I oto moja skromna kolekcja trzech Wibo Eliksirów. Chyba każdy je widział i miał z nimi mniejszy lub większy kontakt. Opakowania nie kuszą, są tandetne i bardzo słabej jakości. Zdobione są napisem ,,Eliksir'', który zniknął z moich już drugiego dnia. Naklejki opisujące pomadki są trwałe i tylko dzięki nim w pośpiechu wiem, który kolor wrzucam do torebki ;-)
Pomadki nawilżają usta, nie wysuszają ich. Nie są miękkie jak Celia i nie znikają w mgnieniu oka. Wibo ma znaczną przewagę pod tym względem! Dodatkowy plus to dostępność i cena - znajdziemy je w każdym Rossmanie w cenie około 8 zł, na promocji w granicach 6 zł.
Muszę przyznać, że pomadki nieco różnią się od siebie, nie tylko kolorystycznie. :) O ile piąteczka i szóstka nakładają się rewelacyjnie i nie zbierają się w załamaniach ust, tak siódemka jest ich przeciwieństwem. Dlatego też ulubioną pomadką Wibo jest ta z numerem 06, a najgorszą - 07.
Tu możecie zobaczyć je w akcji... To znaczy na ustach:
Eliksiry spisują się rewelacyjnie przy każdym makijażu - delikatnym dziennym, jaki i tym mocniejszym, wieczorowym. Gdyby ich trwałość była lepsza mogłabym mówić o absolutnych ulubieńcach wśród szminek i pomadek ;-)
A Wy co o nich sądzicie? Lubicie? Macie w swoich kolekcjach Eliksiry? Który kolor najbardziej Wam się spodobał?
Jeśli jeszcze nie macie ich w swoich kosmetyczkach, czujecie się skuszone? ;-) Ja z czystym sumieniem polecam! :)
Pozdrawiam! :*













