Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingrid Satin Touch 12. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingrid Satin Touch 12. Pokaż wszystkie posty

#297. Wonder Shine Full Color?

         W ostatnim czasie przekonałam się do pomadek, szminek oraz tintów, znacznie rzadziej sięgam po błyszczyki. Dzisiaj chcę przedstawić Wam pomadkę Ingrid Cosmetics, która okazała się niemałym rozczarowaniem, zwłaszcza po dwóch produktach do makijażu tej firmy, które okazały się naprawdę fajnymi kosmetykami. Dla przypomnienia recenzje cieni TRIO i różu Satin Touch.

          Pomadka, o której dzisiaj chcę napisać parę słów znajduje się w klasycznym, czarnym, dość solidnym opakowaniu. Producent określa ją jako Wonder Shine Full Color



           Numerek 294 skrywa niebanalny róż. Niestety ten kolor kojarzy mi się tylko z lalką Barbie i tekstem piosenki Barbie Girl ,,life in plastic it's fantastic''...



          Muszę przyznać, że robiłam już wiele podejść do tej pomadki i... nic nowego nie odkryłam. Kolor totalnie mi nie pasuje, dodatkowo przez dość tępą konsystencję ciężko ładnie rozprowadzić ją na ustach. Wchodzi we wszystkie załamania, co wygląda paskudnie. Na samą myśl o tym robi mi się słabo. 
          Jedynym sposobem jej aplikacji jest delikatne rozsmarowanie pomadki na ustach, jednak to nadal nie jest to. Brakuje jej trwałości i chociażby odrobiny błysku. 

          Chciałam zrobić zdjęcia pomadki w akcji, ale wybaczcie, nie miałam na to sił! Pomadkę użyłam 2 razy na wyjścia w towarzystwie błyszczyka i myślę że to będzie koniec naszej historii. 


          Ciężko mi cokolwiek pozytywnego o niej powiedzieć, a szkoda. Liczyłam na coś więcej, zwłaszcza, kiedy przeczytałam pochlebną recenzję u Klaudii (KLIK). Jak widać, musi być jakaś dziwna zależność pomiędzy kolorem a jakością pomadek Ingrid. ;-)



          Znacie te pomadki? Czy Wasze też są tak oporne? A może spełniają Wasze oczekiwania? ;-)



          Pozdrawiam! :*

#288. Satynowy dotyk od Ingrid Cosmetics :)

            Ostatnimi czasy męczyłam Was recenzjami kosmetyków stosunkowo droższych, czas więc na coś tańszego i bardziej przystępnego. A mowa o różu do policzków Satin Touch od Ingrid Cosmetics (Verona). :) 




           Produkt otrzymujemy w solidnym opakowaniu, z przezroczystą ,,klapką'' przez którą widać kolor różu i pięknie tłoczoną różę, która niestety podczas używania znika, tak jak w moim wypadku. :( 


źródło


           Róż, który chciałam Wam przedstawić oznaczony jest numerkiem 12. Muszę przyznać, że jest to ciekawa opcja kolorystyczna, do której przez długi czas nie miałam przekonania, bo przecież róż musi być różowy, a to nie przypomina klasycznego różu do policzków! Dużo w nim ciepłych (tak mi się wydaje, poprawcie jeśli się mylę! :D) brzoskwiniowych tonów, które początkowo pasowały mi raczej do bronzerów. Szczególnie wybijają się one na zdjęciach nadając temu kosmetykowi zbyt intensywnej pomarańczowej barwy.




          Muszę przyznać, że produkt jest bezproblemowy przy aplikacji - stosowałam do niego parę różnych pędzelków, a za każdym razem efekt na buzi był bardzo zadowalający. Wystarczy przejechać pędzlem po powierzchni, nanosimy do na twarz i... gotowe! Kolor na buzi można stopniować, a nadmiar kosmetyku ,,złagodzić'' pudrem. 
          Obecnie rewelacyjnie współpracuje z pędzelkiem La Rosa :) 




          Jednak najważniejsze są efekty na buzi! :) Przyznam szczerze że pozostawię ten produkt do recenzji a zaraz po niej pójdzie w odstawkę. Okazało się, że obecnie nie umiem sobie wyobrazić codziennego makijażu bez tego różu! :) Nadaje się idealnie na wyjście na uczelnię, do pracy, czy na wyjście ze znajomymi. Nie sprawia także problemu przy wykonywaniu makijażu na szybko, bo: 
a) zaraz ucieknie mi autobus,
b) zaraz się spóźnię,
c) inne wypadki. :D

           Delikatnie zaznacza kości policzkowe, dzięki kolorowi, który nie odznacza się od skóry nadzwyczaj mocno. Możemy wykonać makijaż bez obaw, że wyjdziemy z domu z policzkami klowna :)
           Co do trwałości - ściera się po paru godzinach, jednak szybka poprawka załatwia sprawę. Około 5-6 godzin trwałości jest to dla mnie zadowalający efekt. :) Warto też zaznaczyć że róż ten jest bardzo wydajny, nie osypuje się i nie kruszy, co jest zaskakujące tym bardziej że dostaniemy go w cenie około 7-8 zł.


          Niestety miałam olbrzymi problem ze zrobieniem zdjęć tego kosmetyku w akcji, dlatego post pojawia się dopiero dzisiaj. Były chyba ze 4 podejścia do uchwycenia go na buzi! Dzisiaj się udało, chociaż i tak oczekiwałam o wiele lepszych zdjęć. :)





             Uważam, że za cenę około 7 zł warto kupić ten produkt. Szczególnie polecam kolor z numerkiem 12, który daje niezwykle naturalny i delikatny kolor na twarzy! Myślę, że będzie wręcz idealny dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem :)




             Znacie te róże? Może macie je w swoich kosmetyczkach? A może jeszcze się zastanawiacie? ;-) 




           Serdecznie pozdrawiam! :*