Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Verona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Verona. Pokaż wszystkie posty

#288. Satynowy dotyk od Ingrid Cosmetics :)

            Ostatnimi czasy męczyłam Was recenzjami kosmetyków stosunkowo droższych, czas więc na coś tańszego i bardziej przystępnego. A mowa o różu do policzków Satin Touch od Ingrid Cosmetics (Verona). :) 




           Produkt otrzymujemy w solidnym opakowaniu, z przezroczystą ,,klapką'' przez którą widać kolor różu i pięknie tłoczoną różę, która niestety podczas używania znika, tak jak w moim wypadku. :( 


źródło


           Róż, który chciałam Wam przedstawić oznaczony jest numerkiem 12. Muszę przyznać, że jest to ciekawa opcja kolorystyczna, do której przez długi czas nie miałam przekonania, bo przecież róż musi być różowy, a to nie przypomina klasycznego różu do policzków! Dużo w nim ciepłych (tak mi się wydaje, poprawcie jeśli się mylę! :D) brzoskwiniowych tonów, które początkowo pasowały mi raczej do bronzerów. Szczególnie wybijają się one na zdjęciach nadając temu kosmetykowi zbyt intensywnej pomarańczowej barwy.




          Muszę przyznać, że produkt jest bezproblemowy przy aplikacji - stosowałam do niego parę różnych pędzelków, a za każdym razem efekt na buzi był bardzo zadowalający. Wystarczy przejechać pędzlem po powierzchni, nanosimy do na twarz i... gotowe! Kolor na buzi można stopniować, a nadmiar kosmetyku ,,złagodzić'' pudrem. 
          Obecnie rewelacyjnie współpracuje z pędzelkiem La Rosa :) 




          Jednak najważniejsze są efekty na buzi! :) Przyznam szczerze że pozostawię ten produkt do recenzji a zaraz po niej pójdzie w odstawkę. Okazało się, że obecnie nie umiem sobie wyobrazić codziennego makijażu bez tego różu! :) Nadaje się idealnie na wyjście na uczelnię, do pracy, czy na wyjście ze znajomymi. Nie sprawia także problemu przy wykonywaniu makijażu na szybko, bo: 
a) zaraz ucieknie mi autobus,
b) zaraz się spóźnię,
c) inne wypadki. :D

           Delikatnie zaznacza kości policzkowe, dzięki kolorowi, który nie odznacza się od skóry nadzwyczaj mocno. Możemy wykonać makijaż bez obaw, że wyjdziemy z domu z policzkami klowna :)
           Co do trwałości - ściera się po paru godzinach, jednak szybka poprawka załatwia sprawę. Około 5-6 godzin trwałości jest to dla mnie zadowalający efekt. :) Warto też zaznaczyć że róż ten jest bardzo wydajny, nie osypuje się i nie kruszy, co jest zaskakujące tym bardziej że dostaniemy go w cenie około 7-8 zł.


          Niestety miałam olbrzymi problem ze zrobieniem zdjęć tego kosmetyku w akcji, dlatego post pojawia się dopiero dzisiaj. Były chyba ze 4 podejścia do uchwycenia go na buzi! Dzisiaj się udało, chociaż i tak oczekiwałam o wiele lepszych zdjęć. :)





             Uważam, że za cenę około 7 zł warto kupić ten produkt. Szczególnie polecam kolor z numerkiem 12, który daje niezwykle naturalny i delikatny kolor na twarzy! Myślę, że będzie wręcz idealny dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem :)




             Znacie te róże? Może macie je w swoich kosmetyczkach? A może jeszcze się zastanawiacie? ;-) 




           Serdecznie pozdrawiam! :*

#258. Brązowe TRIO

      Dzisiaj na facebooku część z Was zażyczyła sobie posta dotyczącego cieni od Ingrid Cosmetics (Verona). Ze mną jak z dzieckiem, więc mówisz i masz :) Oto moje brązowe TRIO oznaczone numerkiem 44:




       Cienie zamknięte są w małym, przezroczystym opakowaniu. W jednej formule prasowanego cienia zawierają się 3 kolory - biel i dwa odcienie brązu. 

       Wyznaję zasadę, że brązów nigdy dość. Spisują się idealnie przy każdym makijażu - delikatnym dziennym, a także mocniejszym wieczorowym. 



     
        Cieni można używać solo na całą powiekę, można użyć samego cienia do zrobienia kresek, lub z płynem Duraline, można je także łączyć w makijaż typu smooky eyes, lub z innymi markami. Próbowałam łączyć je z cieniami Sleeka i ładnie współgrały ze sobą. 

        Ważną kwestią jest ich pigmentacja. O ile z brązami nie ma problemów, tak najjaśniejszy jest dość przeciętny. 





          Po nałożeniu pędzelkiem biel jest niemal niewidoczna. Pozostałe dwa są naprawdę przyjemne. Cienie nie są matowe, co ładnie rozjaśnia i podkreśla oko. Nie wymagają użycia bazy. Przyjemnie trzymają się przez cały dzień na powiece, nie rolując się. Wyjątkiem jest nakładanie ich na niezbyt trwały podkład. Tu nawet baza nie pomoże. Ja zazwyczaj używam kremu BB od Sorai, lub mieszanki Dermacol + Affinitone i tu wszystko jest OK. Kiedy nałożyłam je na krem BB tego samego producenta efekt był marny. 

          A tak prezentują się na powiece przy pełnym makijażu:






         To wersja delikatniejsza, którą zazwyczaj wybieram - typowa propozycja makijażu dziennego, na przykład do pracy lub na uczelnię. Przyjemnie się nakładają i nie są problematyczne przy rozcieraniu. Dodatkowym plusem jest fakt, ze nie osypują się i nie ma konieczności wykonywania makijażu oka przed nałożeniem podkładu. 

        Jak na cenę około 5 zł jest to naprawdę fajna opcja - otrzymujemy 3 cienie, które mogą przydać się w każdej chwili. Bez problemu możemy wykonać nimi prosty i szybki makijaż, który podkreśli nasze spojrzenie. 


       Warto wspomnieć, że są też dość wytrzymałe. Ja jako łamaga nie raz już je upuściłam na dywan, jak i na podłogę - nie skruszyły się, nadal są w świetnym stanie, podobnie jak opakowanie. :)




       A Wy co sądzicie o tych cieniach? Może już je znacie? Podoba Wam się ich kolorystyka? Jaki makijaż nosicie na co dzień?




        Pozdrawiam!