Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna. Pokaż wszystkie posty

#289. Aktualizacja włosowa - kwiecień!

           Kolejny post podsumowujący miesiąc walki o długość włosów ;-) Tym razem nie skupiałam się na konkretnych produktach - głównie używałam balsamu prowansalskiego Planeta Organica oraz drożdżową maskę BingoSpa na skalp, poza tym szampon i balsam Aleppo również Planeta Organica, szampon Joanny do włosów przetłuszczających się, a także maseczkę z Avonu, odżywkę do włosów kręconych Isany, odżywkę Lee Stafford... 

           Jednak najważniejsze w tym poście są postępy i długość... ;-)



             Uważam że postęp jest, włosy urosły około 2-2,5 cm, jednak zauważyłam przesuszone włosy przy buzi, oraz suche końce. Na minus również zauważyłam, że produkty Planeta Organica spowodowały na skalpie przesuszenie i łupież. Mam nadzieję że drożdżowa maseczka babci Agafii szybko załagodzi ten problem, właśnie od dziś znów gości u mnie w łazience :) 


             Podsumowując ten miesiąc - nie jestem do końca zadowolona, teraz stawiam sobie cel - uspokoić skórę głowy oraz zadbać o odpowiednie nawilżenie włosów. :) 
             A jak Wasze włosy w tym miesiącu? ;-)



             Pozdrawiam :*

#244. Joanna, Żel pod prysznic z aloesem i limonką

Mówią, że dopiero w wigilię zwierzęta zaczynają mówić ludzkim głosem, u nas jednak wigilia nastała wcześniej i w ramach przedświątecznego prezentu pojawiam się tutaj z recenzją żelu pod prysznic firmy Joanna z serii Naturia.



Zaczynamy! Na sam początek chcę odnieść się do opakowania tego produktu. Jako człowiek, który o kosmetykach wie tyle samo co o wpływie zorzy polarnej na rozmnażanie się pingwinów, denerwuje mnie jedna rzecz. Mianowicie, nie ważne czy to szampon, odżywka do włosów czy żel pod prysznic, pakują to wszystko w identyczne pudełeczka. Nawet szata graficzna jest taka sama! I co ja biedny mam począć? Stoję pod prysznicem, woda leje się na głowę, stoi dziesięć takich samych buteleczek, a ja mrużąc oczy (bo średnio widzę) z lupą w ręce szukam właściwej, żeby przypadkiem nie wykąpać się w odżywce, bo nawet po kolorze nie idzie tego ogarnąć… No gdzie sens i logika? To tak tytułem wstępu.
Jeżeli idzie o sam specyfik, był on całkiem przyjemny. Producent twierdzi, że jest on typu „unisex” z czym całkowicie się zgodzę, bo wcale jak kobieta nie pachniałem. Dało się wyczuć wyraźnie zapachy, które wyczuwalne być powinny, czyli limonka i aloes. Oczyszczająco działa bardzo dobrze, szczerze mówiąc nawet z usunięciem oleju silnikowego spod paznokci nie miał problemów, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Nawilża dobrze, po kąpieli skóra jest miękka, nie przypomina papieru ściernego czy czegoś w tym stylu. Jedna rzecz jest troszkę słaba w tym produkcie, mianowicie jego wydajność. Skończył się bardzo szybko, bo żeby uzyskać jego skuteczność trzeba używać go w dużych ilościach.
Podsumowując, z produktu jestem zadowolony, chciałbym jednak żeby firma pokusiła się o jakiś nowy pomysł graficzny na opakowanie tego specyfiku.
                                                                                              

Pozdrawiam ciepło z zasypanego śniegiem Lublina :)
                                                                                                                             Krzysiek.




PS. Czy ktokolwiek jest mi w stanie wytłumaczyć co znaczy słowo „energizujący” które znalazłem na etykiecie żelu? Totalnie nie wiem o co z tym chodzi, więc nie mogę się wypowiedzieć czy taki właśnie on jest ;)
                

#223. Chcesz zostać twarzą znanej marki?

         Witajcie Kochani! :*


        Dziś przychodzę z małymi wieściami z frontu kosmetycznego... ;-) 

        Jeśli chcecie poczuć odrobię sławy i zobaczyć siebie na opakowaniu kosmetyków, zapraszam do zapoznania się z konkursem ,,Zostań twarzą naszych kosmetyków'' organizowanym przez Laboratorium Kosmetyczne Joanna:




         Aby spróbować swoich sił i pokazać siebie nie trzeba dużo - wystarczy wysłać SMSa, który gwarantuje Wam udział w konkursie, a następnie wysłać swoje zdjęcie lub zdjęcia w większej ilości. :) Wiem, że podczytuje mnie ogrom pięknych dziewczyn i kobiet, dlatego zachęcam, nie ma się czego wstydzić! Może akurat warto spróbować? Po szczegóły konkursu klikajcie TUTAJ.

         Zapraszam do zabawy, może niedługo jedną z Was zobaczę na opakowaniu kosmetyków stylizujących Joanny? :) 



         Serdecznie pozdrawiam! :*

#219. Kąpiel z Joanną, oraz krótkie podsumowanie współpracy

       Dziś trzeci i post dotyczący ostatniej współpracy z Laboratorium Kosmetyczne Joanna



        W tym poście na tapetę bierzemy produkty typowo kąpielowe - żel pod prysznic oraz żel do higieny intymnej. ;-)

       
        Na początek odświeżający żel pod prysznic z mango i papają:




        Żel zamknięty jest w standardowej przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml, opatrzonej w dość prostą i przejrzystą grafikę (biel, owoce, pani biorąca prysznic.. :D). Zamknięcie charakterystyczne, podobnie jak inne - solidne, nie otwiera się pod wpływem nacisku. 



        Na odwrocie znajdują się informacje od producenta dotyczące kosmetyku:



        Producent zapewnia o ekstraktach owoców znajdujących się w składzie, nawilżeniu, odświeżeniu, przyjemnym zapachu... Jak to jest w rzeczywistości? 

        W składzie faktycznie znajdziemy ekstrakty z papai i mango za substancjami myjącymi. Dalej substancje koserwujące, zapach, barwniki:



        Sam żel jest koloru pomarańczowego, a jego konsystencja jest lekka i dość rzadka. Często pod prysznicem zdarza się, że ucieknie między paluszkami, przez co dużo traci na wydajności. Polecam go w duecie z gąbką - wystarczy wtedy niewielka ilość produktu do umycia całego ciała. 


     
        Warto wspomnieć o zapachu - spodziewałam się bomby owocowej, jak w przypadku peelingu. Po otwarciu poczułam bardzo słodką, aż mdłą woń żelu. 

        Po małym rozczarowaniu z zapachem, czas na efekty. Żel naprawdę dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, nie jest konieczne użycie balsamu po kąpieli. Skóra jest miła w dotyku i dobrze nawilżona. Zapach nie utrzymuje się na skórze po wyjściu spod prysznica, co w moim przypadku bardzo mnie cieszy :) 
        Raz zrobiłam mały eksperyment, żeby sprawdzić poziom wysuszenia/nawilżenia skóry po kąpieli... Jedną nogę posmarowałam balsamem, drugą po prostu wytarłam i poszłam spać. Następnego dnia rano poczułam naprawdę niewielką różnicę w nawilżeniu i gładkości. ;-)




        Drugim kosmetykiem, który używam podczas kąpieli to łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego:



          Podobnie jak inne kosmetyki z serii Naturia, które otrzymałam do testów, żel zamknięty jest w przezroczystej buteleczce o pojemności 100 ml. Zamknięcie i tu mnie nie rozczarowało, jest identyczne i równie wytrzymałe.



          Na odwrocie znajdują się informacje od producenta:



    
        Faktycznie nagietek, ma właściwości łagodzące i przeciwzapalne, a kwas mlekowy jest odpowiedzialny za prawidłowy odczyn pH. Ale jak przedstawia się cały skład kosmetyku? 


         Zaczyna się typowo - od substancji myjących. Dopiero w połowie znajdujemy ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego, dalej pantenol, alantoinę, kwas mlekowy. Za tymi dobrociami znajdziemy zapach, sól, substancje konserwujące.
        Producent na froncie opakowania zapewniał o braku parabenów i potwierdzam to :)


        Żel jest koloru mlecznobiałego, dość gęsty w porównaniu z moimi ulubieńcami (kremowe płyny do higieny intymnej Ziai). Jest też bardzo wydajny.



        Zapach jest przyjemny, chociaż bardziej przypomina mi połączenie rumianku z cytryną :) A jak żel sprawdza się w swojej roli? Prawidłowo - nie miałam problemów z żadnymi infekcjami, więc nie wiem jak z działaniem łagodzącym, ale na tyle, ile go używam, jestem z niego bardzo zadowolona. Dodatkowo nie sprawia większych problemów, jak podrażnienia, czy swędzenie. 


       Podsumowując są to bardzo dobre kosmetyki do codziennej pielęgnacji ciała pod prysznicem. Żel do kąpieli nie skradł mojego serca zapachem, ale za to żel do higieny intymnej spełnił się w swojej roli bardzo dobrze. 
       Produkty te możecie dostać w cenie około 4-5 zł. ;) Skusicie się? 





       A na koniec jakże długiego posta małe podsumowanie współpracy: 



      Do testów otrzymałam 5 produktów z serii Naturia w buteleczkach po 100 ml. Podzieliłam je sobie na trzy grupy - kosmetyki do pielęgnacji ciała pod prysznicem, produkty do włosów, oraz solo peeling do ciała.

       Moim ulubieńcem z tej piątki okazał się peeling z czarną porzeczką - mimo lekkiego ścierania przepadłam przez jego cudowny, owocowy zapach. Bardo przyjemnie wygładza skórę. Jego pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

       Na drugim miejscu znalazł się szampon do włosów z miodem i cytryną - bardzo dobrze oczyszcza włosy, jest wydajny, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza dodatkowo włosów. Pełna recenzja TUTAJ.

       Na ostatnim miejscu podium nie umiem umieścić jednego produktu - są to dwa kosmetyki. Odżywka bez spłukiwania, oraz żel do higieny intymnej. Mimo, że odzywkę bardzo lubię, i towarzyszy mi zawsze w łazience, nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Jest poprawna, dobrze działa na włosy, nie obciąża, nie przetłuszcza ich dodatkowo, fajnie spisuje się przy zabezpieczaniu końcówek i utrzymywaniu odpowiedniego nawilżenia włosów. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ.
       Żel do higieny intymnej spisał się tak, jak powinien w swojej roli. Myje, nie powoduje podrażnień, ma fajny skład i kilka naprawdę dobrych substancji, które zapewniają mu miano łagodzącego. 

        Na samym końcu znajduje się żel pod prysznic z mango i papają, głównie przez swój zapach - zbyt słodki, aż mdły. Poza tym jest to dobry produkt myjący, który nie wysusza skóry i nie podrażnia jej.



        Chciałabym na koniec bardzo podziękować za możliwość przetestowania tych produktów pani Paulinie oraz Laboratoirum Kosmetycznemu Joanna.

KLIK




         Fakt, że kosmetyki dostałam w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię o nich. 





       Serdecznie pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli :*

#218. Pielęgnacja włosów z Joanną

       Dzisiejszy post, to pierwszy post na nowym mieszkanku! Mam nadzieję, że będzie mi się tu bardzo dobrze blogowało! :) A przychodzę do Was z kosmetykami pielęgnacyjnymi do włosów od Joanny i są to: szampon i odżywka bez spłukiwania do włosów suchych i zniszczonych :)



        Myślę, że są to znane Wam kosmetyki chociażby ze sklepowych półek. ;-) Odżywka bez spłukiwania Joanny to absolutny must have w łazience, a szampon... kusił od dawna, ale jakoś nigdy nie wpadł w moje ręce ;) Do teraz!


        Na początek - szampon z miodem i cytryną. 



        Szampon zamknięty jest w przezroczystym opakowaniu, które mieści 100 ml produktu. Oprawa graficzna jest prosta - zawiera główne informacje o produkcie, do jakiego typu włosów się nadaje. Zamknięcie jest solidne, nie spowoduje przykrej niespodzianki w podróży ;-)



       Na odwrocie znajdziemy parę słów od producenta o produkcie, składnikach aktywnych, sposobie użycia, a także o efektach, jakie może nam zapewnić kosmetyk. 



       W szamponie do włosów ważny jest dla mnie skład - staram się unikać silikonów w produktach myjących. Tu znajdziemy substancje myjące, pochodną miodu (brzmi niezbyt dobrze, ale przenika ona w głąb włosa, dzięki czemu utrzymuje jego wilgotność - zgodność z informacją na zdjęciu powyżej :) ), ekstrakt z owoców cytryny. Dalej zapach, konserwanty, barwniki. 



       Jak widać silikonów brak! :) Dla zapalonych włosomaniaczek może nie być idealny, ale mnie zadowala w 100%. 

       Konsystencja szamponu jest lekka, dość rzadka. Kolorem i zapachem przypomina miód ;-) Bardzo ucieszył mnie fakt, że zapach utrzymuje się na włosach po umyciu. Niewielka ilość dobrze się pieni, więc wydajność jest bardzo dobra. 




       Włosy po umyciu są odświeżone, dobrze oczyszczone, sypkie. Nie oczekuję nawilżenia po produkcie myjącym, dlatego też bałam się plątania włosów. Nic takiego nie miało miejsca. Szampon jest jak najbardziej poprawy i godny polecenia. 



      
       Drugim kosmetykiem jest chyba już legendarna odżywka bez spłukiwania.


        Podobnie jak szampon, odżywka zamknięta jest w opakowaniu mieszczącym 100 ml produktu. Oprawa graficzna jest niemal identyczna, z tą różnicą, że buteleczka jest utrzymana w odcieniach bieli. Zamknięcie równie solidne, jak w innych produktach Joanny:



       Na odwrocie, tradycyjnie już, umieszczone są informacje od producenta:



        Składem nigdy się nie interesowałam - kupiłam kosmetyk z polecenia i tak już zostało ;-) A co tam się znajduje? Z ciekawszych i przyjemnych dla włosów składników - pantenol, pochodna miodu, ekstrakt z owoców cytryny. 



       Konsystencja odżywki jest lekka, choć gęsta i treściwa, nie spływa z dłoni. Zapach już nie jest tak przyjemny, lekko chemiczny, ale nie drażniący. Wystarczy niewielka ilość aby wmasować ją we włosy. Jest bardzo wydajna, pełnowymiarowe opakowanie wystarcza mi na kilka miesięcy. ;) 
       


        Włosy po zastosowaniu odżywki nie są obciążone, ani posklejane. Często do niej dodaję kropelkę silikonowego serum, w celu lepszego zabezpieczenia końcówek i w tej roli spisuje się idealnie.



       Ostatnio odważyłam się po raz pierwszy od dawna odstawić odżywkę do spłukiwania i po umyciu włosów szamponem Joanny, zastosowałam tylko tę odżywkę. Z przerażeniem oczekiwałam kołtunów, suchej szopy na głowie. A co zobaczyłam? Gładkie, nawilżone z lekkim połyskiem włosy. Byłam pod wrażeniem, głównie szamponu, bo to jego się najbardziej obawiałam. ;-) 

       Przyznam też, że próbowałam odżywką umyć włosy - w tej roli spisała się równie dobrze, chociaż wtedy bardzo traci na wydajności. Osobiście wolę ją w tradycyjnym wydaniu. ;)


       Zostanę wierna odżywce, a szampon będzie częściej gościł w mojej łazience. Z chęcią wypróbuję jeszcze inne wersje. ;)



       Te produkty dostaniecie niemal wszędzie w cenie około 4-5 zł za opakowanie o pojemności 200 ml. Niska cena, świetne zapachy, dobre działanie, czego chcieć więcej? :) Gorąco polecam oba produkty, są warte wypróbowania! 



       Pozdrawiam! :*

#217. Peelingująca czarna porzeczka od Joanny ;-)

      Całkiem niedawno po krótkiej, ale konkretnej wymianie maili z Panią Pauliną nawiązałam nową współpracę z Laboratorium Kosmetycznym Joanna.
KLIK

       Przyznam szczerze, że ucieszył mnie ten fakt, bo firmę znam i lubię za dobre produkty w cenach na każdy portfel! :) W przesyłce otrzymałam 5 produktów po 100 ml z serii Naturia




      Znalazłam tam łagodzący żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego, odświeżający żel pod prysznic z mango i papają, wygładzający peeling myjący z czarną porzeczką, szampon oraz odżywkę bez spłukiwania z miodem i cytryną do włosów suchych i zniszczonych. 
      W ciągu najbliższych dni możecie spodziewać się recenzji każdego z powyższych produktów, a na koniec post podsumowujący produkty wraz z ich rankingiem! :) 



      Na dobry początek chciałam napisać parę słów na temat cudownie pachnącego peelingu :)




       Moje pierwsze skojarzenie z peelingami Joanny to cudowny, soczysty zapach! Ten nie różni się od pozostałych, z którymi miałam styczność w przeszłości.. Ale od początku :)


       Produkt zamknięty jest w przezroczystej buteleczce, która mieści 100 g produktu. Opakowanie jest wygodne, nie wyślizguje się z dłoni pod prysznicem dzięki wyprofilowaniom. Grafika jest prosta, przejrzysta, utrzymana głównie w bieli. Na froncie znajduje się smakowicie wyglądająca czarna porzeczka ;-) 
       Peeling jest barwy fioletowej z widocznymi ciemnymi drobinkami i pęcherzykami powietrza. 






       Buteleczka jest zamykana z charakterystycznym kliknięciem, co gwarantuje bezpieczne przechowywanie. Przyznam, że robiłam tym produktom mały test: ściskałam z całych sił opakowania i... żadnych niemiłych niespodzianek ;) 



       Obietnice producenta są niezwykle kuszące ;-) Czy są zgodne z prawdą opowiem pod koniec posta ;)




        Poniżej zoom na skład produktu oraz sposób użycia:



       Na początku składu znajdziemy substancje myjące i glicerynę. Za połową znajduje się ekstrakt z owoców czarnej porzeczki, zapach, barwniki... Niewiele dobrego, ale sama nie wiem jak powinien wyglądać idealny skład peelingu. Ważniejsze w tym momencie jest dla mnie działanie, o czym już za chwilę. ;-)


     Konsystencja produktu jest gęsta, nie lejąca, nie ma opcji żeby peeling przeciekał między palcami pod prysznicem. Jak wcześniej wspomniałam - zawiera drobinki ścierające, oraz coś jakby pęcherzyki powietrza ;)
     Warto wspomnieć też o oszałamiającym zapachu.. Rewelacja! Słodki i soczysty, ale nie mdły. Aż chciałoby się spróbować....! :)





       A teraz część najważniejsza! Efekty, działanie, wrażenia... :) Pachnidełko faktycznie może służyć za produkt myjący - podczas masażu tworzy się delikatna piana, która zapewnia efekt czystej skóry, chociaż ja osobiście wolę zastosować peeling dopiero po żelu pod prysznic. Mimo delikatnego ścierania skóra jest gładka i nawilżona, nie ma większej potrzeby stosowania balsamu do ciała po kąpieli. Byłabym zachwycona, gdyby peeling miał mocniejsze drobinki, do ciała lubię typowe drapacze - najchętniej szorstka strona gąbki :) Z tego powodu wydajność produktu spada, jednak w takiej cenie jestem w stanie przymknąć na to oko. Szkoda, że zapach po kąpieli nie pozostaje na skórze..



       Peeling dostaniemy niemal w każdej drogerii w cenie około 4 zł. Gorąco polecam szczególnie dla fanek (i może fanów? są tu mężczyźni?! :D) słodkich zapachów. Za takie pieniążki aż szkoda nie wypróbować, uwierzcie! :) 
            




       Pozdrawiam! :)

#180. Zdenkowani w maju..

     Zużywanie kosmetyków w maju szło mi dość nieźle, miałam wręcz wrażenie że co chwilę coś się kończy ;) Poprzednie denka były dość słabe, tak w poprzednim miesiącu odbiłam to sobie ;-) 
     Zobaczcie sami co udało mi się zużyć:


     Próbki podkładów mineralnych Amilie - byłam z nich bardzo zadowolona, lekkie i dobrze kryjące podkłady będą idealne na lato. Rozważam zakup pełnowymiarowego produktu ;-) Coś więcej o nich możecie przeczytać TUTAJ.



      Kremy do rąk: czerwony Evree, z którego byłam dość zadowolona, jednak rozwalające się zamknięcie bardzo mnie irytowało. Na koniec zgubiłam całą zatyczkę. Drugą tubkę zużywam z bólem. Drugi to Kamill Intensiv +. Ostatnio kremy Kamill są moimi ulubionymi w pielęgnacji dłoni. Pięknie się wchłaniają, ładnie pachną, nie zostawiają tłustej warstwy, brak parafiny w składzie! Naprawdę polecam! :)



      Płyn do kąpieli i pod prysznic od OS o zapachu czekolady i mięty, to zdecydowanie jedna z moich ulubionych kompozycji zapachowych ;-) 



     W pielęgnacji twarzy zużyłam dość przeciętny tonik matujący od Essence. Nie podrażnił mnie, ale i nie zachwycił swoim działaniem, dlatego więcej go nie kupię. 
     W sytuacjach awaryjnych genialnie spisywały się chusteczki do demakijażu Cleanic. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie po imprezie, a tam czeka Was caaały demakijaż buzi, ale nie.. Wyciągacie jedną chusteczkę, wycieracie buzię i gotowe. Naprawdę rewelacyjnie zmywały makijaż i nie podrażniały. Właśnie rozważam zakup kolejnego opakowania ;-)



      Kolejnym produktem do pielęgnacji buzi, był baardzo dobry krem Sorayi do cery tłustej i mieszanej na noc. Rano wstawałam bez błyszczenia na twarzy, co bardzo mi się spodobało. Obecnie jest to mój numer 1, jednak testuję też inne kremy.
     Zużyłam też małą próbkę kremu pod oczy od Madame L'ambre, z którego byłam bardzo zadowolona - nawilżał, nie podrażniał, ze świetnym składem. Czego chcieć więcej? Chyba tylko drogerii Hebe w Lublinie.. ;-)


      Rzadko zdarza zużyć mi się zapach, ale w maju udało mi się to. Była to perfuma FM Group o numerku 271, odpowiednik Gabrieli Sabatni Latin Dance 2008 ;-) Uwielbiam trwałość i intensywność zapachów, ceny i dostępność (nie ma to jak mama-dystrybutorka ;-)). Kolejne buteleczki tych perfum oczywiście są już w zapasach. ;-)


      Jedyny zużyty szampon - Schauma z fito-kofeiną. Parę słów na jego temat znajdziecie TUTAJ.



       Dwie odżywki do włosów zniszczonych - Timotei Organic Delight, której działaniem na początku byłam załamana, jednak po ścięciu większości zniszczonych włosów poznałam jej prawdziwe działanie.. Bardzo dobrze nawilżała i wygładzała, bez obciążania. Druga, to Pilomwax, ekspresowa maska do włosów zniszczonych, którą używałam od listopada, ale to dlatego, że korzystałam z niej tylko podczas pobytu w domu. Fajna w mieszankach, jak i solo, świetnie wygładzała włosy, zwłaszcza u nasady (można ją stosować na długość jak i na skórę głowy).



      Odżywka Garniera Lśniące i Gładkie zapewniała miękkość i (o dziwo) lepszy skręt. Jej cudowny zapach utrzymywał się i na drugi dzień od mycia! :) Kolejna to znana wszystkim Joanna b/s. Od roku towarzyszą mi niezmiennie różne Naturie, kolejna już jest zużywana ;-)



      Maska Biovax keratyna + jedwab z L'biotici, która szczerze powiedziawszy niespecjalnie przypadła mi do gustu. Zazwyczaj mieszałam ją z maseczką Bingo ;-) Strasznie gęsta, w moim odczuciu niewydajna i efekty na włosach też bez szału, często je puszyła. 
      Znany chyba wszystkim włosomaniaczkom Jantar - genialna wcierka, po jednej z ostatnich kuracji zostało mi jej na kilka użyć i w maju w końcu postanowiłam ją skończyć. Na wakacjach pewnie wznowię swoje kuracje wcierkowe ;-)



     No i na sam koniec olejek Alterry o słodkim zapachu papai i migdałów, który moje włosy uwielbiały, oraz delikatny szampon i żel pod prysznic dla dzieci Lilliputz, który posłużył mi jako myjadło do pędzli. ;-)


     Dodatkowo w maju wyrzuciłam kilka starych kosmetyków kolorowych, które nie załapały się na zdjęcia ;-) 




      A teraz kontynuuję intensywne zużywanie zapasów kosmetycznych! ;-) 



      Pozdrawiam!

#123. Styczniowe denko

      Korzystając z ostatniego dnia stycznia robię podsumowanie zużyć tego miesiąca! :) Z przerażeniem zauważałam, że pustych opakowań przybywa i przybywa, jednak na koniec nie wyszło tego zbyt dużo :) Zobaczcie sami! 


Twarz:



     Safira, BISER, Oczyszczający krem do twarzy - przyjemny produkt do codziennego użytku, delikatnie zmywa makijaż, nie podrażnia, pachnie dość specyficznie ale i przyjemnie. Idealny w połączeniu z peelingami naturalnymi :) Niestety raczej nie spotkamy się ponownie, obecnie po kilku użyciach żel do mycia i demakijażu Be Beauty zawładnął moim sercem. :)

     Bielenda, Dwufazowy płyn do demakijażu - moje drugie opakowanie, trzecim jest wersja z awokado. Lubię je, chociaż przy dłuższym stosowaniu Więcej o nim TUTAJ. Wielkiego wpływu na rzęsy nie zauważyłam. Lubię go za to że jest bezpieczny dla osób noszących soczewki, przyzwoicie usuwa makijaż, nie podrażnia. 

     Kosmetyki DLA, Krem na noc, Niszcz Pryszcz - recenzja TUTAJ.

     Nantes, Witaminowy tonik z ekstraktem z zielonej herbaty - drogi przyjemniaczek. Bardzo dobry na co dzień, chociaż po zastosowaniu toniku trzeba troszkę dłużej poczekać z użyciem kremu do buzi. Fajnie orzeźwia, nie podrażnia, odpowiedni dla każdego rodzaju cery. :)



Włosy:


      Mrs. Potters, Odżywka do spłukiwania z aloesem i jedwabiem - moja ulubiona odżywka do mycia włosów. Lepszej jeszcze nie używałam! Świetnie wygładza włosy, nie powoduje szybszego przetłuszczania, nie podrażnia, nie obciąża, pięknie pachnie, jest tania i dość wydajna.

      Alterra, Olejek z oliwką i limonką - na początku bardzo się nie polubiliśmy, bardzo przeszkadzał mi jego zapach. Z czasem przyzwyczaiłam się, a ostatnimi dniami przed każdym myciem obowiązkowo lądował na włosach. Co jak co, jednak szału nie robi, więcej się nie spotkamy.

      Joanna, Szampon nawilżająco-regenerujący - fajny, dobrze oczyszczający szampon, nie podrażnia, ładnie pachnie, jest wydajny. Mimo wszystko chciałam się już go pozbyć ;-) Troszkę mi się znudził w łazience.



Kąpiel:



     Safira, Kokosowy żel pod prysznic - recenzja i porównanie z żelem OS TU.

     Joanna Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic - ludzie, co za zapach! Kąpiel w tym cudeńku to idealne rozwiązanie po męczącym dniu. Pięknie pachnie, na gąbeczce lub myjce pięknie się pieni, chociaż jest mało wydajny. Mimo wszystko chcę wypróbować inne zapachy :)

      Perfecta, Cukrowy peeling do ciała, Czekolada i olejek kokosowy - kolejny pachniuszek! Obłędny zapach, że aż chciałoby się go zjeść (i są to nie tylko moje odczucia!). Dobrze zdziera martwy naskórek, za to słabo się go wyciąga - masa drobinek zostaje pod paznokciami. Zawiera parafinę w składzie, przez co zostawia film na skórze, co osobiście mi nie przeszkadzało. Nie spotkamy się ponownie, chcę wypróbować inne peelingi. 



Dłonie:


      Green Pharmacy, Krem do rąk i paznokci z rumiankiem - przyjemny, kupiony na promocji. Niezły dla skóry normalnej, przy przesuszonej wypada dość marnie. 

       Isana, krem do rąk z mocznikiem - jeden z lepszych kremów jakie miałam okazję używać - świetnie nawilża, gęsty i treściwy, ładnie nawilża, ma specyficzny zapach, do którego trzeba się przyzwyczaić. ;-) Na pewno spotkamy się jeszcze nie raz, chociaż na razie szukam innego ratunku dla moich dłoni. 



Reszta:



        Masa świeczek i podgrzewaczy, które umilały mi nie jeden wieczór spędzony w książkach ;-) Oraz dwie próbki - maska drożdżowa Bandi, którą ciężko mi jakkolwiek ocenić po jednym użyciu, oraz krem Corine de Frame, o którym pisałam już parę słów TUTAJ ;-)


       A jak Wasze denka? ;-)




      Pozdrawiam! :)