłych niespodzianek ;)
Obietnice producenta są niezwykle kuszące ;-) Czy są zgodne z prawdą opowiem pod koniec posta ;)
Poniżej zoom na skład produktu oraz sposób użycia:
Na początku składu znajdziemy substancje myjące i glicerynę. Za połową znajduje się ekstrakt z owoców czarnej porzeczki, zapach, barwniki... Niewiele dobrego, ale sama nie wiem jak powinien wyglądać idealny skład peelingu. Ważniejsze w tym momencie jest dla mnie działanie, o czym już za chwilę. ;-)
Konsystencja produktu jest gęsta, nie lejąca, nie ma opcji żeby peeling przeciekał między palcami pod prysznicem. Jak wcześniej wspomniałam - zawiera drobinki ścierające, oraz coś jakby pęcherzyki powietrza ;)
Warto wspomnieć też o oszałamiającym zapachu.. Rewelacja! Słodki i soczysty, ale nie mdły. Aż chciałoby się spróbować....! :)
A teraz część najważniejsza! Efekty, działanie, wrażenia... :) Pachnidełko faktycznie może służyć za produkt myjący - podczas masażu tworzy się delikatna piana, która zapewnia efekt czystej skóry, chociaż ja osobiście wolę zastosować peeling dopiero po żelu pod prysznic. Mimo delikatnego ścierania skóra jest gładka i nawilżona, nie ma większej potrzeby stosowania balsamu do ciała po kąpieli. Byłabym zachwycona, gdyby peeling miał mocniejsze drobinki, do ciała lubię typowe drapacze - najchętniej szorstka strona gąbki :) Z tego powodu wydajność produktu spada, jednak w takiej cenie jestem w stanie przymknąć na to oko. Szkoda, że zapach po kąpieli nie pozostaje na skórze..
Peeling dostaniemy niemal w każdej drogerii w cenie około 4 zł. Gorąco polecam szczególnie dla fanek (i może fanów? są tu mężczyźni?! :D) słodkich zapachów. Za takie pieniążki aż szkoda nie wypróbować, uwierzcie! :)
Pozdrawiam! :)
#169. Ulubieńcy marca i kwietnia
W kwietniu jakoś brakło mi czasu na podsumowanie ulubieńców poprzedniego miesiąca, dlatego dzisiaj post obejmujący razem marzec i kwiecień ;-) Zapraszam na przegląd hitów ostatnich dwóch miesięcy!
Ta pierwsza podbiła moje serce już jakiś czas temu, a w kwietniu przy okazji wizyty w Rossmannie z Olą nabyłyśmy pomadki w kolorze 05. Szykuję o nich jakąś małą recenzję, na razie mogę powiedzieć że są fajne w codziennym makijażu i użytku ;-)
Coś dla cery:
Kremy Kamill, które są moim okryciem roku! W większości piękne zapachy, świetna konsystencja, świetne nawilżenie! Jestem nimi zachwycona, tym bardziej że są ogólnodostępne i można je dostać w fajnych promocyjnych cenach ;-) Zero parafin, zero tłustych warstw i świetny efekt na dłoniach ;-)
Warto wspomnieć o ulubieńcu, który powędrował do kosza już z ostatnim denkiem, czyli o żelowym podkładzie Rimmela, o którym możecie przeczytać TU.
Znacie któryś z tych produktów? Lubicie je, czy może macie inne zdanie na ich temat? ;-) Jak Wasi ulubieńcy?
Pozdrawiam! :*
Po pierwsze - cień Serendipity!
Podbił moje serce od pierwszego użycia! Solo, jak i dodatek do makijażu wykonanego innymi cieniami prezentuje się cudownie, na pewno zobaczycie go u mnie jeszcze nie raz ;-)
Kolejnym ulubieńcem są pomadki Wibo Eliksir w kolorach 07 i 05.
Ta pierwsza podbiła moje serce już jakiś czas temu, a w kwietniu przy okazji wizyty w Rossmannie z Olą nabyłyśmy pomadki w kolorze 05. Szykuję o nich jakąś małą recenzję, na razie mogę powiedzieć że są fajne w codziennym makijażu i użytku ;-)
Coś dla cery:
Recenzję tego kremu Barwy znajdziecie TUTAJ. Zdania na jego temat nie zmieniłam, zostanie ze mną na długo ;-)
Peeling od BingoSpa, który niestety jest już powoli na wykończeniu. Jego recenzja też pojawiła się już na blogu, dokładniej pod TYM linkiem. Świetny i pewnie przy okazji kupię kolejne opakowania, moja buzia bardzo się z nim polubiła ;-)
No i coś dla dłoni:
Kremy Kamill, które są moim okryciem roku! W większości piękne zapachy, świetna konsystencja, świetne nawilżenie! Jestem nimi zachwycona, tym bardziej że są ogólnodostępne i można je dostać w fajnych promocyjnych cenach ;-) Zero parafin, zero tłustych warstw i świetny efekt na dłoniach ;-)
Warto wspomnieć o ulubieńcu, który powędrował do kosza już z ostatnim denkiem, czyli o żelowym podkładzie Rimmela, o którym możecie przeczytać TU.
Znacie któryś z tych produktów? Lubicie je, czy może macie inne zdanie na ich temat? ;-) Jak Wasi ulubieńcy?
Pozdrawiam! :*
#150. Peeling? Ale jaki?
Często sięgamy po peelingi w swojej pielęgnacji - czy to twarzy czy ciała. Jak je dobieramy? Ja - zawsze dokonuję tego zakupu skuszona opinią blogerek, reklamą lub grafiką. Ale jaka jest różnica w poszczególnych produktach? Zapraszam do dalszej lektury! :)
Peelingi, o których dzisiaj mowa, to peeling cukrowy, enzymatyczny, solny i ujędniający/antycellulitowy. 1. Peeling cukrowy.
OGÓLNIE: Działa delikatnie i skutecznie.
JAK DZIAŁA: Delikatnie złuszcza naskórek.
DLA KOGO: Idealny dla suchej i/lub łuszczącej się skóry.
ZALETY: Kryształki cukru zawarte w peelingu zazwyczaj zanurzone są w olejkach, co daje poza złuszczeniem naskórka świetne nawilżenia i zmiękczenie skóry. Najlepiej stosować go na noc, nie wymaga konieczności użycia balsamu.
JAK CZĘSTO: To kwestia indywidualna i zależna od stanu skóry, chociaż zaleca się stosować około 2 razy na tydzień.
PRZYKŁADY:
![]() |
| źródło |
![]() |
| źródło |
2. Peeling enzymatyczny.
OGÓLNIE: Rozpuszcza naskórek dzięki zawartym w nim enzymom.
JAK DZIAŁA: Rozpuszcza naskórek w delikatny i bezpieczny sposób.
DLA KOGO: Dla osób z wrażliwą skórą. Zalecany także do cery tłustej i mieszanej, a także problematycznej, gdyż nie rozsiewa stanów zapalnych na inne partie twarzy.
ZALETY: Różnica pomiędzy peelingiem enzymatycznym i mechanicznym polega na tym, że rozpuszcza, a nie ściera martwy naskórek, dzięki czemu ogranicza podrażnienia. Można go użyć nawet na delikatną skórę dekoltu, szyi, czy nóg z pojawiającymi się żylakami. Dobrze radzi sobie z drobnymi krostkami i wysypkami.
JAK CZĘSTO: Wedle uznania i konieczności.
PRZYKŁADY:
![]() |
| źródło |
3. Peeling solny.
OGÓLNIE: Złuszcza nawet zrogowaciałą skórę.
JAK DZIAŁA: Mocno złuszcza naskórek dzięki dużym i chropowatym kryształkom soli.
DLA KOGO: Dla osób ze skórą bez problemów, jak na przykład pękające naczynka, czy duża wrażliwość na uszkodzenia mechaniczne.
ZALETY: Skutecznie złuszcza martwy naskórek, dotlenia i oczyszcza skórę z toksyn. Dodatkowo sól podczas rozpuszczania się pod wpływem wody i dostarcza skórze cennych składników mineralnych.
JAK CZĘSTO: 1 w tygodniu, a w przypadku skóry zrogowaciałej 2 razy w tygodniu.
PRZYKŁADY:
![]() |
| źródło |
![]() |
| źródło |
OGÓLNIE: Stosowany w walce z cellulitem. Najlepiej stosować w połączeniu z szorstką gąbką lub rękawiczką.
JAK DZIAŁA: Wspomaga proces ujędrnienia skóry, pomaga niwelować cellulit, nadaje skórze elastyczność.
DLA KOGO: Dla osób, które chcą pozbyć się pomarańczowej skórki i ujędrnić ciało.
ZALETY: Złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę, poprawia mikrokrążenie krwi. Często drobinki tego typu produktów zanurzone są w preparatach antycellulitowych i ujędrniających. Zawierają one często ekstrakty z cytrusów lub kofeinę.
JAK CZĘSTO: 2-3 w tygodniu, rzadziej przy skórze wrażliwej i skłonnej do podrażnień.
PRZYKŁADY:
![]() |
| źródło |
![]() |
| źródło |
Po jaki peeling sięgacie najczęściej? Macie swoich faworytów? ;-) Czy po tym poście odkryłyście, że powinnyście stosować inny produkt niż dotychczas?
Pozdrawiam i życzę miłych i spokojnych przygotowań do świąt! :*
#147. Bingo!
Ostatnim razem pisałam, że trafił mi się w zestawie od Bingo produkt, z którego jestem bardzo zadowolona, stał się szybko moim ulubieńcem, więc szybciutko piszę recenzję na temat tego cudeńka! :) Co to jest? Zobaczcie same:
Po wyszperaniu informacji na stronie sklepu Bingo od razu wiedziałam, że to jest TO! :) Co mnie zachęciło? Obietnice delikatnego usunięcia martwego naskórka, oczyszczenie zatkanych porów i ich zwężenie. O efektach na mojej buzi będzie dalej, tymczasem wspomnę o opakowaniu, chociaż nie ma co tu dużo mówić ;-) Standardowe opakowanie dla tego typu produktów - odkręcany słoiczek opatrzony naklejką z informacjami od producenta i składem produktu, które przedstawiają się następująco:
Skład jak dla mnie rewelacyjny, pomijając parabeny na samym końcu. Sposób użycia jest taki sam, jak przy każdym innym peelingu, nic nowego.
Po odkręceniu słoiczka nie czuć żadnego zapachu, jednak po umyślnym powąchaniu dotrze do nas specyficzny zapach, który osobiście bardzo mi się spodobał, niestety nie jestem w stanie Wam go przybliżyć. :( Ciężki do opisania i skojarzenia z czymś innym.
Konsystencja peelingu jest dość rzadka, ale nie ma szans, żeby produkt spłynął z dłoni, czy twarzy. Początkowo byłam zaskoczona, z jaką łatwością po przechyleniu słoiczka cała zawartość ,,pływała''. Tym większe zaskoczenie kiedy pierwszy raz go użyłam i okazało się, że jest to konsystencja (dla mnie!) idealna.
Peeling jest niesamowicie wydajny, przy częstym i obfitym używaniu zużyłam go naprawdę niewiele, co widać na powyższych zdjęciach.
A teraz najważniejsze - jak się spisał na buzi? Skoro hit i ulubieniec, nie trudno się domyślić, że rewelacyjnie. Jest bardzo delikatny, a przy tym skuteczny, co bardzo odpowiada mojej buzi. Wcześniej używając innych peelingów miałam podrażnioną buzię, a dodatkowo problemy skórne rozsiane na całej buzi. Po tym jest zupełnie inaczej - buzia jest gładka i napięta, nie ściągnięta. Świetnie usuwa martwy naskórek, chociaż dla niektórych może być trochę za słaby.
Po użyciu peelingu pory faktycznie są oczyszczone, a przy częstszym użytkowaniu (około 3-4 razy w tygodniu) zauważyłam przy makijażu faktycznie zwężone pory. Zazwyczaj jednak używam go 1-2 razy w tygodniu, aby nie doprowadzić do ewentualnych podrażnień buzi.
Peeling oceniam na 6 z ogromnym plusem - o takim: + :) Świetny w pielęgnacji cery mieszanej, jak moja, ,,dogadał się'' z nią idealnie, działanie i efekty są bardzo zadowalające. Dodatkowo wydajność i cena w porównaniu do jakości.. Jak dla mnie same plusy!
A skoro mowa o cenie - produkt kosztuje 12 zł i można kupić go TUTAJ.
Produkt gorąco polecam, a ze mną zostanie na dłuuuugo! ;-)
Pozdrawiam! ;*
Po wyszperaniu informacji na stronie sklepu Bingo od razu wiedziałam, że to jest TO! :) Co mnie zachęciło? Obietnice delikatnego usunięcia martwego naskórka, oczyszczenie zatkanych porów i ich zwężenie. O efektach na mojej buzi będzie dalej, tymczasem wspomnę o opakowaniu, chociaż nie ma co tu dużo mówić ;-) Standardowe opakowanie dla tego typu produktów - odkręcany słoiczek opatrzony naklejką z informacjami od producenta i składem produktu, które przedstawiają się następująco:
Skład jak dla mnie rewelacyjny, pomijając parabeny na samym końcu. Sposób użycia jest taki sam, jak przy każdym innym peelingu, nic nowego.
Po odkręceniu słoiczka nie czuć żadnego zapachu, jednak po umyślnym powąchaniu dotrze do nas specyficzny zapach, który osobiście bardzo mi się spodobał, niestety nie jestem w stanie Wam go przybliżyć. :( Ciężki do opisania i skojarzenia z czymś innym.
Konsystencja peelingu jest dość rzadka, ale nie ma szans, żeby produkt spłynął z dłoni, czy twarzy. Początkowo byłam zaskoczona, z jaką łatwością po przechyleniu słoiczka cała zawartość ,,pływała''. Tym większe zaskoczenie kiedy pierwszy raz go użyłam i okazało się, że jest to konsystencja (dla mnie!) idealna.
Peeling jest niesamowicie wydajny, przy częstym i obfitym używaniu zużyłam go naprawdę niewiele, co widać na powyższych zdjęciach.
A teraz najważniejsze - jak się spisał na buzi? Skoro hit i ulubieniec, nie trudno się domyślić, że rewelacyjnie. Jest bardzo delikatny, a przy tym skuteczny, co bardzo odpowiada mojej buzi. Wcześniej używając innych peelingów miałam podrażnioną buzię, a dodatkowo problemy skórne rozsiane na całej buzi. Po tym jest zupełnie inaczej - buzia jest gładka i napięta, nie ściągnięta. Świetnie usuwa martwy naskórek, chociaż dla niektórych może być trochę za słaby.
Po użyciu peelingu pory faktycznie są oczyszczone, a przy częstszym użytkowaniu (około 3-4 razy w tygodniu) zauważyłam przy makijażu faktycznie zwężone pory. Zazwyczaj jednak używam go 1-2 razy w tygodniu, aby nie doprowadzić do ewentualnych podrażnień buzi.
Peeling oceniam na 6 z ogromnym plusem - o takim: + :) Świetny w pielęgnacji cery mieszanej, jak moja, ,,dogadał się'' z nią idealnie, działanie i efekty są bardzo zadowalające. Dodatkowo wydajność i cena w porównaniu do jakości.. Jak dla mnie same plusy!
A skoro mowa o cenie - produkt kosztuje 12 zł i można kupić go TUTAJ.
Produkt gorąco polecam, a ze mną zostanie na dłuuuugo! ;-)
Pozdrawiam! ;*
















































