Dopiero dzisiaj dotarłam na spokojnie na bloga po intensywnej majówce, dlatego też zaczynam standardowo od ulubieńców ;-) Tym razem szczęśliwa gromadka ograniczyła się do 4 kosmetyków, z czego większość to kosmetyki używane do pielęgnacji włosów :)
Wella ProSeries, Max Hold, Lakier mocno utrwalający - szukałam takiego produktu, który będzie mocno ale i w sposób naturalny utrwalał moja grzywkę. Dodatkowo miał spisać się na weselu. I przyznam, że to był strzał w 10! Lakier naprawdę porządnie utrwala włosy, nie tworzy hełmu, ani nie pozostaje na włosach, które bez problemu można wyczesać, delikatnie nabłyszcza. Spisał się, kiedy wyszłam bez parasolki z domu, a okazało się że zaczyna kropić. Włosy spuszyły się pod wpływem wilgoci i deszczu, a grzywka bez zmian :) Oczywiście weselna fryzura wytrwała całą noc! :)
Salon Selectives, Dry Shampoo, Green Apple - suchy szampon firmy, której wcześniej zupełnie nie kojarzyłam. Naprawdę pachnie zielonym jabłuszkiem, odświeża fryzurę, idealny do mojej grzywki odkąd myję włosy co 2 dni ;) Nie bieli włosów, faktycznie przedłuża ich trwałość, zapach nie utrzymuje się zbyt długo.
Bourjois, Flower Perfection - podkład kupiony w ciemno na ostatniej promocji w Rossmannie. Lepiej chyba trafić nie mogłam! :) Pierwsze wrażenia - długo utrzymuje się na twarzy, pięknie wygładza, kryje niedoskonałości, pozostawia twarz delikatnie zmatowioną :) Kolor 52 Vanilla jest idealny dla mojej cery! :)
Avon, Planet Spa, Bali Botnica - maseczka do włosów, o której już parę słów było, a ja zdania nie zmieniłam, jest to absolutnie moja ulubiona maseczka, która tworzy idealnie miękkie i wygładzone włosy, nadaje im blask, dzięki czemu wyglądają na idealnie zdrowe *.*
A jak tam Wasze zestawienia ulubieńców? ;-) Znacie moich, jakie są Wasze opinie na ich temat? :)
Pozdrawiam! :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
#279. Marcowe hity i kosmetyk, który okazał się kitem...
Zazwyczaj rzucam posty na temat ulubieńców danego miesiąca, jednak w przypadku marca nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać także o kosmetyku, który okazał się nie lada kitem...
A oto cała gromadka:
Ale zacznijmy najpierw od tej pozytywnej strony i paru pochwał ;-) Domyślacie się, co okazało się kitem?
A oto cała gromadka:
Ale zacznijmy najpierw od tej pozytywnej strony i paru pochwał ;-) Domyślacie się, co okazało się kitem?
Etykiety:
Avon,
Balsam,
Błyszczyk,
Bubel,
Garnier,
Maska do włosów,
Pat&Rub,
Peeling,
Planet Spa,
Płyn micelarny,
Podkład,
Spa Vintage Body Oil,
Tołpa,
Ulubieńcy,
Virtual
#277. Pomarańcza i chilli, czyli Love2Mix Organic :)
Kolejnym rosyjskim cudem, które pomagało mi walczyć o długość, była mieszanka pomarańczy i chilli... Wiecie o czym mowa? :)
Maseczka znajduje się w czarnej tubce, opatrzonej skromną grafiką która mieści 200 ml kosmetyku. Napisy oczywiście w języku rosyjskim. Nie widać zużycia produktu, jednak nie przeszkadza mi to w przypadku tej maski. ;)
Na odwrocie znajduje się więcej informacji od producenta, a także naklejka z informacjami od polskiego dystrybutora. ;)
Naklejka niestety pod wpływem wody robi się mało estetyczna, ale sądzę że najważniejsze informacje da się jeszcze odczytać:
Konsystencja maseczki jest bardzo gęsta, co niestety sprawia małe problemy w dotarciu do skóry głowy. Przez to też jej wydajność bardzo spada - wystarczyła mi przy dość rzadkim stosowaniu na około miesiąc. Kolor ma lekko pomarańczowy/różowy, stapia się z kolorem skóry :) Zapewne spowodowane jest to dzięki zawartości w składzie tajemniczej substancji, którą jest likopen (otrzymywany np. z pomidorów)
Aplikację maseczki niesamowicie umila zapach tej serii kosmetyków, który kiedyś Kosmetasia określiła jako przypominający Delicje.. ;) Coś w tym jest, jednak ja wyczuwam zdecydowanie przebijającą się nutę zapachową pomarańczy. Słodki, nie duszący, dość intensywny przy pierwszym kontakcie, delikatnie utrzymujący się na włosach po spłukaniu :) Rewelacja! <3
A jak efekty na włosach?
Po pierwsze: włosy na długości. Cudowna miękkość, gładkość, a jednocześnie puszystość i sprężystość. Zero obciążenia, pasma były sypkie, lekkie i cudownie odżywione. Niezastąpiony efekt na włosach! <3
Po drugie: skalp i włosy u nasady. Maska nie do końca poradziła sobie z wypadaniem. Po odstawieniu maseczki drożdżowej Babci Agafii problem niestety powrócił. W kwestii przyrostu sprawa rozwiąże się jutro, kiedy wykonam zdjęcie do comiesięcznego porównania :) Włosy u nasady nie przetłuszczają się szybciej po zastosowaniu maseczki, są natomiast delikatnie odbite, jednak nie jest to efekt objętości jak w reklamach (którego szczerze nie znoszę!).
Muszę przyznać, że maseczka niesamowicie mnie zaskoczyła swoim działaniem głównie na długości włosów. Tak rewelacyjnych efektów nie uzyskałam jeszcze po żadnych innych kosmetykach pielęgnacyjnych :) Szkoda jedynie, że jest tak spada jej wydajność, chętnie poużywałabym jej jeszcze trochę... :)
Znacie? Lubicie? A może chcecie kupić? Jak myślicie, pomogła w zapuszczaniu? :)
Pozdrawiam! :*
Była to oczywiście maseczka stymulując wzrost Love2Mix Organic, dość powszechnie znana i lubiana :) A czy przeze mnie też? Czytajcie dalej! :)
Na odwrocie znajduje się więcej informacji od producenta, a także naklejka z informacjami od polskiego dystrybutora. ;)
Naklejka niestety pod wpływem wody robi się mało estetyczna, ale sądzę że najważniejsze informacje da się jeszcze odczytać:
Poniżej naklejki znajduje się skład możliwy do odczytania bez znajomości cyrylicy :D Jak widać na samym początku składu jest woda wzbogacona ekstraktami z owoców pomarańczy oraz z owoców papryczki chilli. Dalej widać silikon i olejek z oliwy. Na samym końcu likopen, który zdecydowanie większe znaczenie ma w przemyśle spożywczym, jako barwnik i przeciwutleniacz.
Skład może nie należy do najbogatszych, ale trzeba przyznać, że spisuje się... ;-)
Maseczkę nakładałam na zdecydowanie dłuższy okres czasu niż ten zalecany. Zawsze było to co najmniej 30 minut. Wmasowywałam ją w skórę głowy oraz na długości. O ile aplikacja jej na włosach nie sprawiała problemu, to z dotarciem do skalpu miewałam problemy przez jej konsystencję.
Aplikację maseczki niesamowicie umila zapach tej serii kosmetyków, który kiedyś Kosmetasia określiła jako przypominający Delicje.. ;) Coś w tym jest, jednak ja wyczuwam zdecydowanie przebijającą się nutę zapachową pomarańczy. Słodki, nie duszący, dość intensywny przy pierwszym kontakcie, delikatnie utrzymujący się na włosach po spłukaniu :) Rewelacja! <3
A jak efekty na włosach?
Po pierwsze: włosy na długości. Cudowna miękkość, gładkość, a jednocześnie puszystość i sprężystość. Zero obciążenia, pasma były sypkie, lekkie i cudownie odżywione. Niezastąpiony efekt na włosach! <3
Po drugie: skalp i włosy u nasady. Maska nie do końca poradziła sobie z wypadaniem. Po odstawieniu maseczki drożdżowej Babci Agafii problem niestety powrócił. W kwestii przyrostu sprawa rozwiąże się jutro, kiedy wykonam zdjęcie do comiesięcznego porównania :) Włosy u nasady nie przetłuszczają się szybciej po zastosowaniu maseczki, są natomiast delikatnie odbite, jednak nie jest to efekt objętości jak w reklamach (którego szczerze nie znoszę!).
Muszę przyznać, że maseczka niesamowicie mnie zaskoczyła swoim działaniem głównie na długości włosów. Tak rewelacyjnych efektów nie uzyskałam jeszcze po żadnych innych kosmetykach pielęgnacyjnych :) Szkoda jedynie, że jest tak spada jej wydajność, chętnie poużywałabym jej jeszcze trochę... :)
Znacie? Lubicie? A może chcecie kupić? Jak myślicie, pomogła w zapuszczaniu? :)
Pozdrawiam! :*
#273. Pielęgnacja włosów z SENS.US
Zanim przystąpię do sedna sprawy, czyli mojej opinii na temat produktów do pielęgnacji włosów firmy SENS.US, chcę powiedzieć parę słów na temat samej firmy, która przedstawia swoje kosmetyki jako profesjonalne.
Skoro kosmetyki profesjonalne, to i podejście powinno być takie samo, prawda?
Kilka dni przed styczniowym spotkaniem blogerek w Lublinie dostałam telefon. Dzwonił nieznany mi numer. Niefortunnie wchodziłam wtedy do autobusu i już miałam nie odbierać, ale jednak coś mnie podkusiło :) Okazało się, że dzwoniła przedstawicielka firmy, która bardzo szczegółowo wypytała mnie o stan moich włosów - długość, kolor (naturalne czy farbowane), czy są proste czy kręcone, jakie problemy mi sprawiają, czy się puszą, czego oczekuję od kosmetyków pielęgnacyjnych do włosów... *_* Żałuję, że rozmowa toczyła się w autobusie i była dość ograniczona, ale mimo wszystko, wywarło to na mnie rewelacyjne wrażenie. Wiedziałam, że nie będzie to byle co wrzucone do torebeczki i przekazane dalej. Wcale się nie przeliczyłam :) Kosmetyki trafiły do mnie w papierowej torebeczce ze specjalnym imiennym liścikiem:
Wielkie brawa za tak profesjonalne i indywidualne podejście do każdej osoby. :) A co znalazłam w swojej torebeczce? Szampon oraz odżywkę, nazywaną maską :)
Do moich dość szybko przetłuszczających się, falujących i podatnych na przeróżne czynniki włosów dopasowany został szampon do częstego użytku (Shampoo Frequent Use), oraz maska dyscyplinująca, ułatwiająca układanie (Mask So Smooth).
Po pierwsze szampon:
Jest to regenerujący szampon do częstego użytku. Znajduje się w białej, nieprzezroczystej butelce o pojemności 250 ml, opatrzonej skromną grafiką. Przyznam, że uwielbiam takie rozwiązania - prosto, ale z klasą :) Dodatkowo opakowanie zawiera fajne, bezpieczne i umożliwiające wydobycie szamponu do ostatniej kropli zamknięcie:
Parę słów od producenta:
,,Odpowiedni do każdego rodzaju włosów. Wzbogacony ekstraktami z rumianku, szałwii i tymianku odżywia i nawilża włosy, sprawiając, że stają się błyszczące, miękkie i pełne życia. Delikatna formuła umożliwia codzienne stosowanie.
Nie zawiera SLS/SLES''
No cóż... Czy to każdego rodzaju włosów, to tego nie wiem, ale z pewnością moim służył. Nie wierzę w bajeczki o szamponach regenerujących. Ten mimo, że nie zawiera SLS, ani SLES, bardzo dobrze oczyszczał włosy, czyli spełniał swoją podstawową funkcję. Niewielkie ilości nabierania kosmetyku nie spisywały się u mnie, ponieważ miałam wrażenie niedomytych włosów.
Przy odpowiedniej (dla mnie) ilości kosmetyku, bardzo dobrze się pienił, dzięki zawartym w składzie Ammonium Lauryl Sulfate oraz Sodium Myreth Sulfate - są to substancje łagodniejsza od SLS, spełniające podobne funkcje.
Co do zawartości ekstraktów roślinnych - wszystko się zgadza. Przed nimi jednak znajdziecie substancję o nazwie Sodium Chloride, co oznacza zwykłą sól kuchenną, która ma za zadanie ,,wypełnić'' lub zagęścić kosmetyk. Przy zbyt dużym stężeniu może powodować podrażnienia skóry, więc sądzę że jego ilość w kosmetyku nie jest zbyt duża, a co za tym idzie, ekstraktów jest jeszcze mniej.
Nie zawiera silikonów, PEG-ów, ani parabenów.
Sam szampon pachnie przyjemnie ziołowo, jest dość wydajny, po dwukrotnym umyciu dobrze domywa oleje. Nie podrażnia, dobrze się pieni, ma lekką konsystencję. Dobrze spisuje się w połączeniu z odżywką tej samej firmy, a także z innymi odżywkami lub maskami. Jak dla mnie dobry szampon, z dość przyjemnym składem, aczkolwiek jego zadaniem jest mycie, więc nie wymagam od niego zbyt wiele. ;-)
Po drugie maska-odżywka:
Opakowanie identyczne jak w przypadku szamponu, podobnie jak w przypadku objętości i zamknięcia, przez które łatwo wydobyć kosmetyk:
Parę słów od producenta:
Producent zaleca trzymać produkt na włosach przez 3-5 min, więc dalej będę nazywać tę maskę odżywką. ;)
Jak przedstawia się skład? Dość wysoko znajduje się olej kokosowym, ekstrakt z kwiatów gardenii oraz rumianku, a także proteiny mleczne, olej z nasion bawełny, olej z nasion kakaowca. Dalej wpadło mi w oko parę silikonów i PEG-ów.
Odżywka ma fajną, lekką konsystencję, przez co łatwo nakłada się ją na włosy. Ma lekko pomarańczowe zabarwienie i przyjemny zapach, w którym wyczuwam słodko-ziołowe nuty... :) Włosy nie piją jej w nadmiernych ilościach, a mimo to uzyskuję odpowiedni efekt, więc można powiedzieć, że jej wydajność jest bardzo dobra. :)
A jak spisuje się na włosach? Używam odżywki niemal do każdego mycia, i najlepsze efekty zauważyłam po ich wysuszeniu - włosy są wygładzone, miękkie, nawilżone, oraz odpowiednio dociążone. Łatwo można je rozczesać i nie puszą się, nawet przy zmiennych warunkach pogodowych.
Kiedy pozostawiam włosy do samodzielnego wyschnięcia początkowo wydają się być nieco szorstkie, jednak później pojawia się efekt miękkości, gładkości i porządnego nawilżenia włosów. Spisuje się dobrze kiedy pozostawiam włosy ot tak, a także kiedy mam chęć na stylizację i fale.
Polecam nakładać ją od ucha w dół - im bliżej skóry głowy, tym szybciej włosy się przetłuszczają.
Trzymana dłużej, około 30 minut, nie dawała aż tak dobrych efektów, więc polecam stosować zgodnie z zaleceniami producenta. :)
O ile szampon spisał się poprawnie, tak z odżywką polubiłam się i przez nią odpuściłam stosowanie maseczek pobudzających porost włosów ;-) Szybko i przyjemnie uzyskuję satysfakcjonujący mnie efekt na włosach - wystarczy szybkie mycie, parę minut z odżywką na włosach, suszenie i... gotowe! :)
Miałyście do czynienia z tymi kosmetykami? Może chciałybyście je wypróbować? ;) Co sądzicie o indywidualnym podejściu firmy?
Serdecznie pozdrawiam! :*
#83. Zainspiruj się naturą tydzień 2 + projekt denko
Tydzień drugi z obsuwą - totalny brak czasu mnie dopadł, ale powoli nadrabiam, postaram się do końca tygodnia wstawić trzecią inspirację.Tu tematem przewodnim były owoce. Ja dopadłam myślą, lakierami i pędzelkami truskaweczki, mimo że te przypominają mi nieco pomidorki :D
Zobaczcie sami (same? :) )















