Wczoraj dorobiłam się uszkodzenia pazurka, które zaciapałam kolejną warstwą odżywki. Niestety wieczorem pogorszyłam sprawę...
Zakleiłam paznokcia plasterkiem na noc i stwierdziłam, że chyba warto wzmocnić i zabezpieczyć pęknięcie. Dzisiaj na zakupach do koszyka wrzuciłam klej (który swoją drogą ma skleić nawet złamane serce :D). Po powrocie od razu zabrałam się do zabiegu.
Przygotowałam wszystko: herbatkę, nożyczki, klej, odżywkę do paznokci, patyczek do odsuwania skórek, polerkę...
Nie spodziewałam się, że tak łatwo można przykleić coś nieodpowiedniego - u mnie to było mnóstwo paproszków, a co gorsze - patyczek! Z przerażeniem odkleiłam go, chociaż z lekkim trudem.
Po wykonanym zabiegu paznokieć wyglądał tak:
Przyznam się, że bałam się, że ten fragment będzie się bardzo odznaczał po pomalowaniu, jednak polerka i 2 warstwy odżywki załatwiły sprawę ;-) Obecnie przy lakierze nie widać ani odrobinkę, aby z paznokciem było coś nie tak ;) Wybaczcie skórki na zdjęciu poniżej!
![]() |
| Color Club - You got a soul-ar + top coat |
Jak wrażenia? Muszę przyznać, że jak najbardziej pozytywne! Paznokieć jest wzmocniony, nie było z nim żadnych problemów podczas sprzątania, zmywania, czy przygotowywania obiadu. Podczas malowania też nie odczułam żadnych minusów - lakier, a i wcześniej odżywka, nakładał się jak na zdrowej płytce, wysychanie w normie, żądnych nierówności ;-)
Co sądzicie o tej metodzie? Praktykujecie? ;-) Co byście poradzili na takie pęknięcie?
Pozdrawiam :*


