Zazwyczaj rzucam posty na temat ulubieńców danego miesiąca, jednak w przypadku marca nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać także o kosmetyku, który okazał się nie lada kitem...
A oto cała gromadka:
Ale zacznijmy najpierw od tej pozytywnej strony i paru pochwał ;-) Domyślacie się, co okazało się kitem?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsam. Pokaż wszystkie posty
#248. Brzoskwiniowe love :)
Witajcie! :) Ja już rozpoczynam wolne świąteczne. Tak bardzo nie mogłam się tego doczekać! :) Mimo że zima i święta za pasem, to ja przychodzę z moim owocowym ulubieńcem ;-) Zapachnie latem? Wiecie o czym mowa? ;-)
Jeśli jeszcze się nie domyślacie, to.... Jest to balsam od Sorai z serii So Pretty w wersji Sunny Peach ;-) Jak cała seria balsam jest odziany głownie w bladoróżową, słodką i przykuwającą wzrok szatę graficzną. Opakowanie jest smukłe z czarnym zamknięciem na górze, mieści 300 ml produktu.
Na odwrocie producent zamieścił podstawowe informacje o balsamie- zadania, składniki aktywne, skład, sposób użycia..
Produkt ma za zadanie ujędrniać, nawilżać i wygładzać skórę. A jak jest w rzeczywistości? ;-) To, jak zawsze, zostawiam na koniec ;)
Po otwarciu opakowania do mojego noska dochodzi słodki, dość chemiczny, ale niesamowicie przyjemny zapach, przypominający jogurt brzoskwiniowy. Nie jest zbyt intensywny, nie drażni, pozostawia delikatnie wyczuwalną nutę zapachową na skórze.
A jak spisuje się w codziennej pielęgnacji suchej skóry? Idealnie! Stosuję go codziennie po kąpieli na lekko wilgotne ciało. Zanim zdążę się ogarnąć, ze swoimi codziennymi wieczornymi czynnościami cienka warstwa zdąży wchłonąć się w skórę. Z grubszą trzeba nieco dłużej poczekać.
Zawsze miałam problemy z systematycznym stosowaniem tego typu produktów. Dzięki Sorai zmieniło się to i weszło mi w nawyk. Tym bardziej, że czuję efekty na skórze! Generalnie mam bardzo suchą skórę, która pod wpływem twardej wody dodatkowo zaczyna się łuszczyć. Odkąd zaczęłam regularnie stosować balsam nie zauważyłam takich suchości na ciele, dodatkowo skóra jest nawilżona i wygładzona. Aplikacja tego produktu to czysta przyjemność, przez jego lekką konsystencję ;-)
Po raz pierwszy tak zachwycił mnie jakikolwiek produkt do pielęgnacji mojej skóry i jestem pewna, że będę do tych balsamów często wracać ;-) Żałuję, że ta wersja zaczyna sięgać już dna.
A Wy lubicie balsamy od Sorai? Miałyście styczność z tym balsamem? ;-) A może macie równie świetnych ulubieńców godnych polecenia? ;-)
Pozdrawiam! :*
Jeśli jeszcze się nie domyślacie, to.... Jest to balsam od Sorai z serii So Pretty w wersji Sunny Peach ;-) Jak cała seria balsam jest odziany głownie w bladoróżową, słodką i przykuwającą wzrok szatę graficzną. Opakowanie jest smukłe z czarnym zamknięciem na górze, mieści 300 ml produktu.
Na odwrocie producent zamieścił podstawowe informacje o balsamie- zadania, składniki aktywne, skład, sposób użycia..
Produkt ma za zadanie ujędrniać, nawilżać i wygładzać skórę. A jak jest w rzeczywistości? ;-) To, jak zawsze, zostawiam na koniec ;)
Po otwarciu opakowania do mojego noska dochodzi słodki, dość chemiczny, ale niesamowicie przyjemny zapach, przypominający jogurt brzoskwiniowy. Nie jest zbyt intensywny, nie drażni, pozostawia delikatnie wyczuwalną nutę zapachową na skórze.
A jak spisuje się w codziennej pielęgnacji suchej skóry? Idealnie! Stosuję go codziennie po kąpieli na lekko wilgotne ciało. Zanim zdążę się ogarnąć, ze swoimi codziennymi wieczornymi czynnościami cienka warstwa zdąży wchłonąć się w skórę. Z grubszą trzeba nieco dłużej poczekać.
Zawsze miałam problemy z systematycznym stosowaniem tego typu produktów. Dzięki Sorai zmieniło się to i weszło mi w nawyk. Tym bardziej, że czuję efekty na skórze! Generalnie mam bardzo suchą skórę, która pod wpływem twardej wody dodatkowo zaczyna się łuszczyć. Odkąd zaczęłam regularnie stosować balsam nie zauważyłam takich suchości na ciele, dodatkowo skóra jest nawilżona i wygładzona. Aplikacja tego produktu to czysta przyjemność, przez jego lekką konsystencję ;-)
Po raz pierwszy tak zachwycił mnie jakikolwiek produkt do pielęgnacji mojej skóry i jestem pewna, że będę do tych balsamów często wracać ;-) Żałuję, że ta wersja zaczyna sięgać już dna.
A Wy lubicie balsamy od Sorai? Miałyście styczność z tym balsamem? ;-) A może macie równie świetnych ulubieńców godnych polecenia? ;-)
Pozdrawiam! :*
#154. Marcowe denko! :)
Denko jest, jednak z małym opóźnieniem, a to wszystko przez święta ! :) Dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, żeby przygotować ten post. Zapraszam na przegląd zużyć marca :)
Po pierwsze - twarz i włosy:
Po drugie - dłonie:
Madame Lambre, Perfuma o numerze 27 - kompozycja kwiatowa, dość przyjemna, jednak nie do końca trafiła w mój gust ;-) Z chęcią poznałabym inne zapachy ;-)
Biały jeleń, Żel do mycia twarzy - bardzo przyjemny żel, dobrze oczyszcza buzię, nie podrażnia i nie uczula ;) Jeśli znajdę pełnowymiarowe opakowanie w przyszłości, możliwe, że skuszę się na zakup :)
Biały jeleń, Emulsja do higieny intymnej - kolejny bardzo dobry produkt tej firmy. Delikatny, o lekkiej konsystencji, idealnie spisuje się w swojej roli, nie podrażnia ;)
Paloma, BodySPA, Masła do ciała - oliwka nie przypadła mi do gustu aż tak jak macadamia. Masełko to pachnie przecudownie, przyjemnie rozprowadza się na ciele, szybko wchłania i nieźle nawilża. ;)
Archipelag Piękna, Olej kokosowy - używałam go głównie jako dodatek do kremów do rąk, gdzie spisywał się świetnie, a dodatkowo pięknie pachniał ;-)
Znacie któryś z tych produktów? Lubicie? Może macie odmienne zdanie na ich temat? ;-)
Pozdrawiam! :*
Po pierwsze - twarz i włosy:
Ziaja, Tonik bioaloesowy - mimo, że tonik przeznaczony jest dla cery suchej i normalnej używałam go dość często. Bardzo dobry produkt, fajnie nawilża i odświeża buzię, z chęcią wypróbuję inne toniki Ziai :)
BingoSpa, Jedwabne serum do mycia włosów - powtarzać się nie będę, na recenzję zapraszam TUTAJ ;-)
Bielenda, 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - przyjemny płyn, jest to już moje chyba 3 opakowanie produktów do demakijażu od Bielendy, teraz jednak kupiłam coś innego ;)
Po drugie - dłonie:
Isana, Zmywacz do paznokci - acetonowy zmywacz, który jest już ze mną od dawna ;) Lubię go i niedługo pewnie pobiegnę po kolejną buteleczkę.
Sensique, Zmywacz do paznokci - zmywacz z genialną pompką o dość przyjemnym zapachu. Duża butla, którą dorwałam na promocji w Naturze, świetna pompka, dzięki której nie musimy bawić się w okręcanie, przechylanie, nie martwimy się że coś się wyleje... Naciskamy pompkę i gotowe! :) Bardzo się z nim polubiłam, jeśli trafię ponownie na promocję, na pewno go kupię ;)
Kamill, Krem do rąk - jest to wersja mini, która zawiera 30 ml kremu. Idealna tubka do torebki na jakieś wyjście, czy na uczelnię. Sam produkt jest niesamowicie dobry! Pięknie pachniał, nawilżał dłonie bardzo dobrze, nie pozostawiał tłustej warstwy, szybko się wchłaniał... Kremy Kamill bardzo zapunktowały u mnie, uwielbiam je i już mam kolejne tubki :)
Po trzecie - ciało i próbki:
Vaseline, balsam do ciała - kosmetyk historia! Nie wiem ile on już jest ze mną, ile zwiedził... Czas się pozbyć po (aż wstyd mówić!) kilku latach zbierania kurzu. :(
Barwa, Mleczko pod prysznic miód i mleko - Bardzo nie spodobał mi się ten produkt, a zwłaszcza jego zapach. Jak dla mnie był mdły i wręcz nieprzyjemny :( Zużyłam go w ekspresowym tempie, był bardzo niewydajny, ale w tym przypadku to akurat duży plus, naprawdę chciałam się go szybko pozbyć.
Barwa, Tutto Fresco, Balsam do ciała pomarańcza i guarana - kolejna kompozycja zapachowa, która mi nie przypadła do gustu, podobnie jak sam produkt. Balsam był rzadki, dość długo się wchłaniał i zniknął po może 10 użyciach? Słabiutki produkt, zawierający parafinę w składzie. Zdecydowanie nie dla mnie.
Skin 79, Krem BB - próbka wystarczyła na 2 użycia. Byłam bardzo z niego zadowolona, ładnie wyrównał koloryt buzi, przytuszował kilka krostek i nawilżył buzię. Pierwszy BB krem, z którego jestem naprawdę zadowolona po porażce z Garnierem ;-)
Avon, Super Extend Extreme Mascara - tusz do rzęs, który spisywał się nieźle i ładnie wyglądał na rzęsach, a kiepsko się zmywał. Później przepadł, poszedł w zapomnienie, a w marcu postanowiłam się go pozbyć.
Madame Lambre, Perfuma o numerze 27 - kompozycja kwiatowa, dość przyjemna, jednak nie do końca trafiła w mój gust ;-) Z chęcią poznałabym inne zapachy ;-)
Biały jeleń, Żel do mycia twarzy - bardzo przyjemny żel, dobrze oczyszcza buzię, nie podrażnia i nie uczula ;) Jeśli znajdę pełnowymiarowe opakowanie w przyszłości, możliwe, że skuszę się na zakup :)
Biały jeleń, Emulsja do higieny intymnej - kolejny bardzo dobry produkt tej firmy. Delikatny, o lekkiej konsystencji, idealnie spisuje się w swojej roli, nie podrażnia ;)
Paloma, BodySPA, Masła do ciała - oliwka nie przypadła mi do gustu aż tak jak macadamia. Masełko to pachnie przecudownie, przyjemnie rozprowadza się na ciele, szybko wchłania i nieźle nawilża. ;)
Archipelag Piękna, Olej kokosowy - używałam go głównie jako dodatek do kremów do rąk, gdzie spisywał się świetnie, a dodatkowo pięknie pachniał ;-)
Znacie któryś z tych produktów? Lubicie? Może macie odmienne zdanie na ich temat? ;-)
Pozdrawiam! :*
#35. Avon, Avon Care Family, Rich Moisture Family Cream
Dzisiaj pod lupę biorę rodzinny krem z wyciągiem z rumianku i owsa do twarzy, rąk i ciała firmy Avon.
Na początek powiem, że krem jest przyjemny, ale mam parę uwag, przez które na pewno nie skusiłabym się na niego po raz drugi.
Na początek powiem, że krem jest przyjemny, ale mam parę uwag, przez które na pewno nie skusiłabym się na niego po raz drugi.








